Choć urodził się w Węgorzynie, a do liceum chodził w Stargardzie, to właśnie w Szczecinie studiował – ekonomię i historię. Później spędził w mieście czas, który w dużej mierze ukształtował go muzycznie.
– Szczecin wyglądał wtedy zupełnie inaczej, był typowym Seattle (miastem-kolebką muzyki grunge – red.). To były inne czasy, mroczne trochę, spowite imprezami, alkoholem i dymem papierosów. To było coś niesamowitego. Pamiętam akademiki, Free Blues Club, próby w kotłowniach i piwnicach. To było bardzo dziwne, zakręcone, pijane i wspaniałe. Nie żałuję tego czasu – wspomina Łukasz Drapała.
Z uśmiechem przyznaje, że studia były szalonym czasem.
– Za dobrze się bawiłem. Byłem zbój straszny. Na studiach nie grałem jeszcze w zespołach. Grałem na korytarzach akademików, śpiewaliśmy, wygłupialiśmy się – mówi.
Człowieka ze Szczecina rozpozna w każdym innym mieście
Choć od lat mieszka w Warszawie, podkreśla, że Szczecin nadal ma dla niego wyjątkowe znaczenie. Twierdzi, że mieszkańców miasta rozpoznaje niemal od razu, gdziekolwiek by się znalazł.
– Każde miasto ma swój specyficzny klimat i mental. Szczecin jest gościnny, ale ma też w sobie taki wspólnotowy hermetyzm. Poznaję ziomka ze Szczecina, choćbym go spotkał we Wrocławiu czy w Poznaniu. Wystarczy, że z nim zacznę rozmawiać. Nie wiem, na czym to polega – opowiada.
Do Szczecina wraca jednak znacznie rzadziej, niż by chciał. Najczęściej przy okazji koncertów, po których nie pozostaje wiele czasu na spacery i obserwowanie zmian w mieście.
– Jak przyjeżdżam, to są koncerty. Czy to z Perfectem, czy z Symfoniką (cykl koncertów rockowych z orkiestrą symfoniczną – red.), czy z innym projektem. Mam czas na zrobienie próby, przebranie się, wejście na scenę i pójście do hotelu, aby odpocząć i jechać dalej. Niestety.
Perfect? „Nawet o tym nie marzyłem”
Dziś jest głosem jednego z najważniejszych zespołów w historii polskiego rocka. Przyznaje jednak, że nie planował takiego scenariusza.
– Ja nawet o tym nie marzyłem. A zdarzyło się coś tak pięknego. To przepiękna przygoda i mam nadzieję, że będzie trwać zawsze – mówi.
Nie ukrywa, że wejście w miejsce Grzegorza Markowskiego wiąże się z ogromnymi oczekiwaniami słuchaczy.
– Nigdy nie mówię, że jestem zastępcą Grześka. Można ewentualnie powiedzieć – następcą. Na swoje muszę zasłużyć. To jest ta sama książka, ale następny rozdział. Zaznaczyliśmy go właśnie poprzez dodanie do nazwy “i Łukasz Drapała” (obecna nazwa zespołu do Perfect & Łukasz Drapała – red.) – podkreśla.
Dla Łukasza Drapały ważna przy dołączaniu do zespołu była możliwość tworzenia nowej muzyki.
– Jedno z pierwszych pytań, jakie zadałem, brzmiało: czy będziemy robić nowe kawałki? Chciałem popracować w tym gronie. Zawsze do końca swoich dni będę próbował wzbudzić moich kompanów do tego, abyśmy robili coś nowego – zaznacza.
W The Voice of Poland znalazł się nie po sławę i pieniądze, a po… możliwość pracy
Drapała przyznaje, że udział w 13. edycji telewizyjnego show „The Voice of Poland”, w której zajął 2. miejsce, nie był prostą trampoliną do zostania gwiazdą.
– Nie poszedłem tam po sławę ani pieniądze, tylko po możliwość pracy. Jestem ojcem, mężem, mam kredyt – mówi.
Dodaje też, że wcześniej pandemia mocno zweryfikowała rynek muzyczny i musiał szukać innego zajęcia niż śpiewanie.
– Wróciłem wtedy do pracy w biurze. Więc dlatego poszedłem do tego Voice'a, aby móc się realizować. Po prostu. I na szczęście okazało się to strzałem w dziesiątkę, bo proszę sobie wyobrazić, że to między innymi właśnie takie decyzje doprowadziły mnie do Perfectu – mówi.
Całkowita trzeźwość
W rozmowie pojawił się także temat funkcjonowania w show-biznesie i kulturze. Drapała nie ukrywa, że ma do tego świata bardzo pragmatyczne podejście.
– Ja wiem, że nie jestem niezbędny. Podaż kultury jest tak duża, że jakbyśmy dzisiaj wszyscy przestali tworzyć w jeden dzień, to nie wiem, czy do końca życia starczyłoby, wszystkim słuchaczom, widzom czasu, aby przerobić całą wyprodukowaną sztukę, kulturę i rozrywkę. Powinniśmy mieć więcej pokory i prosić o uwagę. I jeżeli ta uwaga zostanie zdobyta, wnieść coś kolorowego do czyjegoś życia – mówi.
Wokalista i muzyk mimo ciągłego życia w rock’n’rollowym środowisku od trzech lat żyje w całkowitej abstynencji.
– Obudziłem się pewnego dnia i przestałem mieć z tego frajdę. Odrzucenie alkoholu sprawiło, że doba zrobiła się dłuższa. Człowiek jest bardziej produktywny, zdrowszy i może zrobić znacznie więcej – przyznaje.
Wróci jeszcze do wspólnego grania ze szczecińskimi muzykami?
Podczas niedawnej wizyty w Stobno Records Łukasz Drapała pracował przy projekcie „Piosenki na sprzedaż”, który tworzą szczecińscy muzycy. Nie wyklucza również powrotu do zespołu Chevy.
– Nasz zespół nigdy nie został rozwiązany ani zawieszony. Myślę, że kiedyś wrócimy, jeśli będzie na to odpowiedni moment – zapowiada.
Na razie kalendarz pozostaje wypełniony koncertami z grupą Perfect, działalnością solową i kolejnymi projektami.
Komentarze