Sobota na festiwalu Hells Bells była kolejnym dniem przełamywania barier i łączenia stylów. Na trzech scenach zlokalizowanych na Łasztwoni zagrały zespoły metalowe i punkowe, klasycy gatunku i neofici. Nie zabrakło też humoru i cytatów ze słynnych filmów, a zatem chyba nikt nie żałuje, że pojawił się 27 czerwca na placu Gryfitów i w jego okolicy.

Historyczny początek

Frank Blackfire, otworzył drugi dzień Hells Bells i była to dobra lekcja historii niemieckiego thrash metalu. Trio dowodzone przez tego muzyka wykonywało bowiem takie kompozycje jak „Renewal”, „People of The Lie” Kreatora czy „Ausgebombt”, „Remember The Fallen” oraz „Agent Orange” - hity z dyskografii Sodom, aczkolwiek cały set rozpoczął się od muzycznego cytatu z...„Blues Brothers”.

Kolejna formacja, która wystąpiła na głównej scenie, to Cockney Rejects. Zapisali się w dziejach tego stylu m.in. dlatego, że ich utwór z 1980 roku „Oi, Oi, Oi” była inspiracją dla nazwy gatunku muzycznego Oi!, Działają bardzo aktywnie, a kiedy Mick Geggus, lider tej grupy zaprosił kilka lat temu do składu Michaela Algara (z zespołu Toy Dolls), to zespół zyskał dzięki temu turbodoładowanie, bo ich występy na żywo są bezsprzecznie bardzo energetyczne. Tak też było w Szczecinie, a panowie zagrali m.in. takie utwory jak „We Are The Firm”, „Bad Man” czy ”I`m Forever Blowing Bubbles” zdecydowanie rozbujały publikę.

Amerykański horror

Possessed, to jedna z tych grup, która była szczególnie oczekiwana przez widzów. I nic dziwnego, bo przecież Jeff Becerra, wokalista tej grupy to bezsprzecznie jeden z największych bohaterów death metalu. W1989 roku został wielokrotnie postrzelony bronią palną i z tego powodu porusza się do dziś na wózku inwalidzkim, a mimo to kontynuuje występy na żywo i nagrania sesyjne. Wraz ze swoim zespołem wykonał tego dnia m.in. takie słynne kompozycje jak ”Pentagram”, „The Exorcist”, „Satans Curse” czy „March To Die” i był to udany występ choć trochę szkoda, że grali o tak wczesnej porze (zaczęli o 19.00) bo te horrorystyczne nastroje miały przez to mniejszą siłę rażenia…

Punkowa energia i metalowe serce

UK Subs czyli czwarty zespół na głównej scenie, to kolejna punkowa legenda. Charlie Harper, wokalista tej grupy ma już 8 dekad na karku, a jest w dobrej formie i tylko chwilami musi odpocząć (dwa utwory podczas szczecińskiego koncertu zaśpiewał basista Alvin Gibbs)… Generalnie zatem otrzymaliśmy dużą dawkę mocnego, melodyjnego grania, a wśród utworów, które panowie wybrali do set listy były m.in. „Emotional Blackmail” , „New Yotk City Police” czy chyba najbardziej znany „Warhead”.

Udo Dirkschneider jest młodszy od Harpera, ale to także weteran, tyle że sceny metalowej. Był przez wiele lat wokalistą zespołu Accept i z nią nagrał m.in. wielki hit „Metal Heart”. Od tej kompozycji zaczął się jego występ, a potem otrzymaliśmy piorunującą wersję numeru „Midnight Mover”. Główną częścią całego programu była jednak płyta Accept „Balls To The Wall”, którą Udo wraz z Petrem Baltesem (basistą, który ją nagrywał w 1983 roku) i pozostałymi muzykami, zaprezentował w całości wieńcząc dzieło balladowym „Winter Dreams” . Publika świetnie się bawiła, a stawiła się pod sceną bardzo licznie (chyba był to rekord frekwencji na całym festiwalu), zaś Udo podkręcał jeszcze tempo, bo na koniec zaaplikował dodatkowo dwa wielkie przeboje z innej płyty- „Princess Of The Dawn” oraz „ Burning”.

Ostatnim aktem całego wydarzenia był show, który przygotował Vader. Peter i jego ekipa, poszerzona o gitarzystę Mausera, który powrócił do składu, to death-metalowy gigant, który na żywo chyba nigdy nie zawodzi. Swój 80 minutowy program wypełnili takimi numerami jak ”Book”, „Carnal”, „Unbending”, „Dark Age” sięgając zatem głęboko w przeszłość, ale też nie zapominając o współczesności. W zestawie znalazły się też utwory innych grup bo usłyszeliśmy znakomitą „Wyrocznię” Kata oraz na zakończenie „Hell Awaits” połączony z „Raining Blood” Slayera.

Humor z Irlandii i plastikowy Jezus

Oczywiście dużo się też działo na pozostałych dwóch scenach. Cennym odkryciem dla wielu był, grający na Frzen Stage, zespół Gama Bomb. To był thrash-metal z Irlandii Północnej, podany z dużą dawką humoru! Trzeba też odnotować nieprzeciętny występ doom-metalowej grupy Belzebong, (która grała m.in. utwory z tegorocznego albumu „The End Is High”) oraz fakt, że bardzo dobre przyjęcie mieli też muzycy z Analogs. Trzeba przyznać, że ta długo już przecież działająca formacja, jest daleko od muzycznej emerytury, bo na żywo wypada bardzo dobrze. Zagrali m.in. takie utwory jak „Plastikowy Jezus” czy „Strzelby z Brixton” (cover The Clash) . Na scenie Illusion zagrała m.in. nasza nowa metalowa nadzieja czyli grupa Diving Stowe oraz niemieccy punkowcy z Shell Shocked i obie te grupy zdecydowanie mocno się zapisały w pamięci tych, którzy mogli je zobaczyć.

Powrót za rok

Podsumowując te dwa dni trzeba stwierdzić, że organizatorzy zrobili chyba wszystko by ci którzy przybyli na pierwszą edycję Hells Bells Festival, byli usatysfakcjonowani. I to nie tylko z powodu programu muzycznego. Gastronomia, toalety, strefy chill-outowe czy vip-room działały bez zarzutu… Za rok Hells Bells zabrzmi ponownie i to cieszy, bo Szczecin, zasłużył na taką imprezę i świetnie by było gdyby Łasztownia już regularnie była jej miejscem.