Po ponad rocznej przerwie „Bistro pod przykrywką” z domową kuchnią ponownie przyjmie gości. Już od wtorku (30 bm.) gastronomicy zapraszają do nowej lokalizacji, w miejscu dawnego „Wiarusa”. „Mamy przygotowane 30 litrów chłodnika według naszego autorskiego przepisu” - zachęcają Alicja i Marek.

W powietrzu unosi się zapach młodej kapusty, obok odpoczywa pieczony boczek i karkówka, a niedawno z palnika zszedł sos bolognese. Do „Bistra pod przykrywką” zachodzę w poniedziałek późnym popołudniem – kilkanaście godzin przed oficjalnym otwarciem.

- Jesteśmy gotowi. Dzisiaj mieliśmy cały dzień gotowania, a jutro zapraszamy już od 8 rano - mówi Alicja.

Przez 10 lat „Bistro pod przykrywką” przyjmowało gości w lokalu przy ulicy Jagiellońskiej. W międzyczasie rodzinny biznes (prowadzi go Marek Kubiak z córką Alicją) wziął udział w „Kuchennych Rewolucjach”, podczas których Magda Gessler doceniła domowe smaki.

W czerwcu ubiegłego roku Marek i Alicja zawiesili działalność, co spotkało się ze smutkiem ze strony mieszkańców. Jednak już wtedy zaznaczyli, że szukają nowego lokalu. Wybór padł na dawnego „Wiarusa” przy ul. Krzywoustego 53.

- Wracamy wreszcie na rynek. Nasi stali klienci od ponad 3 miesięcy dopytują, kiedy otwieramy. Długo szukaliśmy lokalu. Nie mogliśmy znaleźć takiego, który spełniłby nasze oczekiwania. Na to miejsce trafiliśmy przez przypadek. Informację dostaliśmy od znajomego znajomego. Czysta poczta pantoflowa – śmieje się Marek.

Ostatnie pół roku minęło im na remoncie - zdecydowaną większość prac wykonali sami. Pomimo generalnej zmiany, zachowali oryginalne części dawnego „Wiarusa”.

- To między innymi blat, który oryginalnie był na dolnym barze. Teraz znajdziemy go na górnym barze oraz tam, gdzie znajduje się okienko do zwrotu naczyń – opowiada Alicja.

- A na tych kafelkach były jeszcze stare napisy menu. Chcieliśmy je zachować - dodaje Marek.

Lokalizacja nie jest jedyną nowością. Właściciele poszerzyli ofertę o śniadaniowe bajgle, kawę i ciasta.

- Bajgle mamy od zaprzyjaźnionej, lokalnej piekarni - podkreśla Alicja.

- Planujemy tutaj spędzić co najmniej kolejne 10 lat - zaznacza Marek, który nie oddał fartucha i cały czas będzie w kuchni. 

[1/6]
[2/6]
[3/6]
[4/6]
[5/6]
[6/6]