„Z mojej perspektywy rozsądna reakcja kierowcy to brak reakcji i spokój”
Jak mówi mecenas Michał Gajda, sprawa jest skomplikowana z kilku powodów – po pierwsze duże emocje między uczestnikami konfliktu, a po drugie rozbieżne relacje uczestników zdarzenia.
Kontrowersje wywołuje zachowanie miejskiego aktywisty, ale przyznać należy również, że jeżeli kierowca na drodze zachowywał się niewłaściwie, to należy ten aspekt brać pod uwagę w ocenie całej sytuacji.
– Nikt nie ma obowiązku przyjmować uwag od przypadkowej osoby na ulicy i nikt nie ma uprawnień do kontrolowania innych uczestników ruchu. Egzekwowanie przepisów należy do policji i straży miejskiej. Jednocześnie każdy ma prawo nagrywać w przestrzeni publicznej i zgłaszać wykroczenia. Zawiadomienie o wykroczeniu to uprawnienie obywatelskie, z którego mogą korzystać wszyscy. Z mojej perspektywy rozsądna reakcja kierowcy to brak reakcji i spokój. Nie wdawać się w dyskusję, nie wysiadać z auta, nie szarpać się o telefon, nie próbować odebrać nagrania. Każde z tych zachowań może wypełnić znamiona czynu zabronionego i w praktyce to właśnie ono, a nie pierwotne zachowanie na drodze, bywa przedmiotem postępowania karnego – mówi mecenas Michał Gajda.
– Jeśli kierowca uważa, że uwaga jest bezpodstawna albo zachowanie nagrywającego przekracza granice, właściwa droga to zawiadomienie policji, nie samodzielna konfrontacja. Brzmi to mało satysfakcjonująco, ale jest skuteczne. To działa w obie strony. Aktywista, który nagrywa i zgłasza, działa w granicach prawa. Aktywista, który zatrzymuje pojazd własnym ciałem albo wchodzi w bezpośrednią konfrontację, sam może stać się bohaterem postępowania karnego lub o wykroczenie. Taka sama uwaga dotyczy tzw. szeryfów drogowych, czyli kierowców, którzy wobec niekulturalnego zachowania innego kierującego postanawiają samodzielnie „wymierzyć sprawiedliwość” na drodze poprzez zajeżdżanie drogi, spychanie samochodu z jego pasa czy inne tego typu niebezpieczne zachowania – mówi mecenas Michał Gajda.
Kierowca będzie chcieć odszkodowania za wskoczenie na maskę? Kto ma rację w takim sporze?
Czy kierowca ma prawo do odszkodowania za wgniecioną maskę? Jak wyjaśnia adwokat, teoretycznie tak, praktycznie – to zależy od ustalenia, kto doprowadził do zdarzenia. Podstawą byłby art. 415 kodeksu cywilnego, czyli odpowiedzialność za szkodę wyrządzoną z winy sprawcy. Żeby skutecznie dochodzić naprawienia szkody, kierowca musiałby wykazać, że pieszy wszedł na maskę dobrowolnie, bez związku z zachowaniem kierowcy, i że działanie to było bezprawne.
– Jeżeli natomiast ustalenia będą takie, że pojazd uderzył w pieszego, a znalezienie się na masce było następstwem tego uderzenia, roszczenie upada. Szkoda powstała wtedy w wyniku zachowania samego kierowcy, a pieszy nie odpowiada za skutek, którego sam nie wywołał. Co więcej, w takiej konfiguracji to on byłby stroną uprawnioną do roszczeń o zadośćuczynienie za doznaną krzywdę i naruszenie dóbr osobistych w postaci zdrowia. Tu dochodzi jeszcze jedna okoliczność z tej konkretnej sprawy. Kierowca miał cofnąć pojazd i odjechać. Jeżeli to się potwierdzi, powstaje pytanie o oddalenie się z miejsca zdarzenia, a to kwestia o zupełnie innym ciężarze niż wgnieciona blacha – mówi mecenas Michał Gajda.
Takie sprawy pojawiają się regularnie, choć zazwyczaj nie w tak „viralowej” formie.
– Do mojej kancelarii trafiają najczęściej sprawy z poważnymi konsekwencjami dla ich uczestników. Mam tu na myśli konsekwencje zdrowotne w przypadku ofiar wypadków oraz konsekwencje karne dla ich sprawców. Tym, co zmieniło się w ostatnich latach, jest powszechność kamer. Dawniej te „drobniejsze” konflikty kończyły się przepychanką słowną bez śladu. Dziś materiał trafia do sieci, czasem zanim ktokolwiek złoży zawiadomienie, a konflikt drogowy zyskuje drugie życie jako internetowy viral. To znacząco podnosi temperaturę i zwiększa prawdopodobieństwo, że sprawa w ogóle trafi do sądu – wyjaśnia nasz rozmówca.
Jak rozwiązać spór, gdy mamy do czynienia z relacją „słowo przeciwko słowu”?
Mecenas Gajda wyjaśnia, że to klasyczny problem dowodowy, który możemy spotkać w każdej sprawie, zarówno cywilnej, gospodarczej, jak i karnej. W praktyce rzadko kiedy rozstrzyga go sama rozbieżność relacji.
– Sąd nie wybiera którejś wersji dlatego, że brzmi ona bardziej przekonująco, tylko weryfikuje ją materiałem obiektywnym, np. nagraniami, wiadomościami, relacjami pośrednich świadków, a w przypadku tej konkretnej sprawy będzie to robił również w oparciu o ślady na pojeździe, nagrania zaraz po zdarzeniu, opinię biegłego z zakresu rekonstrukcji wypadków, a także zeznania osób postronnych – dodaje ekspert.
– W tym przypadku nie mamy zresztą do czynienia z typową sprawą „słowo przeciwko słowu”, bo istnieją wspomniane przeze mnie dowody. Co nie znaczy, że wszystko jest jasne. Udostępniony w internecie film pokazuje pewien wycinek zdarzenia bez najważniejszego momentu, czyli tego, w którym pieszy wszedł na jezdnię. Nie widzimy zatem, z jaką prędkością poruszał się pojazd, czy kierowca miał realną możliwość zatrzymania się i czy pieszy faktycznie nie wszedł sam na maskę samochodu – jak zdaje się twierdzić kierowca. Na te pytania odpowiada zwykle biegły, a nie szczątkowe nagranie. Praktyka pokazuje, że materiał dowodowy prawie zawsze istnieje, tylko trzeba go szybko zabezpieczyć. Miałem już sprawy, w których przebieg zdarzenia udawało się zrekonstruować bardzo szczegółowo nawet wówczas, gdy nie dysponowaliśmy choćby szczątkowymi nagraniami wideo, a żaden z uczestników nie przeżył lub nie pamiętał wypadku – dodaje mecenas Michał Gajda.
W sprawach drogowych hierarchia jest dość wyraźna. Najwyżej stoi dokumentacja techniczna i zapis obrazu, czyli nagrania z monitoringu, wideorejestratorów, kamer w pojazdach i telefonów. Takie dowody są najbardziej obiektywne, ponieważ nie podlegają interpretacji czy przemijalności naszej pamięci.
Komentarze