Kiedyś było pięć małych sklepów. Dzisiaj wystarczy jeden dyskont
Osiedle Golęcino-Gocław, ul. Ziemowita, ul. Dębogórska. W 2005 roku działało tutaj sporo punktów handlowych – spożywczak na rogu ulicy, warzywniak, sklep mięsny, jeszcze jeden sklep spożywczy już niemal przy ul. Paproci, kiosk Ruchu. Były dwa salony fryzjerskie, a jeszcze wcześniej w miejscu obecnego monopolowego działała apteka. Tam, gdzie teraz mieści się pracownia mebli na wymiar, był sklep chemiczny, a po drugiej stronie olejarni można było zrobić zakupy w sklepie spożywczo-monopolowym. Dzisiaj w tym miejscu jest „dziura w ziemi”.
Do 2025 roku przetrwały tylko monopolowy w miejscu apteki i jeden sklep spożywczy. Jest też Lidl przy ul. Robotniczej, który zdaje się zabrał więcej klientów z dolnego Golęcina niż z Żelechowej.
Jak to możliwe, że kiedyś działało tutaj aż tyle punktów, a dzisiaj na Północy, ale też na Pomorzanach, Pogodnie czy Niebuszewie, próżno szukać małych, rodzinnych sklepów?
W 2024 roku liczba sklepów w Polsce spadła o 8,3 tysiąca do 318 tysięcy, ale całkowita powierzchnia sprzedażowa wzrosła o 1,4%. W 2025 roku ten wynik może być podobny, bo jak zauważają eksperci, handlowa rewolucja dokonuje się już nie tylko w dużych miastach, lecz także w mniejszych miejscowościach, gdzie małe, rodzinne punkty handlowe i usługowe są wypierane przez większe sieci.
To, co było, już nie wróci. Małe sklepiki na wojnie z gigantami nie mają szans, a klienci są coraz mniej sentymentalni
Eksperci nie mają wątpliwości, że małe sklepy są osaczane przez silne sieci franczyzowe, które jedna za drugą wysysają życie z małych, rodzinnych sklepików. Inna sprawa to dyskonty. Kiedyś jeden na osiedle, teraz nierzadko Biedronki znajdują się w odległości zaledwie jednego przystanku tramwajowego od siebie.
– Handel przeżywa trudne momenty. Galerie handlowe przegrywają z e-commerce i bardziej dynamicznymi parkami handlowymi, a małe sklepy z sieciami franczyzowymi i dyskontami. Jedyną grupą, która zyskuje na sile w handlu, są właśnie sieci dyskontowe, które łączą bliskość z klientem z przyzwoitą ofertą i możliwością cenowego „licytowania się” z innymi podmiotami handlowymi. Ta rewolucja już się wydarzyła i raczej nie da się jej cofnąć. Wiele zależy od tego, jak bardzo konsumenci będą przywiązani do „swoich” sklepów – mówi Anita Gałek, ekspertka ds. handlu.
– Dzisiaj funkcjonowanie pojedynczego sklepu oznacza działanie w środowisku, w którym przewagi sieci detalicznych są strukturalne: większa siła zakupowa, centralnie zarządzane promocje, inwestycje w logistykę i technologie, a także rosnące oczekiwania konsumentów co do niskiej ceny, szerokiego asortymentu i wygody „one stop shop”. Wysokie koszty pracy i energii oraz presja inflacyjna dodatkowo znacząco zmniejszają marże małych sklepów. W efekcie samodzielny, niezależny sklep spożywczy coraz częściej przegrywa konkurencję o portfel i czas klienta, a dla wielu właścicieli realną drogą obrony staje się wejście we franczyzę lub sprzedaż lokalu – a nie dalsze działanie w pojedynkę – tłumaczy prof. Justyna Osuch-Mallett, rektor Zachodniopomorskiej Szkoły Biznesu.
Więcej windykacji w handlu i usługach
Handel zmienia się od lat – najpierw klientów przyciągała rewolucja hipermarketowa, potem jak grzyby po deszczu zaczęły wyrastać dyskonty. Po pandemii jeszcze mocniej rozpędziła się rewolucja internetowa, dokąd handel przenosi się coraz intensywniej w niemal wszystkich sektorach.
Rośnie więc liczba windykacji wobec przedsiębiorców, którzy jeszcze dwadzieścia lat temu prowadzili często kilka lub kilkanaście sklepów.
– Mały handel ma poważne problemy finansowe. Oczywiście wolumen zadłużenia jest niższy niż w przypadku np. firm transportowych czy budowlanych, ale nadal mówimy o kwotach, które w dłuższej przestrzeni czasowej mogą firmę doprowadzić do upadku – mówi windykator Małgorzata Marczulewska. – Mały handel najczęściej zadłuża się u hurtowników oraz u właścicieli dzierżawionych nieruchomości. Szacunki, że rocznie z miast znika kilka tysięcy sklepów wydają się racjonalne. Do nas każdego roku trafia przynajmniej kilkanaście spraw windykacyjnych wobec przedsiębiorców zajmujących się handlem detalicznym – dodaje.
Czy to oznacza, że mały handel zniknie z pejzażu naszych miast?
– Nie, ale musi znacząco się zmienić. Wspólne zakupy hurtowe z innymi podmiotami, lokalne programy lojalnościowe, eventy z sąsiednimi punktami usługowymi, możliwości sprzedaży lokalnych produktów czy produktów ekologicznych – to lepsza droga niż konkurowanie z sieciami tym samym asortymentem i niższymi cenami – zaznacza prof. Justyna Osuch-Mallett.
Kto się wzmocni, kto osłabnie…
Co w handlu przyniesie rok 2026? Eksperci wieszczą dalszą ekspansję sieci franczyzowych przy zmniejszeniu udziału w rynku najmniejszych sklepów oraz hipermarketów. W roku 2026 z Polski może wyjść Carrefour. Spodziewane jest także szersze „wejście w miasto” sieci Dino. Regularnie informujemy o tym, że zamykają się kolejne sklepy Społem, ale jednocześnie wzmacnia się handel na targowiskach. Na Pogodnie, Manhattanie czy ryneczku przy Osiedlu Zawadzkiego w weekendy sklepy szturmowane są przez klientów.
Komentarze