To tutaj znajdziemy pierwszy sklep Społem PSS, pierwsze liceum i szkołę podstawową, pierwszą pocztę w mieście, a kiedyś było tutaj nawet pierwsze w Polsce kino erotyczne. Jest także „architektoniczny raj” i zielone podwórka skryte za eklektycznymi kamienicami. „To osiedle, na którym pionierzy Szczecina po prostu chcieli się osiedlać” - mówi Joanna Olszowska, przewodniczka miejska, współautorka projektu Mozaiki Szczecińskie i nasza przewodniczka po Turzynie.

Spacer rozpoczynamy przy skwerze im. Janiny Szczerskiej. Jest gorący, sierpniowy poranek - z jednej strony mamy widok na jedną z działających w mieście fontann, a z drugiej - na zabytkowy gmach „Starej Chemii” przy ulicy Pułaskiego 10.

Zaczynamy od uczelnianego kwartału

- To jeden z kilku budynków na tym osiedlu według projektu Wilhelma Meyera-Schwartau. Jego budowa trwała około dwóch lat. Przed wojną mieściła się tutaj niemiecka szkoła budowlana (Baugewerkschule – red.), a dziś jeden z wydziałów Zachodniopomorskiego Uniwersytetu Technologicznego - opowiada Joanna Olszowska.

W „Starej Chemii”, jak i w całym mieście, zwraca uwagę przede wszystkim na detale.

– Spójrzcie na te smoki inspirowane sztuką bliskowschodnią, albo na tę kratę wejściową. Mamy tutaj jeszcze przykład pięknego ogrodzenia. Marzy mi się, aby budynek odzyskał także kopułę, którą stracił podczas wojny. Wtedy ponownie będzie kompletny - opowiada.

Na uwagę zasługuje również narożny budynek przy al. Piastów 17, który kiedyś służył jako mieszkanie rektora ówczesnej Pruskiej Szkoły Rzemiosł Budowlanych.

- Uważam, że wszystkie budynki ZUT-u są bardzo ciekawe – komentuje Joanna Olszowska.

Dlatego nie możemy pominąć tego po dawnej Królewskiej Szkole Budowy Maszyn przy ul. Sikorskiego. Zdaniem Joanny Olszowskiej, to jeden z piękniejszych budynków uczelnianych w mieście. Wejścia do gmachu z jasnej, glazurowanej cegły pilnują dwa Gryfy. A gdy spojrzymy nieco wyżej, dostrzeżemy także herb Szczecina, który podtrzymują dwa szwedzkie lwy.

„Wiesz więcej o nim, niż my, szczecinianki z urodzenia”

Joanna Olszowska przyjechała do Szczecina 21 lat temu z Górnego Śląska. Na co dzień jest przewodniczką miejską, a hobbystycznie zajmuje się szczecińskimi mozaikami - wraz z Sabiną Wacławczyk stworzyły mozaikową mapę miasta.

- Jak to się zaczęło? Chciałam po prostu jak najwięcej wiedzieć o mieście, w którym dane mi było zamieszkać. Miałam wtedy więcej czasu, dzieci były małe, chodziłam na spacery i tak poznawałam historię, którą się zachłysnęłam. Szczecin bardzo mi się spodobał. Pewnego razu koleżanki mi powiedziały „słuchaj, Ty wiesz więcej o nim, niż my, szczecinianki od urodzenia”. To właśnie wtedy pomyślałam, że może warto spróbować swoich sił w oprowadzaniu - opowiada.

„Są jak kamikaze, przelatują tuż nad głowami”

Docieramy na drugi zielony teren - Park Władysława Siwka, nazwany na cześć szczecińskiego duszpasterza akademickiego. W miejscu wyznaczonym do karmienia gołębi widać całe stado miejskich ptaków.

- Często urządzają sobie tutaj wyścigi. Latają z jednej na drugą stronę parku. Nazywam je kamikaze, ponieważ przelatują bardzo nisko, tuż nad głowami - śmieje się nasza przewodniczka. - To miejsce bardzo się zmieniło. Kiedyś było po prostu niezagospodarowane, z dużą liczbą krzaków i jedzeniem porozrzucanym byle gdzie.

Jedną z najnowszych realizacji jest ławka z rzeźbą elektryka i wynalazcy Michała Doliwo-Dobrowolskiego.

- I jak się Pani podoba? - pytam.

- Wiem, że są bardzo popularne w Szczecinie - uśmiecha się. - Jeżeli oddają ducha tej osoby, to mi zupełnie nie przeszkadzają.

