Choć bywa tutaj spora część mieszkańców, nadal skrywa w sobie tajemne przejścia i miejsca, o których wiedzą tylko lokalsi. Z jednej strony fascynuje eklektyczną zabudową i kamienicznymi balkonami, z drugiej – wciąż znajdziemy tutaj betonowe podwórka bez grama zieleni. „To w Centrum najlepiej widać, jak przez lata zmieniał się Szczecin” – mówi Kinga Rabińska.

Centrum to jedno z dziesięciu śródmiejskich osiedli Szczecina, którego granice wyznaczają Aleje Wojska Polskiego i Wyzwolenia. Spacer rozpoczynamy w okolicach Bramy Portowej – miejscu, w którym trudno usłyszeć własne myśli.

Niemy świadek historii

Przechodzimy obok jednego z ulubionych budynków naszej przewodniczki – potężnego gmachu Poczty Polskiej przy ulicy Bogurodzicy 1. To jeden z pierwszych budynków postawionych po zniesieniu twierdzy w 1873 roku, niemy świadek historii.

– Czasami patrzymy na jakiś budynek i albo nam się podoba, albo nie. Ale gdy zajrzymy do niego głębiej, to może nam bardzo dużo opowiedzieć o historii danego miejsca. Przy tym zachowany jest fragment torów, które przypominają, że kiedyś po szynach jeździły konne i elektryczne bagażówki, które rozwoziły paczki i listy – opowiada Kinga Rabińska ze Stowarzyszenia „Oswajanie Miasta”, współprowadząca śródmiejski punkt sąsiedzki „U Krysi”.

Gmach Poczty Polskiej/fot. K. Rzeszotarska
I wspomniane zachowane tory/fot. K. Rzeszotarska

Choć okolice Bramy Portowej są dla niej jednym z najmniej ulubionych fragmentów Szczecina, to i tutaj znajduje pozytywy.

– Jest bardzo głośno, nie słyszymy siebie, ale jest coś, co mnie zachwyca. Gdy zachodzi słońce i staniemy w okolicach Kaskady, ukazuje nam się pełna plastyczność zabudowy wzdłuż Alei Niepodległości. Pomimo że jest miszmasz architektoniczny, to przy zachodzącym słońcu mamy piękny efekt – mówi.

„To nie jest przedpole twierdzy, aby stawiać wątłej konstrukcji obiekty”

Skręcamy w ulicę Bogurodzicy i mijamy „pierwszy grzeszek Centrum”. Kiedyś kiosk, potem krwistoczerwona budka z kebabem, która w ostatnim czasie zmieniła kolor na bardziej stonowany.

– Budynek poczty nie powstał po to, aby coś przy nim budować. To nie jest przedpole twierdzy, aby stawiać wątłej konstrukcji obiekty. Mamy tutaj jeden z najpiękniejszych szyldów, a na schodach metaloplastykę w postaci wspaniałej dorożki. Nie zasługuje na to, aby zakrywał go nawet najpyszniejszy kebab – nie kryje oburzenia Kinga Rabińska.

Budka z kebabem przy monumentalnym zabytkowym gmachu/fot. K. Rzeszotarska

Najbardziej uduchowiona część centrum

Mijamy kościół pw. Jana Chrzciciela, który może pochwalić się bogatymi wnętrzami. Nieopodal są jeszcze dwa – pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa oraz Świętego Wojciecha.

Niewielki fragment pokonujemy trasą tzw. czerwonego szlaku, który prowadzi przez najciekawsze miejskie zabytki.

– Całe Śródmieście, nie tylko Centrum, jest wspaniałym laboratorium miejskim, które można zwiedzać jak tylko się chce. Jest masa szlaków, tras, którymi możemy podążać i poznawać historię miasta z zupełnie nowej perspektywy – zachęca Kinga Rabińska.

Zatrzymujemy się na chwilę pod najbardziej religijnym balkonem w Centrum. – Nigdy nie próbowałam poznać historii, która za nim stoi. Czy bliskość kościołów ma na to wpływ? Być może. Myślę, że trzeba być mocno zdeterminowanym, aby coś takiego stworzyć – ocenia nasza przewodniczka.

Religijny balkon/fot. K. Rzeszotarska

„Cudowny przykład szczecińskiego archi polo”

To, co Kinga Rabińska najbardziej ceni w Centrum, to zamknięcia pierzei. Stojąc na samym końcu ul. Bogurodzicy, tuż przy Parku Andersa, możemy zobaczyć pierwsze z nich.

– Gmach słynnego Odzieżowca pięknie zamyka nam ten widok. Ale na całokształt wpływa także Pałac Ziemstwa Pomorskiego, kamienice i nasz cudowny przykład archi polo (żartobliwe określenie postmodernizmu – red.). Bardzo lubię ten różowy kolor – mówi Kinga.

