Już w najbliższy weekend Teatr Polski zaprezentuje wyjątkową premierę.
– To bardziej zaproszenie do spędzenia wieczoru w teatrze niż tylko pójście na spektakl – mówi Adam Opatowicz, dyrektor Teatru Polskiego i reżyser „Za nami, w nas. Opowieść domowa”. Na widzów czekać będzie więcej niż jedna sztuka na jednej scenie. – Tu liczy się inne myślenie o przedstawieniu niż jako o stricte teatralnej formie.
Osobistości, które – gdyby nie teatr – nigdy by się nie spotkały
„Za nami, w nas. Opowieść domowa” Artura Daniela Liskowackiego to epicka opowieść o dziejach Szczecina poprzez spotkanie z postaciami związanymi z miastem, ale żyjącymi w różnych czasach.
– Od XVI wieku i Sydonii, ostatniej w Europie czarownicy spalonej na stosie, poprzez Annę Jagiellonkę, wojewodę Borkowicza, aktorów niemieckich, po lata 50. i 60. i ludzi twórczych inicjatyw społecznych. Myślę, że młodzi nie zdają sobie sprawy, jak miasto mogłoby wyglądać. Polski Szczecin trwa zaledwie 80 lat i wydaje nam się, że to ogrom czasu pod względem liczby zdarzeń, które przeżyliśmy, a przecież to miasto ma o wiele dłuższą historię pruską, szwedzką, gryficką – mówi Opatowicz. – I teatr jest właśnie po to, by taką myśl zatrzymać, popatrzeć wstecz.
Koncerty, wystawa, doświadczenia kulinarne – antrakt nie będzie zwykłym czekaniem
Co czyni „Za nami, w nas. Opowieść domową” niespotykanym spektaklem? Akt I i II rozdziela półtoragodzinna przerwa, które jest zaproszeniem do odkrywania w nowych przestrzeniach teatru kolejnych elementów mozaiki składającej się na szczeciński pejzaż.
– Będzie można obejrzeć trochę filmów historycznych, zobaczyć interesującą wystawę, wyruszyć w kulinarną podróż, wziąć udział w koncercie, za pomocą okularów VR pospacerować po teatrze, którego już nie ma, nawet zrobić sobie selfie z Katarzyną II Wielką– zapowiada Opatowicz. – W różnych salach będzie mowa o historii miasta, ale będzie można też wybiec w przyszłość. Odwołamy się do Festiwalu Młodych Talentów, ale nie pokażemy tych, którzy w latach 60. w nim uczestniczyli, ale kto dzisiaj mógłby na nim wystąpić. Podejmiemy próbę odtworzenia folkloru, trochę niemieckiego, trochę polskiego. Pamięć miasta to nie tylko to, co wydarzyło się po 1945 roku – podkreśla.
Wspomniana wystawa to „Stetinum – Stettin – Szczecin” – opowieść o mieście, które trwa mimo zmian granic, języków i pokoleń. Została przygotowana z okazji 80-lecia polskiego Szczecina we współpracy Teatru Polskiego oraz Archiwum Państwowego. Tytuł wystawy ma symbolicznie podkreślić ciągłość historii miasta, jego tożsamość i dziedzictwo nagromadzone przez stulecia. Prezentowane mapy pokazują zmieniający się obrys Szczecina oraz rozwój dobrze rozpoznawalnej, częściowo niezmienionej siatki ulic. Choć Szczecin jest żywym organizmem, podlegającym przemianom na przestrzeni wieków, mimo wielu nazw pozostaje jeden.
Szereg różnych aktywności spowoduje, że dla każdego z widzów ten wieczór będzie unikalnym przeżyciem – każdy według własnego uznania będzie korzystać z atrakcji, we własnej ustalonej kolejności.
– Jeżeli półtorej godziny nie starczy, by zobaczyć wszystkie dodatkowe wydarzenia, zawsze będzie można przyjść drugi raz – podpowiada Opatowicz.
Formuła, która zależy od zainteresowania widzów. „Nie oznacza, że nie będzie ona ewoluować”
Tematyka spektaklu wpisuje się w obecnie panujący trend, w którym Szczecinianie chętnie zgłębiają swoją tożsamość, zaczytują się w lokalnych historiach czy wybierają się na oprowadzania z przewodnikami.
– Na pewno będziemy mogli zobaczyć Szczecin, którego już nie pamiętamy. Będzie on dla nas zaskakujący i niewiarygodny, tajemniczy i przerażająco zniszczony. Nasz spektakl to pejzaż po zakamarkach historii tego miasta. Zobaczymy sytuacje, o których nie wiedzieliśmy, poznamy bohaterów, którzy być może zostali już zapomniani. To będzie odkrywanie Szczecina na swój sposób – mówi Opatowicz.
Sztuka została zapowiedziana ponad dwa lata temu, kiedy Teatr Polski wrócił do swojej odnowionej siedziby. Wtedy mówiono o spektaklu rozłożonym na dwa wieczory, potem pojawiała się wizja, by przedstawienie prowadziło widzów po różnych scenach. Ostatecznie na premierze dostaniemy jeden, blisko pięciogodzinny wieczór.
– Sami jesteśmy ciekawi tej formy. To nowość nie tylko dla widzów, ale i dla nas jest to podróż w nieznane – zaznacza dyrektor. – Zobaczymy, jak uda się nam zainteresować publiczność. To, że teraz ten wieczór przybiera taką formułę, nie oznacza, że nie będzie ona ewoluować.
W spektakl zaangażowanych jest większość aktorów, niejednokrotnie występują oni w więcej niż jednej roli, nie brakuje też gościnnych artystów.
– 99% teatru jest zaangażowane w ten spektakl. To bardzo trudne przedsięwzięcie, jak jest tyle ludzi, ale mamy już doświadczenia w tak licznych produkcjach, chociażby „Politę” czy „Cabaret” – mówi Opatowicz. – Taki wieczór będziemy mogli pokazać raz, dwa razy w miesiącu, biorąc pod uwagę, że musimy realizować też inny repertuar.
Na premierę „Za nami, w nas. Opowieść domowa” Teatr Polski zaprasza w sobotę, 31 stycznia, o godz. 16:00. Kolejne pokazy 1 i 28 lutego. Z kolei w marcu będzie można zapoznać się z tą opowieścią o Szczecinie na dwa sposoby – obejrzeć przedstawienie w całości w jedno popołudnie i część wieczoru albo będzie możliwość pójścia na pierwszą część spektaklu w wybrany z repertuaru dzień, natomiast drugą część obejrzeć w innym terminie.
Komentarze