Friedeborn pisze, że jak ktoś się zbliżał do Szczecina to z dala widział dwie wieże: kościoła Mariackiego i św. Jakuba, jak dwa palce wyciągnięte ku niebu, wskazujące właściwą drogę do miasta.

 

Dziś mija 450 lat od urodzin Paula Friedeborna, autora pierwszego przewodnika po Szczecinie. „Topograficzno - historyczny opis miasta Szczecina zaopatrzony w rycinę” z 1624 roku ma nieduży, poręczny format, z którym wygodnie byłoby wyjść w miasto. W egzemplarzu ze skarbca Książnicy Pomorskiej dzieło Paula Friedeborna jest współoprawne z kilkoma innymi tekstami, m.in. z dysputą akademicką na temat filozofii. – To tzw. klocek introligatorski - tłumaczy dr hab. Agnieszka Borysowska, sekretarz naukowa Książnicy Pomorskiej. - W tamtych czasach książki kupowało się w formie zadrukowanych arkuszy, które właściciel oddawał potem do mniej lub bardziej wystawnej oprawy. Praktyką oszczędnościową było umieszczanie w jednej oprawie kilku utworów. W starym druku za kartą tytułową wklejony został alonż, czyli składana karta, która po rozłożeniu przekracza rozmiar książki. Widnieje na niej efektowna panorama XVII-wiecznego Szczecina oglądanego od strony Łasztowni.

Panorama miasta

Dla nas to widok jak z bajki. Po Odrze pływają żaglowce, kutry rybackie i małe łódki oraz tratwy, którymi spławiano drewno. Z Łasztowni przez Odrę przerzucone zostały dwa mosty: Długi i Kłodny, a pomiędzy podniesionymi przęsłami tego drugiego właśnie przepływa żaglowiec. Wzdłuż Odry ciągnie się gęsta zabudowa domów, nad którymi górują wieże najważniejszych budowli miasta.

Z tarasu Książnicy Pomorskiej patrzymy z Agnieszką Borysowską na współczesny widok Szczecina. Na dobrze stąd widoczną wieżę Katedry i Zamek Książąt Pomorskich w oddali.

- W jego czasach na pewno byłaby tu jeszcze widoczna wieża kościoła Mariackiego, który wtedy był największą i najwspanialszą świątynią w mieście. Friedeborn pisze, że jak ktoś się zbliżał do Szczecina to z dala widział dwie wieże: kościoła Mariackiego i św. Jakuba, jak dwa palce wyciągnięte ku niebu, wskazujące właściwą drogę do miasta - mówi Borysowska. - Dr Ewa Gwiazdowska w „Widokach Szczecina” pisze, że ta weduta nie oddaje wiernie wyglądu miasta. Miała ona, poza treścią książki, być jeszcze jednym argumentem na to, że Szczecin jest świetnym miejscem do życia - tłumaczy Borysowska.

Bo w „Opisie miasta Szczecina”, jak będziemy w skrócie tytułować łaciński przewodnik, konkretne informacje mieszają się z idealizacją.

Dlaczego Szczecin jest według Friedeborna taki świetny? - Chociażby dlatego, że jest świetnie zlokalizowanym miastem, otoczonym rozmaitymi akwenami, w których jest wielka obfitość ryb, a ryby te stanowią podstawę handlu, dzięki któremu mieszkańcy mogą się bogacić - odpowiada Agnieszka Borysowska.

Samo dzieło autor kończy szczegółowym katalogiem ryb żyjących w Odrze, Zalewie i jez. Dąbie. A teraz szczypta humoru: dla Friedeborna rybami jest wszystko, co pływa, więc w wykazie znajdują się też … bobry i foki.

Pisze, że w Szczecinie nie było pożarów - ani wojen, a morowe powietrze omija miasto (teraz jednak nam się zdarzyło).

Złoty Wiek Pomorza

Paul Friedeborn żył w czasach nazywanych Złotym Wwiekiem Pomorza, którego ukoronowaniem było panowanie Filipa II – jednego z najlepiej wykształconych władców Europy i największego miłośnika kultury spośród książąt pomorskich. Do jego bezcennych fundacji zalicza się srebrny Ołtarz Darłowski, Kabinet Pomorski czy „Wielką Mapę Księstwa Pomorskiego” Eilharda Lubinusa.

- Rozmiłowany w sztuce książę był także inspiratorem życia literackiego i przyczynił się do kulturalnego rozbudzenia miasta - mówi Agnieszka Borysowska. - Np. jubileusz obchodów 100 - lecia reformacji w 1617 roku był jego inicjatywą. Książę rozbudował piąte skrzydło zamku, w którym miało się mieścić muzeum, prezentujące kolekcję jego sztuki, i biblioteka.

A Paul Friedeborn, opisując szkoły w Szczecinie, z dumą przywołuje swoją macierzystą uczelnię, którą czyli znakomite Pedagogium Książęce, które nasza rozmówczyni porównuje do dzisiejszych szkół wyższych oferujących tylko studia pierwszego stopnia. Z różnych powodów (m.in. pieniądze, kadra) nie przekształciło się ono w uniwersytet. Po wygaśnięciu dynastii Gryfitów szkoła trwała dalej, w czasach szwedzkich jako Gimnazjum Karolińskie, w czasach pruskich jako Królewskie Gimnazjum Akademickie. - W XIX wieku placówka została przekształcona w szkołę średnią, a jej długi żywot jest symbolem dziejów tego miasta. Bo przecież wszystko dookoła się zmieniło dookoła, zmieniała się: przynależność państwowa miasta, język mieszkańców.... Ale to miejsce w tkance miejskiej, wciąż pełni tę samą funkcję, bo dziś jest tam polska szkoła średnia - Liceum nr 9 - wskazuje Agnieszka Borysowska. - Śmieję się więc, że w tym miejscu młodzi ludzie byli „męczeni” przez swoich nauczycieli już od średniowiecza, kiedy przy kościele Mariackim powstała pierwsza szkoła łacińska - i trwa to do dzisiaj.