Słynny Odzieżowiec w tle/fot. K. Rzeszotarska

Na myśli ma gmach banku Pekao SA według projektu szczecińskich architektów z JBP Studio. Budowa biurowca wystartowała w 1990 roku i zakończyła się trzy lata później.

– Nie jestem fanką tego okresu w architekturze, ale jeśli budynek jest w kontekście, to jestem jak najbardziej na tak – komentuje.

Szczecińskie archi polo/fot. K. Rzeszotarska

Ryba zamiast jaszczurki i wzbudzająca kontrowersje ławeczka z polskim etnografem

Wchodzimy do jedynego zielonego terenu Centrum, choć jak słyszymy – osiedle i tak może pochwalić się sporą ilością drzew i krzewów. Jesteśmy w parku im. generała Władysława Andersa, który powstał w miejscu starego cmentarza wojskowego.

– Lubię po nim biegać, ale tutaj znajdziemy też moje ulubione typy ławek, czyli wokół drzew. Może nie są społeczne, ale wyobraźcie sobie, gdy jest lato, żar leje się z nieba, a my chowamy się pod koronami platanów, gdzie jest cień i spokój – przedstawia obrazowo nasza przewodniczka.

Ulubione ławki naszej przewodniczki/fot. K. Rzeszotarska

Stoi tu również zabytkowa pompa miejska, w której zamiast herbu jest płomień, a jaszczurkę zastępuje ryba. Nie możemy pominąć krótkiego przystanku przy ławeczce z wizerunkiem polskiego antropologa i etnografa Jana Czekanowskiego, który mieszkał w Szczecinie.

Rzeźba zbiera mieszane opinie – przez jednych jest uwielbiana, a przez drugich znienawidzona. Autorem projektu i wykonania jest Yossouf Toure z Burkina Faso.

– Uważam, że jest bardzo ciekawa, podoba mi się ten kufer i że nie jest to typowa rzeźba w takim trybie sacrum – ocenia Kinga.

W parku spotykamy się z Pawłem Madejskim, autorem spacerów z rozpoznawaniem drzew i krzewów. Opowiada nam o nietypowych drzewach, które możemy tutaj oglądać. Jak kasztanowce, z których nie spadają kasztany oraz paulownia, która wiosną obsypana jest fioletowymi dzwoneczkami.

Ławeczka Jana Czekanowskiego/fot. K. Rzeszotarska

„Nieważne co weźmiesz, źle nie trafisz”

Będąc w Centrum, nie można pominąć kultowego Baru Turysta.

– Podoba mi się, że to miejsce egalitarne. Przychodzą naprawdę bardzo różni ludzie, siadają przy jednym stole i razem jedzą. Moim faworytem są naleśniki ruskie z sosem pomidorowym. I oczywiście kompocik. Nieważne, co weźmiesz, źle nie trafisz – uśmiecha się Kinga.

Podróż do centrum Szczecina z PRL–u

Przy krótkim odcinku ulicy Śląskiej docieramy przed lokal, który na pierwszy rzut oka sprawia wrażenie zwyczajnego. Jednak, gdy zajrzymy przez szybę salonu fryzjerskiego „Stella”, znów możemy poczuć się jak w latach 60. Są potężne suszarki hełmowe, pod którymi klientki mogą siedzieć przez dłuższy czas i czytać gazety, skórzane fotele fryzjerskie, myjnie ceramiczne.

– W 1968 roku założyły go dwie siostry, Stefania i Teofila. To był pierwszy w mieście salon fryzjerski z myjką podłączoną do kanalizacji. W tamtych latach bardzo nowoczesny – opowiada Kinga.

Dzisiaj salon prowadzi pani Barbara, córka Stelli. – Umówię się tutaj kiedyś na sylwestrowe loki – uśmiecha się nasza przewodniczka.

Wnętrze salonu „Stella”/fot. K. Rzeszotarska

Po drugiej stronie Szczecinianie i turyści również mogą udać się w podróż do przeszłości za sprawą Muzeum „Szczecin w PRL”, które od kilku lat prowadzi Justyna Machnik. Dla wielu będzie to sentymentalna podróż do czasów, kiedy w piłkę nożną grało się na betonowych boiskach bez bramek, herbatę i zbożową kawę piło w szklankach z koszyczkami, a pokoje zdobiły meblościanki z porcelaną.

Udana przebudowa i największy grzech kapitalizacji przestrzeni publicznej

Z ulicy Śląskiej odbijamy delikatnie w lewo, mijamy niewielkie zakłady produkcyjne i przez skrót wychodzimy na śródmiejski fragment Alei Wojska Polskiego, którego przebudowa zakończyła się w 2024 roku.

