Do tej pory było wiadomo niewiele: po tym, jak na początku maja grupa wolontariuszy odkryła schody i posadzkę prezbiterium nieistniejącego kościoła, Marek Łuczak podał jedynie, że budynek ukończono w 1939 roku, a po 1945 roku zniknął on całkowicie.
Teraz wiadomo dużo więcej. – Otrzymaliśmy materiały archiwalne od Kuby Tomaszewicza, pasjonata historii. Dzięki nim udało się poskładać powojenną historię kościoła – mówi Marek Łuczak.
Kościół, którego zbór nie chciał
Tę historię szczegółowo odtworzył. – Dziś wiemy, że w 1953 roku kościół w Gocławiu opisany był już jako zniszczony – mówi. Jak dodaje, w związku z poszukiwaniem nowej sali modlitw dla szczecińskiego zboru Zjednoczonego Kościoła Ewangelicznego, prezes rady Zjednoczonego Kościoła Ewangelicznego w Warszawie zwrócił się do Urzędu do Spraw Wyznań w Warszawie o przekazanie kościoła przy ul. Lipowej w Gocławiu dla zboru w Szczecinie. W piśmie wykazano chęć odbudowy kaplicy na koszt zboru.
23 października 1953 roku inż. arch. Bolesław Dawidów z Sopotu wykonał kosztorys odbudowy kościoła przy ul. Lipowej. W kościele zamierzano wykonać naprawy ciesielskie, położyć nową podłogę z desek, przeprowadzić prace tynkarskie, pomalować pomieszczenia od wewnątrz oraz uzupełnić zniszczone szyby w oknach budynku. W kościele prawdopodobnie brakowało drzwi i okien, gdyż kosztorys przewidywał wykonanie dwuskrzydłowych drzwi płycinowych o wymiarach 1236 cm x 2000 cm wraz z okuciami, oraz pojedynczych drzwi i okien. Kosztorys opiewał na 7193,92 zł. Do kosztorysu załączono rzut przyziemia wykonany przez Dawidowa, który pokazuje, że kościół posiadał kompletne ściany nośne i ścianę wewnętrzną przedsionka, schody oraz ambonę na rzucie okręgu ze schodkami przy ścianie prezbiterium. Wymiary sali głównej wskazywały że ma ona 14,22 m długości i 8,94 m szerokości, prezbiterium natomiast liczyło 5,2 m długości i 4,65 m szerokości. 24 października 1953 roku kosztorys wraz z ponowną prośbą o przydział kościoła i przydzielenie materiałów budowlanych przysłano do Referatu do Spraw Wyznań Prezydium Wojewódzkiej Rady Narodowej.
21 listopada 1953 roku protokołem zdawczo-odbiorczym kościół został przekazany przez Urząd ds. Wyznań w Warszawie Zjednoczonemu Kościołowi Ewangelicznemu dla zboru w Szczecinie. W opisie protokołu opisano stan kościoła: „Obiekt w stanie częściowej dewastacji – wyłamane drzwi, brak podłogi, którą wykradziono – ma wybite szyby w oknach. Mury i dach w stanie b. dobrym”. Kościół po formalnym przekazaniu pozostawał niezabezpieczony, co doprowadziło do jego dalszej degradacji.
Pismem z 22 maja 1954 roku, skierowanym do Miejskiej Rady Narodowej w Szczecinie, przełożony szczecińskiego zboru Aleksander Rapanowicz odmówił przyjęcia budynku ze względu na dalszą dewastację obiektu.
Tak wyglądała zdewastowana świątynia
W piśmie przedstawiono stan kościoła: „pomimo zabezpieczenia otworów okiennych i drzwi, oraz wywieszenia ostrzeżenia, kościół ten przez okres zimowy został wewnątrz do reszty zdemolowany (zdjęto ramy okienne, zrabowano dużo supremy z sufitu i zdemontowano prawie całą galerię […] prośba w Organach M.O. odnośnie udzielenia pomocy w dopilnowaniu przed dewastacją, nie odniosła żadnego skutku […] po rozpoczęciu robót przygotowawczych do remontu w m-cu kwietniu br nieznani sprawcy celowo mocno zniszczyli dach kryty dachówką, przez potłuczenie jej kamieniami […] złe nastawienie miejscowej ludności, oraz odosobnione położenie (daleko od budynków mieszkalnych) nie daje najmniejszej pewności na wyremontowanie go bez przeszkód i na utrzymanie go w całości po remoncie”.
Dalej przedłożono argument, że silne zniszczenie budynku wymaga dużo środków finansowych na wyremontowaniu, których zbór w Szczecinie nie posiada. 25 maja 1954 roku Prezydium Rady Zjednoczonego Kościoła Ewangelicznego oficjalnie zrezygnowało z obiektu w Gocławiu.
– Pozostawiony bez opieki kościół został rozebrany przez mieszkańców dla pozyskania materiałów budowlanych po 1954 roku. W 1958 roku kościół już nie istniał. Prof. Tadeusz Białecki, który zamieszkał wówczas przy ul. Koszalińskiej już nie widział tego obiektu. Oznacza to został on rozebrany pomiędzy 1954 a 1958 rokiem – podsumowuje Marek Łuczak.
Punkt widokowy i apel do mieszkańców
Pomorskie Towarzystwo Historyczne ma pomysł na to miejsce. Chce wypoziomować schody i odsłonić całą posadzkę. – Chcemy tu urządzić punkt widokowy z historycznym akcentem, czyli tablicą, na której będzie opisana historia – tłumaczy dr Łuczak.
Obecnie PTH załatwia konieczne formalności. – W piątek otrzymaliśmy odpowiedź od miejskiego konserwatora, że w jego ocenie obiekt nie jest zabytkiem – mówi Marek Łuczak. Trzeba jednak sporządzić dokumentację geodezyjną tego miejsca.
– Najważniejsze w tym wszystkim jest to, że dzięki naszym działaniom, reakcji Kuby oraz osób, które przesłały mi zdjęcia, wiemy o wiele więcej o samym kościele, jego losach. Lepiej też rozumiemy, co działo się na Pomorzu z tego typu obiektami. Wciąż liczę na mieszkańców Gocławia, że znajdą w swoich archiwach rodzinnych powojenne fotografie kościoła, restauracji Weinberg, Gotzlow – późniejszego kina Żeglarz, Villa Flora – Fregata, Zum Anker – Turystycznej, Forsthaus Julo, zdjęcia ze szkoły na Gocławiu. Tylko dzięki zdjęciom, dokumentom, relacjom i odkrywanym reliktom jesteśmy w stanie odtwarzać historię, którą nieubłaganie zaciera czas – mówi dr Łuczak.
Komentarze