- Czy powinno ich być więcej, czy wystarczy? - dopytuję.

- Wystarczy! Można w inny sposób upamiętniać - śmieje się.

Tutaj handlowali wszyscy – mieszkańcy, marynarze, artyści

Nie można mówić o osiedlu bez tego, z czego jest najbardziej znane. Historia Targowiska Turzyn sięga lat 50. ubiegłego wieku. To czas, gdy handlowano przede wszystkim warzywami, owocami i zwierzętami hodowlanymi.

Potem mieszkańcy przychodzili na targowiska, aby kupić włoskie płaszcze ortalionowe, dżinsy czy tureckie swetry przywożone z zagranicznych podróży. Handlowali wszyscy - mieszkańcy, marynarze, artyści.

W 2001 roku część terenu zajęło pierwsze śródmiejskie centrum handlowe - Galeria Handlowa Turzyn. To czas, gdy Galaxy było w budowie, a o Kaskadzie nikt nie myślał. Z kolei w 2011 roku po sąsiedzku stanął Nowy Turzyn.

- Na targowisku kupuje świeże owoce i warzywa, kwiaty na balkon. W galerii mam sklepy, a do Nowego Turzynu chodzę na siłownię. Wszystko na tym osiedlu mamy na wyciągnięcie ręki – słyszymy.

Podwórka, które kryją w sobie mnóstwo zieleni

Przy ulicy Pułaskiego 1 mijamy kamienicę, która wygrała piątą edycję konkursu Stowarzyszenia Estetycznego i Nowoczesnego Szczecina na najlepszą renowację kamienicy (2014 rok). Co więcej, dzisiaj mamy okazję oglądać nie tylko elewacje eklektycznych kamienic, ale i ich podwórka. A te turzyńskie kryją w sobie mnóstwo zieleni.

- Mimo, że to tak zwane podwórka studnie, to dzięki zaangażowaniu mieszkańców wiele z nich zostało zamienionych w zielone enklawy. Takich przykładów mamy coraz więcej. Za to coraz mniej jest betonu i zakazów gry w piłkę – mówi Joanna Olszowska.

Nasza przewodniczka od 11 lat mieszka na Turzynie. Jak opowiada, wraz z mężem zależało jej, aby znaleźć mieszkanie w Śródmieściu.

- Bardzo nam to pasuje, że jesteśmy w centrum. Po mieście poruszamy się pieszo, rowerem i transportem miejskim. Staramy się nie wsiadać do samochody. Wszystko mamy tutaj na miejscu. Bibliotekę, różnego rodzaju małe sklepiki, targowisko, galerię handlową. Znalazłam blisko siebie kosmetyczkę. Nie potrzebuję jeździć gdzieś dalej. Wszystko mam tutaj – podkreśla.

Zagłębie szczecińskich rzemieślników

Na Turzynie nie brakuje także rzemieślników. Przy ulicy Jagiellońskiej znajdziemy zakłady szewskie, a na ulicy Krzywoustego działa jedna z pierwszych szczecińskich piekarni - w 1945 roku w lokalu pod numerem 54 działalność rozpoczęła rodzina Graczyków.

- Gdy późnym wieczorem wracam do domu, w powietrzu unosi się zapach wszystkiego, co jest pieczone na nocnej zmianie. Czuć pączki, drożdżówki, chleb. Przed wojną również była tutaj piekarnia. Pionierzy Szczecina chętnie wykorzystywali lokale, w których coś już było – słyszymy.

Podobnie było z „Wiarusem”, czyli jednym z najstarszych lokali gastronomicznych w mieście. Otwarty w 1907 roku, po wojnie również pełnił funkcję wyszynku. Działał nieprzerwanie do 2020 roku, po drodze zmieniając właścicieli - raz byli państwowi, raz prywatni.

- To miejsce czwartkowych potańcówek i panów, którzy raczyli się swoimi napojami, ale mi to kompletnie nie przeszkadzało. Nikogo nie zaczepiali – mówi nasza przewodniczka.

„Ludzie często tutaj przychodzą, robią zdjęcia, oglądają kafelki”

Po sąsiedzku do „Wiarusa” zaglądamy do jednego z najbardziej klimatycznych wnętrz na tym osiedlu. Mowa o lokalu „Krzywoustego 53” . Dziś naprawimy tutaj sprzęt z logiem ugryzionego jabłka, ale kiedyś za marmurową ladą sprzedawano… mięso.