– Na początku byłam bardzo na nie, jeśli chodzi o niektóre rozwiązania na alei. Chciałam, aby to piesi mogli chodzić po środku, gdzie jest cień. Z drugiej strony mamy jednak szerokie chodniki i małą architekturę. Z czasem przekonałam się i uważam, że to udana przebudowa – ocenia Kinga Rabińska. I dodaje:

– Wraz z Rayskiego i Jagiellońską mamy pulsujący fragment miasta, do którego ludzie przychodzą „po coś”. I są również takie lokale, gdzie nie zedrzemy portfela, aby dobrze zjeść. Są też takie miejsca jak Teatr Mały na Deptaku. To nie tylko restauracja z pysznym jedzeniem, ale i lokal prowadzony przez Teatr Współczesny. Więc jedząc, wspierasz kulturę. Ale marzy mi się jeszcze, aby pojawił się tutaj rozproszony inkubator kultury i sztuki.

Przebudowany śródmiejski odcinek Al. Wojska Polskiego/fot. K. Rz. 

Mijamy „drugi grzeszek Centrum”, czyli plombę zasłaniającą dawne Kino Kosmos.

– To największy grzech lokalnej rewitalizacji, choć powinnam powiedzieć kapitalizacji przestrzeni publicznej. Przez płot nie możemy nawet zobaczyć tej cudownej, panoramicznej mozaiki, która zdobi front Kosmosu – krytykuje Kinga Rabińska. – W tej plombie miała być prowadzona działalność kulturalna, tak samo jak kino miało być do tego dostosowane. Tymczasem koncerty organizowane są tylko w holu, a cała reszta to cały czas plac budowy.

Plomba zasłaniająca Kino Kosmos/fot. K. Rz. 

Za chwilę „trzeci grzeszek”, czyli pusty gmach nieprzypominający „Lucynki i Paulinki” z czasów świetności. – To kawał przestrzeni, którą można by wykorzystać na dobre działania.

„Przyjechałam tylko na chwilę, jak większość”

Docieramy na Plac Zgody, który po przebudowie alei przyjął funkcję placu zabaw. To jedna z ulubionych przestrzeni naszej przewodniczki.

– Wiem, że jest kontrowersyjny, ale wiecie co jest super? To plac nie tylko dla dzieci. Na huśtawkach siedzą seniorzy, a obok nich nastolatkowie. Na trampolinach skaczą nie tylko najmłodsi, ale i starsi – mówi.

Kinga Rabińska przyjechała do Szczecina na studia. Jak opowiada, jej miłość do miasta długo się rozkręcała, ale gdy już się zaczęła, „to na maksa”.

– W Centrum kumuluje się całe moje życie prywatne i zawodowe, najlepiej znam tę część Szczecina i najwięcej mnie fascynuje. Tutaj widać jak zmieniło się miasto od samego początku, przez wzniesienie twierdzy i jej zniesienie, aż po historię po II wojnie światowej.

Początkowo w Szczecinie zamierzała spędzić tylko rok. – Miałam wrócić do Wrocławia, który kiedyś był marzeniem wielu Szczecinian i Szczecinianek. Po roku uznałam jednak, że jest tutaj całkiem fajnie. I tak zostałam.

Nasza przewodniczka na trampolinie na Pl. Zgody/fot. K. Rzeszotarska

Obecnie Kinga działa w Stowarzyszeniu „Oswajanie miasta”, prowadzi punkt sąsiedzki „U Krysi” przy ul. Bałuki 17 (w dawnym zakładzie „Foto Krystyna”), organizuje spacery i spotkania opowiadające o mieście, czynnie bierze udział w budowaniu społecznej tkanki Śródmieścia. Niedawno otrzymała stypendium z Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, w ramach którego przygotuje przewodnik po 10 osiedlach Śródmieścia.

– Obserwuję, że wiele osób interesujących się historią Szczecina, jest przyjezdna. Mam teorię, że to podwójna amputacja korzeni. Muszę to kiedyś zbadać – uśmiecha się.

Wraz z Oswajaniem miasta przywraca Szczecinowi mozaiki. W centrum znajdziemy „Miłość”, „Rejs” i najbardziej szczeciński „Alfabet Śródmieścia”. Litery pochodzą ze szczecińskich szyldów. „D” jest od społemowskich Delikatesów, „Y” od Dyskobolu, „G” z Ogrodów Śródmieście.

Mozaika „Alfabet Śródmieścia”/fot. K. Rz. 

To tutaj znajdziemy stereotypowe podwórka Centrum

Mijamy nową fontannę złośliwie nazywaną przez niektórych „szubienicą”, która stanęła w miejscu dawnej, mozaikowej ściany płaczu i jednego z „Misterów Szczecina”. Docieramy do skrótu na miarę Śródmieścia i podwórek, które są stereotypowym wyobrażeniem o wnętrzach śródmiejskich kwartałów.

