- Nigdy nie zasilała taśmy produkcyjnej czy urządzeń, tylko zawsze była maszyną stricte dydaktyczną - mówi prof. Aleksandra Borsukiewicz z Katedry Technologii Energetycznych Wydziału Inżynierii Mechanicznej i Mechatroniki ZUT.
Wiekową maszynę parową można znaleźć na kampusie między ulicami Pułaskiego, Sikorskiego, Kordeckiego i aleją Piastów. Znajduje się w charakterystycznym budynku, stojącym obok wysokiego, ceglanego komina. Był on częścią kotłowni, w której wytwarzano parę wodną, niezbędną do zasilania i eksploatacji doświadczalnej maszyny parowej.
Tak było w czasach niemieckiej Królewskiej Szkoły Budowy Maszyn. Zachowało się nawet czarno-białe zdjęcie elegancko ubranych panów ze skupieniem doglądających działania maszyny. Widać ten sam, co dzisiaj, tłok w cylindrze i koło zamachowe, a nawet identyczne kafelki oraz posadzkę.
- To zabytek. Niewiele takich maszyn pozostało w Polsce. W dodatku można ją podziwiać w praktycznie niezmienionym stanie – podkreśla prof. Aleksandra Borsukiewicz.
Jak działała? Moc generowała para wodna pod wysokim ciśnieniem podawana raz na lewą, raz na prawą stronę tłoka. Obciążenie stanowił hamulec zainstalowany na kole zamachowym. Moc hamowania regulowana była przez odważniki ustawiane na szali hamulca.
Dziś maszyna już nie służy studentom. Napęd parowy dawno został przecież wyparty przez inne wynalazki, więc nie jest elementem praktycznej nauki. Ale maszyna najprawdopodobniej nadal jest sprawna. Tak przynajmniej było kilkanaście lat temu, gdy podjęto udaną próbę jej uruchomienia. Tyle tylko, że zamiast pary wodnej pod ciśnieniem, wykorzystano wówczas sprężone powietrze.
Historyczną maszynę parową można obejrzeć podczas dni otwartych i innych wydarzeń organizowanych przez ZUT. To jeden z ciekawszych zabytków techniki na Pomorzu Zachodnim.

Komentarze