Przedstawienie wielowymiarowe
„The Making of Pinocchio” to spektakl, którego akcja umiejscowiona jest w fikcyjnym studiu filmowym. Widzowie mogą podejrzeć Cade i MacAskilla tworzących inscenizację na podstawie „Pinokia”, a przy okazji wejść w intymny świat dwojga artystów. Dodajmy, że pracę nad spektaklem rozpoczęli sześć lat temu, w efekcie powstało przedstawienie wielowymiarowe. To nie jest bynajmniej zwykłe przeniesienie na scenę znanej dobrze historii chłopca, który zostaje stworzony przez stolarza Geppetto z kawałka drewna. Rosana Cade i Ivor MacAskill przetwarzają ten materiał w opowieść o własnych, życiowych doświadczeniach. To, co chcą nam przekazać, można jednocześnie oglądać na scenie i na projekcji (umieszczonej na ekranie nad nią), ukazującej na żywo ujęcia z różnych kamer rozmieszczonych wokół.
W tej bardzo sprawnie realizowanej produkcji kamery stacjonarne i obsługiwane przez człowieka umożliwiają szczególny odbiór przedstawienia (a przecież hasłem-idiomem „Kontrapunktu” jest dyspozycja: „znajdź swój punkt widzenia”). Dodane medium, którym jest film, pozwala wykonawcom na operowanie perspektywą w sposób rzadko spotykany na „zwykłej” scenie. Dzięki temu otrzymujemy wiele nietypowych sekwencji, choćby tę, w której Pinokio pojawia się na ekranie wysoki na tle masywnych drzew. W rzeczywistości są to jedynie nieduże gałęzie umieszczone blisko obiektywu.
Artystyczna szczerość
Aktorzy opowiadają o swojej sytuacji. Byli parą dwóch kochających się kobiet, ale Ivor przeszedł proces tranzycji i teraz można uznać, że są w „zwyczajnym” związku. „Jak miło być normalnym!” – skandują…
„Chcę być chłopcem!” – tak częsty okrzyk Pinokia, przez długi czas wyrażał również emocje i pragnienia Ivora. Jak sam powiedział, ma szczęście, bo kosztowne medyczne zabiegi mógł opłacić z własnej kieszeni, a tymczasem lista osób oczekujących, chcących w podobnej sytuacji skorzystać z publicznej służby zdrowia, jest bardzo długa. „Making of Pinocchio” może być dla takich osób rodzajem wsparcia, a może nawet formą terapii. Artyści z humorem, czułością i empatią mówią o kwestiach bardzo delikatnych. Publiczność doceniła tę artystyczną szczerość i długo oklaskiwała twórców.
Żałoba kontra dojrzewanie
Holenderski pisarz Marieke Lucas Rijneveld, autor książki „Niepokój przychodzi o zmierzchu” także przeszedł tranzycję, ale jego powieść jest fikcją. Koncentruje się na tematach żałoby i dojrzewania, a miejscem akcji jest wieś.
Zdarzenie, będące punktem wyjścia dla całej fabuły, to śmierć Matthiesa. Jego rodzina musi się jakoś z tym faktem zmierzyć, a tymczasem po tragedii ostatnie więzy łączące dzieci z dorosłymi zdają się być coraz słabsze. Praktycznie każdy zostaje sam, a samotność nie przynosi dystansu i spokoju, lecz kolejne cierpienia. Debiutancki spektakl Małgorzaty Wdowik we Wrocławskim Teatrze Pantomimy to dość wierna adaptacja dzieła niderlandzkiego pisarza (scenariusz stworzył Robert Bolesto).
Widzimy świat, w którym panują nieustannie zima i chłód, umysł zaś zdominowany jest przez zaklęcia, rytuały i modlitwy. Na scenie znajdują się hałdy sztucznego śniegu, a na jej końcu stoi przyczepa ze szklanym oknem. To w niej na początku znajduje się główna bohaterka, odziana w czerwony płaszcz, wraz ze swoją rodziną. Jest także wielki boski palec, umieszczony nad całą scenerią, który w finale zostaje opuszczony w dół. Z punktu widzenia dziewczynki obraz świata proponowany przez rodziców i dorosłych nie jest akceptowalny (ojciec nie daje sobie rady z traumą, a weterynarz traktuje wszystkie dzieci jak krowy), a zatem pojawia się ucieczka w odkrywaną „po omacku” seksualność i marzenia o opuszczeniu „tej śmiesznej wsi”, w której nie ma żadnej przyszłości.
Chwilowe ukojenie zmysłów
„Niepokój przychodzi o zmierzchu” to spektakl nieprzyjemny, wprowadzający widza w dyskomfort, choćby z powodu scen, w których główna bohaterka musi znosić ingerencje w swoje ciało. Praktycznie nie ma tu jasnych stron i nawet kolejne ofiary składane boskim siłom nie dają czegoś pozytywnego, a jedynie chwilowe ukojenie zmysłów. Nie wszyscy kontrapunktowi widzowie znieśli taką dawkę mroku do końca, wychodząc jeszcze w trakcie trwania spektaklu. Mimo to ta niełatwa w odbiorze opowieść teatralna jest godna uwagi, a docenili ją zwłaszcza ci, którzy znają literacki pierwowzór.
Komentarze
0