Poza mozaiką „Rejs” i windą, która zyska kamienica przy Alei Wojska Polskiego 53, niewiele się tutaj zmieniło. Jak kiedyś upływał czas najmłodszych mieszkańców pośród betonowych podwórek? Na skakaniu po dachach, graniu w podchody i akrobatyce na trzepakach. Wyobraźnia nie znała granic.

– Pamiętam, gdy przyszłam z grupą studentów z Erasmusa, aby pokazać „Rejs”. Spotkaliśmy mieszkankę, która zapytała się, po co ich tutaj prowadzę. Gdy wytłumaczyłam, odpowiedziała, „matko, to lepiej ich było na Wały zabrać” – śmieje się Kinga.

Podwórko z Centrum/fot. K. Rz.

Z Alei Wojska Polskiego możemy dostać się prosto na ul. Monte Cassino, choć kiedyś najmłodsi mogli przedostać się tajemnym skrótem także na ulicę Piłsudskiego.

– To tutaj jest już ulica Piłsudskiego? – nie kryje zdziwienia uczestnik spaceru.

– No! I to jest super w tych skrótach, że nie ogarniasz, gdzie jesteś – śmieje się Kinga.

Śródmiejski skrót i galeria streetartowa w jednym/fot. K. Rz. 

Ale Śródmieście ma też dużo ładniejsze podwórka, jak to przy ul. Monte Cassino 33. Przed wojną mieszkali tutaj Ernst i Herta Urbahnowie, entomolodzy i twórcy kolekcji owadów przedwojennego Muzeum Miasta Szczecin. W zeszłym roku z inicjatywy Marty Kurzyńskiej, „Oswajanie miasta” wspólnie z mieszkańcami i licealistami z plastyka wykonali mozaikę z motyli, które badali Urbahnowie.

Podwórko przy ul. Monte Cassino 33/fot. K. Rz. 

Jedyne takie osiedle w całym mieście

Idziemy dalej Aleją Papieża Jana Pawła II. Monumentalny Marynarz Ryszarda Chachulskiego mówi nam „teraz wkraczacie w nadrzeczną część Szczecina”, ale my zostajemy przy pierwszym osiedlu wzniesionym po II wojnie światowej.

Mowa o Śródmiejskiej Dzielnicy Mieszkaniowej. W latach 50. przy placu Lotników, ulicy Jagiellońskiej oraz Mazurskiej stanęły trzy 5-kondygnacyjne budynki w socrealistycznym stylu. Za ich projekt odpowiadają szczecińscy architekci – Henryk Nardy, Emanuel Maciejewski i Witold Adamczyk.

Śródmiejska Dzielnica Mieszkaniowa/fot. K. Rz.

– Latem wszystko jest tutaj zielone. Mamy wrażenie potęgi, spójrzcie tylko na te wielkie bramy wjazdowe. Oczywiście, zieleni miało być więcej, ale z czasem ktoś postawił garaż, ktoś inny wiatę parkingową – opowiada Kinga Rabińska, gdy jesteśmy wewnątrz tego mini osiedla.

Kolejne budynki Śródmiejskiej Dzielnicy Mieszkaniowej wzniesiono w latach 1956–1957 przy ulicach Mazowieckiej, Mazurskiej oraz dzisiejszej Piłsudskiego. Ich fasady znacznie uproszczono, rezygnując z gzymsów, boniowań czy wysokich witryn sklepowych i bram przejazdowych.

Wnętrze ŚDM/fot. K. Rz. 

„Miasto się zmienia”

Kilka kroków dalej i jesteśmy na Placu Lotników, z którego dobrze widać PRL-owski mural „Chrońcie las”, który powstawał w ramach ogólnopolskiej akcji informacyjnej. Oprócz grafiki zawierał także numer alarmowy na Straż Pożarną.

PRL-owski mural na Pl. Lotników/fot. K. Rz. 

– Cieszę się, że cały czas możemy go oglądać. Choć to, za czym będę tęsknić, to ta biblioteka. Ma chyba największy zbiór lokalnej literatury – Kinga wskazuje na Filię nr 28 Miejskiej Biblioteki Publicznej.

Placówka niedługo zniknie wraz z rozbiórką pawilonów po obu stronach ulicy. Ich miejsce zajmie zabudowa mieszkaniowa.

– Trochę boję się tego, co tutaj powstanie, ale miasto cały czas się zmienia – mówi.

Szczecińskie Centrum, choć jest niewielkim osiedlem, ma wiele do pokazania. Zgodnie uznajemy to po blisko 3 godzinach spaceru.