Arkadiusz Marchewka kilka dni temu opublikował nagranie, w którym mówi o przywracaniu polskiej bandery na statki narodowych armatorów. Nie wiadomo, czy to kwestia farm trolli, czy nieświadomych Internautów, ale pod postem wiceministra infrastruktury pojawiły się wiadomości: „Stop Banderze" czy „Stop ukrainizacji Polski".

Trudno uwierzyć w wiadomość opublikowaną w social mediach przez wiceministra infrastruktury ze Szczecina. Wynika z niej, że niektórzy Internauci – lub manipulujące opinią publiczną fejkowe konta – myliły banderę narodową powiewającą na statku z... Stepanem Banderą, czyli ukraińskim przywódcą nacjonalistycznym, odpowiedzialnym m.in. za inspirowanie do rzezi na Wołyniu.

Pod postem Marchewki miały pojawić się komentarze „Stop ukrainizacji Polski" czy „Precz z Banderą". Pojawiły się także apele o prezydenckie weto. Inni pisali „Bandera won" lub bezpośrednio atakowali wiceministra ze Szczecina.

- Nie wiem czy piszą to normalni ludzie czy ruskie trolle – napisał wprost Arkadiusz Marchewka.

Dalej polityk wytłumaczył, czym jest bandera na statku, jak wygląda i czym różni się od flagi Polski.

- Zbliżamy się do kampanii wyborczej, więc liczba fake newsów będzie coraz większa. Dlatego należy weryfikować informacje i ufać tym sprawdzonym oraz rzetelnym źródłom. Wierzę w mądrość Internautów i mam nadzieję, że nie będą się nabierać na takie ordynarne manipulacje – komentuje dla portalu wSzczecinie.pl Arkadiusz Marchewka, wiceminister infrastruktury.  

Ustawa o polskiej banderze została zapowiedziana przez wiceministra i premiera Donalda Tuska podczas Międzynarodowego Kongresu Morskiego w Szczecinie w 2025 roku. Została zaakceptowana przez rząd. Natomiast sejm przyjął nowelizację, która wspiera przedsiębiorstwa żeglugowe i stwarza warunki do rejestracji statków pod polską banderą. Dodajmy, że na początku lipca senat dorzucił kilka poprawek.

Szacuje się, że obecny udział polskiej bandery w narodowej flocie międzynarodowej wynosi mniej niż 1 procent.