Jak został burmistrzem

Sam Paul Friedeborn pochodził z zamożnej szczecińskiej rodziny kupieckiej, którą stać było na kształcenie syna. Był absolwentem Pedagogium, a potem uzupełnił wykształcenie o studia prawnicze na uniwersytecie w Helmstädzie. Po praktyce asesorskiej wrócił do rodzinnego miasta i objął urząd sekretarza miejskiego. W czasie pisania „Opisu miasta Szczecina” był już rajcą miejskim (aby w 1630 roku został burmistrzem), więc kiedy pisze, że miasto jest świetnie zarządzane, chwali reklamuje też trochę sam siebie.

Wyidealizowany opis nie oddaje jednak do końca realiów. Prof. Radosław Gaziński z Uniwersytetu Szczecińskiego, który charakteryzował niedawno życie Friedeborna jako urzędnika, mówił, że wcale nie było tak kolorowo, miasto miało długi. I te sprawy ze względu na swoje stanowisko, autor musiał znać w szczegółach.

- Niczego nie dowiemy się także o dominujących wówczas w zabudowie Szczecina budach i piwnicach mieszkalnych. Obecność plebsu i warunki jego życia autor kwituje jednym zaledwie zdaniem - relacjonuje Borysowska.

Kto mi dał skrzydła

Po przetłumaczeniu z łaciny i opracowaniu „Opisu miasta Szczecina” Agnieszka Borysowska wydała go w serii „Biblioteka Dawnej Literatury Popularnej i Okolicznościowej” Uniwersytetu Warszawskiego w Wydawnictwie Naukowym Sub Lupa (i jest to jedyna książka z tej serii, która miała drugie wydanie).

Fascynacja łaciną wzięła się u niej z młodzieńczych lektur, takich jak „Kto mi dał skrzydła” Janiny Porazińskiej o Janie Kochanowskim. - On się tam uczył łaciny i ja też chciałam poznać ten język - uśmiecha się. Fascynowało ją pochylanie się nad starą książką i odczytywanie jej z martwego języka. W Poznaniu w Collegium Novum na pierwszym piętrze była filologia klasyczna, a na drugim polonistyka, gdzie była specjalizacja bibliotekoznawcza. Biegała między piętrami. Teraz w Książnicy Pomorskiej jest sekretarzem naukowym: - Mam za zadanie inspirować, planować i koordynować pracę naukową nad naszymi zbiorami. Książnica ma status biblioteki naukowej.

Czy Friedeborn opisał idealny Szczecin z miłości do miasta? - Sądzę, że tak. Napisał przecież dwie książki o Szczecinie. Myślę, że z pobudek serca - odpowiada Agnieszka Borysowska.

Wcześniej, w 1613 roku, wydał obszerny „Historyczny opis miasta Szczecina na Pomorzu” w języku niemieckim (nad jego przetłumaczeniem, finansowanym ze środków unijnych, pracuje teraz zespół przy Zamku Książąt Pomorskich), by wrócić do tematu w dziele z 1624 roku, tym razem po łacinie, żeby o Szczecinie mogła czytać cała Europa.

Łaska Boska

Za atrakcyjnością życia w Szczecinie pojawia się też w przewodniku Friedeborna argument, że to miasto to cieszy się łaską Stwórcy. Na końcu dzieła autor umieszcza wotum, rodzaj modlitwy za miasto, w której uprasza Pana Boga, o jego powodzenie w przyszłości. - On już musiał mieć świadomość, że niedługo wszystko się zmieni, że stoi u kresu pewnej epoki - mówi dr hab. Agnieszka Borysowska. - Życie i działalność Friedeborna przypadały bowiem na czas panowania ostatnich książąt pomorskich z dynastii Gryfitów. W 1624 roku było już wiadomo, że to kres 500 - letniej historii tych ziem pod rządami książąt z gryfem w herbie, że nadciągają zmiany (jak wiemy, dokonał się rozbiór księstwa między Królestwem Szwecji i Brandenburgią).

W 1637 roku zmarł w Szczecinie Bogusław XIV, ostatni męski przedstawiciel Gryfitów. Może ciekawostką jest to, że w tym samym roku zmarł także burmistrz Paul Friedeborn.

 

 

AUTOR ZDJĘCIA: fot. Szymon Pawlik

AUTOR ZDJĘCIA: fot. Szymon Pawlik

AUTOR ZDJĘCIA: fot. Szymon Pawlik

AUTOR ZDJĘCIA: fot. Szymon Pawlik

AUTOR ZDJĘCIA: fot. Szymon Pawlik

AUTOR ZDJĘCIA: fot. Szymon Pawlik

AUTOR ZDJĘCIA: fot. Szymon Pawlik

AUTOR ZDJĘCIA: fot. Szymon Pawlik

AUTOR ZDJĘCIA: fot. Szymon Pawlik