Co wyróżnia ten lokal? Przede wszystkim płytki ceramiczne - glazurowane, o różnej fakturze, z motywami kwiatowymi i zwierzęcymi.

- Zupełnie przypadkowo wybrałem ten lokal. Nie wiedziałem ani o tych kaflach, ani o tej ladzie. A dlaczego ich nie zasłoniłem? Bo mi się po prostu podobają - mówi Andrzej, który od 17 lat prowadzi biznes na Turzynie. - Ludzie często tutaj przychodzą, robią zdjęcia, oglądają kafelki. Pewnie, że to miłe.

Po drugiej stronie ulicy Krzywoustego znajdziemy zakład szklarski Stanisława Sobczyka, którego historia również sięga pierwszych lat polskiego Szczecina oraz zakład zegarmistrzowski Pawła Bielawy.

- Kiedy potrzebowałam kupić lustro, nie szukałam daleko. Poszłam kupić je po sąsiedzku. A jeżeli potrzebuję naprawić zegarek, albo kupić nowy, to idę zawsze do tego starego zakładu zegarmistrzowskiego – dodaje Joanna Olszowska.

Węzeł komunikacyjny otoczony eklektycznymi kamienicami

Na chwilę zaglądamy na zielone podwórko, które skrywa plomba z lat 80-tych przy ulicy Bolesława Śmiałego. Ale Turzyn to także wspomniane już eklektyczne kamienice. Wystarczy zadrzeć głowę do góry, aby zobaczyć ich niecodzienne elewacje oraz secesyjne zdobienia.

Zdaniem naszej przewodniczki, jedną z piękniejszych jest ta z dwoma wieżyczkami przy ul. Krzywoustego 22. Natomiast już przy samym Placu Kościuszki możemy oglądać świeżo wyremontowaną narożną kamienicę – w jej parterze działa od lat KFC, ale dawniej mieszkańcy chodzili tutaj do restauracji „Ryska”, a potem „Ryga”. Natomiast podwórze skrywa wyjątkowego kasztanowca, który pomimo ciemnego podwórka, wyrósł na spory egzemplarz.

- Na remont czeka także jej siostra bliźniaczka - Joanna Olszowska wskazuje na narożną kamienicę naprzeciwko. - Kiedyś jej parter zajmował bar mleczny „Bambino”, a potem wypożyczalnia kaset i płyt DVD „Beverly Hills”. Podobno była bardzo nowoczesna jak na tamte czasy. Jak już wyremontują wszystkie te kamienice, Plac Kościuszki naprawdę będzie przepiękny – dodaje.

Kwartał szkolny, ale „to raj dla miłośników architektury”

Wkraczamy na Aleję Piastów. Jak słyszymy, „to raj dla miłośników architektury”.

- Spójrzcie tylko na tę kamienicę. Gdy wyczyszczą i wyremontują jej elewację, to będzie prawdziwa perła – Joanna Olszowska na chwilę zatrzymuje się przy narożnej kamienicy z pocztą w parterze. To druga placówka pocztowa na osiedlu – pierwsza (w całym Szczecinie) została otwarta 5 maja 1945 roku przy ul. Pocztowej 5.

Zatrzymujemy się przed gmachem I Liceum Ogólnokształcącego, którego elewację zdobią zwierzęce detale - są żółwie, łasice, wilki, a nawet pasikoniki. W środku czeka na nas abstrakcyjna mozaika, którą w latach 80-tych wykonała nauczycielka plastyki razem z uczniami.

- Za projekt tej szkoły odpowiada oczywiście Wilhelm Meyer-Schwartau. Dobrze, że dużo jego budynków przetrwało wojenne zawirowania. Lubował się w stylu romańskim, a w swoich pracach przemycał elementy neoromańskie i neogotyckie – opowiada nasza przewodniczka.

Równie monumentalnie prezentują się gmachy dzisiejszej Szkoły Podstawowej nr 1, Pałacu Młodzieży oraz Ogólnokształcącej Szkoły Muzycznej I stopnia. Budynki z czerwonej cegły były pierwotnie częścią średnich szkół dla dziewcząt i chłopców.

- Na Turzynie wszystko było pierwsze. Pierwszy sklep Społem PSS, pierwsze liceum i szkoła podstawowa, pierwsza poczta. „To osiedle, na którym pionierzy Szczecina po prostu chcieli się osiedlać” – podkreśla Joanna Olszowska.

