„Ludzie wręcz do nas biegną, gdy zobaczą otwarte drzwi” - słyszymy w lokalu przy ul. Rayskiego 17. Kultowa piekarnia Ewy i Andrzeja Reczyńskich ma nowych właścicieli, którzy powoli rozkręcają sprzedaż wypieków.

Ich pieczywo świetnie znają w Gorzowie, gdzie prowadzą kilka sklepów. Część wypieków sprzedawanych w Szczecinie jest stamtąd dowożonych. Część wychodzi już z przedwojennego pieca w piwnicy przy ul. Rayskiego, którego obsługi nowi piekarze wciąż się jeszcze uczą z pomocą pana Andrzeja.

Na półkach znów pojawił się tak charakterystyczny dla tego miejsca chleb razowy. Jednak trochę inny niż u poprzedników, bo mieszany z mąką pszenną.

- Na razie nie było jeszcze oficjalnego otwarcia, ale z każdym dniem jest u nas więcej towaru. Wszystko na naturalnym zakwasie, bez żadnych polepszaczy – mówią nam panie stojące za ladą.

Choć piekarnia wznowiła działalność „po cichu”, to wieść rozniosła się już po mieście pocztą pantoflową. Do sklepu zaglądają przede wszystkim Szczecinianie, którzy wcześniej zawsze zaopatrywali się w pieczywo u Reczyńskich.

- Nie było jeszcze osoby, która by nie przyszła i nie wspomniała o panu Andrzeju. Nie jestem stąd, nie zgłębiałam historii piekarni, a teraz wiem już o niej absolutnie wszystko. Wszystko zostało mi opowiedziane i wytłumaczone – słyszymy.

Rodzina Reczyńskich prowadziła piekarnię przy ul. Rayskiego 17 od 1979 roku. Najpierw zarządzał nią pan Jan, a później jego syn - Andrzej. Tak było do grudnia 2025 roku, gdy stary piec chlebowy w piwnicy zaczął być wygaszany, a sklep zamknięto.

- W końcu trzeba zadbać o zdrowie. Teraz mogę też spędzać czas z wnukami – tłumaczy Andrzej Reczyński.

Kupca szukał od początku roku. Jak mówi, zależało mu, żeby jego królestwo trafiło w ręce doświadczonych rzemieślników.

- Wiadomo, że ustawiliśmy poprzeczkę wysoko. Ale my też musieliśmy dorównać jakością do poziomu wypieków poprzedniego właściciela - Bronisława Rucińskiego. Wiem, że wprowadzają swoje receptury, ale liczę, że w przyszłości sięgną również po nasze - mówi.

Zakwas z piekarni trafił teraz do jego lodówki i wciąż powstają na nim kolejne bochenki chleba.