Śląskie otwarcie
Całe wydarzenie otworzył występ grupy Hamulec, pochodzącej ze Śląska, łaczącej thrash metal z punkiem. Muzycy ci w tym roku wydali nowy album „Na śmierć” i z niego zaaplikowali kilka numerów, dorzucając też starsze kompozycje. Żar lejący się z nieba nie przeszkodził im w tym, by nieźle rozruszać widzów, którzy dość licznie, jak na wczesną porę, nawiedzili Łasztownię.
Weterani z Anglii i debiutanci ze Szczecina
„Hatebomb”, „Protest and Survive” czy „Hell On Earth” (dedykowany wszystkim, którzy mimo ekstremalnej temperatury stawili się na placu Gryfitów by uczestniczyć w festiwalu)... Takie między innymi umery trafiły do set listy brytyjskiego zespołu Discharge, weteranów sceny Hardcore Punk, grających jako drudzy na głównej scenie. W międzyczasie na Scenie Frozen można było zobaczyć grupę Materia ze Szczecinka, natomiast na Scenie Illusion (stworzonej w sali Iluzjon) grali reprezentanci Szczecina, - Detection, którzy wygrali konkurs Hit The Bells, dla młodych zespołów, które starały się o udział w festiwalu.
Nie tylko muzyczne atrakcje
Cały czas zwiększała się liczba festiwalowiczów, którzy w przerwach między „kontemplowaniem” muzyki korzystali ze strefy gastronomicznej w Restauracji, mogli sobie zrobić tatuaż na czy zagrać w oldskulowe gry komputerowe w holu Starej Rzeźni, obok sceny Illusion. Tymczasem muzycznie impreza nabierała rozpędu. Zobaczyliśmy np. bardzo energetyczny występ Słonia, który udowodnił, że hip-hop, też może się sprawdzić na festiwalu metalowo-punkowym. 60 minut które miał do dyspozycji wykorzystał maksymalnie, serwując numery stare i nowsze, skutecznie prowokując publikę do zabawy swoimi niecenzuralnymi nawijkami.
Powrót po 30 latach
Na głównej scenie nieco później zagrał amerykański Pro-Pain, który do Szczecina wrócił dokładnie po 30 latach i trzech dniach (panowie zagrali 23 czerwca 1996 roku w nieistniejącym już dziś klubie „Trans”). Gary Meskil i jego ekipa pokazali że wciąż są w formie, serwując wiele dobrze znanych kompozycji z całej historii grupy – m.in „Make War (Not Love)”, „The Shape of Things To Come” czy „State Of Mind”. Godzinę po swym występie podpisywali płyty w Starej Rzeźni w czasie singing session.
Na tej samej scenie zagrał też punkowy Dezerter i był to set oparty na kawałkach z najnowszej płyty „Wolny wybieg” (m.in. utwór „Żółć”) oraz na „żelaznym” repertuarze z płyt poprzednich (zabrzmiały m.in. numery „Ile procent duszy?, „Nie ma nas” czy „Spytaj milicjanta”). W zastępstwie za Jacka Chrzanowskiego na basie grał Rafał „Rolf” (znany z grup Post Regiment i Ye.stem).
Grecki death metal i sataniczny chaos
Na scenie Frozen też sporo się działo. Tego dnia zagrał tam także death metalowy NunSlaughter, który niedawno wydał nowy, bardzo udany album tytule „Satanic Chaos Legions” i oczywiście przedstawili kilka utworów z tejże płyty. W dalszej kolejności zjawili się tam jeszcze Grecy z Dead Congregation, którzy skoncentrowali się na utworach z pierwszych płyt (m.in. Martyrdoom”), bo dopiero przygotowują nowy materiał (po 12 latach wydawniczej przerwy), ale z niego też wykonali jeden numer tego wieczoru. Przez kilkadziesiąt minut dominowały zatem superciężkie, miażdżące riffy i wolne tempa.
Ostatnim zespołem na scenie Frozen był Last Resort przedstawiciele gatunku Punk Oi! Charlie Duggan i jego koledzy nie mieli dotąd szczęścia do występów w Polsce (planowany poprzednio koncert w Krakowie „skasowała” pandemia). Teraz nic już nie stanęło na przeszkodzie by zagrali zróżnicowany, bardzo melodyjny program, w którym znalazło się wiele klasyków z ich dorobku (np. „King Of A Jungle”).
Krakowski zespół My Own Abyss zaserwował bardzo mocny metalcorowy set na scenie Illusion, i grupa ta była potem chwalona w internetowych komentarzach choć jeszcze więcej entuzjazmu wzbudziła DOLA, grająca po nich (panowie zaprezentowali m.in. utwory z albumu „Tabernakulum”).
Niemiecka klasyka na głównej scenie
Dużą publikę zgromadził niewątpliwie występ Grave Digger na głównej scenie. Niemcy też już kiedyś byli w Szczecinie (13 lat temu zgrali w „Słowianinie”). Od tego czasu przemeblowali nieco skład, ale muzyka nie zmieniła się znacząco. To wciąż energetyczny, power metal, a zatem fani takiego grania mieli niezłą ucztę, zważywszy że usłyszeliśmy m.in. takie numery jak „The Round Table (Forever)”, „Excalibur” czy kompozycję, o bardzo adekwatnym do pogodowej ekstremy, tytule „The Dark of the Sun”.
Black metalowy spektakl na finał
Pierwszy dzień festiwalu zakończył się spektaklem wizualno-dźwiękowym jaki zgotowała nam black-maetalowa Furia. Pogrążona w mroku scena, agresywny wokal Michała „Nihila” Kuźniaka i gitarowa miazga sącząca się z głośników, przerywana bardziej stonowanymi, progresywnymi sekwencjami, to elementy tego show. Usłyszeliśmy m.in. numery z płyty „Huta Luna” (takie jak „Spanie polskie”), i jestem pewien, że zwłaszcza dla osób, które nie znały dokonań tej grupy był to ciekawe doświadczenie - bardzo dobry epilog tego piekielnego piątku.
Drugi dzień festiwalu, to program złożony z występów takich grup jak Possessed, Cockney Rejects czy Vader. Bilety są jeszcze dostępne w kasach.
Komentarze