Jak opowieść o czaszkach przechowywanych w głębokim magazynie Muzeum w Berlinie, na których skroni widnieje odręczny podpis Jana Czekanowskiego – powojennego dyrektora Zakładu Antropologii Uniwersytetu Poznańskiego. Czy fotografie i trofea z podbojów w zamorskich krajach zebrane przez Arkadego Fiedlera w Muzeum w Puszczykowie odwiedzanym tłumnie przez szkolne wycieczki.
Chcemy wierzyć w to, że Polska była krajem skolonizowanym, nie zaś kolonialnym, jednak narracja ta wydaje się mocno niespójna i pełna luk. Co bowiem z Ligą Morską i Kolonialną prężnie działającą w Poznaniu w międzywojniu? Co z Ogrodem Zoologicznym, goszczącym tzw. „pokazy etnograficzne” cieszące się niebywałą popularnością wśród mieszczan? Co z samymi mieszczanami, którzy (jak pisze Kasper Bajon w swoim artykule w dwutygodniku) w kredensach przechowywali (a może nadal przechowują) kości ludów pozaeropejskich?
Czekanowski, niczym upiór krąży po korytarzach UAM, miejskich instytucji, gabinetach prywatnych domów. Sen o kolonialnej potędze kraju przyblakł już nieco, ale jego ślady nadal obecne są w zakurzonych kątach i na strychach. Być może nastał czas, aby je stamtąd wymieść i dokładnie się im przyjrzeć...
Komentarze