Pierwsze takie kino w Polsce

Co więcej, na śródmiejskich osiedlu miejsce znalazło także pierwsze w Polsce… kino erotyczne. Najpierw, w czasach PRL, pod adresem Bohaterów Warszawy 34/35 działał Dom Kultury Budowlanych oraz kino Promień na 600 miejsc.

Przełom nadszedł w lutym 1992 roku, kiedy to lokal przejęła zachodnia branża rozrywki dla dorosłych. Kino erotyczne należało do niemieckiej sieci Beate Uhse. Protesty mieszkańców i słaba frekwencja sprawiły, że szybko zniknęło.

- Później w lokalu działał klub nocny „Miami Nice”, a potem „Imperium”, gdzie kręcono sceny do programu „Śmiechu warte” oraz filmu „Młode wilki” – dodaje Joanna Olszowska.

W historii szczecińskiego clubbingu adres zapisał się także jako lokalizacja klubu „Soho”. W 2017 roku ostatecznie zakończyła się rozrywkowa historia. W zamian jest sklep sieci „Biedronka”.

„Powinno być więcej przestrzeni dla starszych osób”

Przelotką z Alei Piastów wychodzimy na ulicę Żółkiewskiego, gdzie znajdziemy m.in. pralnię Aleksego Pawlaka z zabytkową witryną.

- Co warto zmienić na Turzynie? - pytamy naszą przewodniczkę.

- Myślę, że powinno być więcej przestrzeni dla starszych osób, szczecińskich pionierów. Aby mieli więcej możliwości wychodzenia na zewnątrz. Myślę o skwerach, modnie nazywanych parkami kieszonkowymi. Na ulicy Bolesława Śmiałego postawili ławeczki i jest efekt. Mieszkańcy, wychodzą i siedzą. Może stoliki szachowe jak na Placu Grunwaldzkim? Tutaj też by się przydały – proponuje Joanna Olszowska.

Przechodzimy obok Jadłodzielni - na schodach prowadzących do lokalu ktoś zostawił reprodukcję obrazu Wyczółkowskiego w ozdobnej ramie. Czy Turzyn ma jakieś wady?

- Jedynie to, że nie każda wspólnota dba o swój własny teren. A mieszkańcy powinni się tym interesować - dodaje.

Ulica, która pokazuje piękno kamienicznego Szczecina

Kilka kroków i jesteśmy już na ulicy Bolesława Śmiałego – to jedna z tych ulic, która w niczym nie przypomina siebie sprzed dawnych lat.

- Chodniki zostały uwolnione od samochodów, parkowanie jest równoległe, a ludzie mają miejsce do spotkań i rozmów. Oczywiście, ktoś tam coś przyniesie i schowa pod ławką, ale nigdy nie spotkała mnie tutaj żadna przykra sytuacja – zaznacza Joanna Olszowska.

Zdaniem naszej przewodniczki, to jedna z tych ulic, którą powinni przejść się turyści.

- Aby zobaczyć, jak piękne mamy kamienice. Zobaczcie, jakie to jest cudo, jak przepięknie odnowione. Mocne, różowe akcenty. I bardzo dobrze, nie wszystko musi być szare i smutne. Mocno trzymałam kciuki za remont tej kamienicy po drugiej stronie. To chyba jedyny przykład takiej faktury elewacji. Na szczęście w taki sam sposób jest odnawiana – słyszymy.

Płyty chodnikowe zostały wymienione na te z katalogu miejskiego. Niestety, widać na nich każde zabrudzenie, smugę i gumę do życia. Czy to nie przeszkadza mieszkańcom?

- Może faktycznie lepiej, gdyby były w ciemniejszych kolorach. Ale na tych starych, granitowych płytach wyboje były tak duże, że trudno było przejechać z wózkiem. A kiedy padał deszcz, to naprawdę strach było nimi chodzić – przypomina Joanna Olszowska.

Od Hani Bezy przez książki Kamienicy w Lesie po cynamonki Celestyny

Turzyn to także miejsce, które wybrali znani szczecińscy gastronomicy i przedsiębiorcy. Przy ulicy Sikorskiego znajdziemy pierwszy lokal Hani Bezy z zachowaną i odnowioną drewnianą witryną.

Przy Pocztowej księgarnie prowadzą Monika i Konrad Szymanik. Co więcej, niedawno kupili kolejny lokal, który chcą połączyć z księgarnią. Dzięki temu zyskają więcej miejsca do organizowania spotkań autorskich i ponownego uruchomienia kawiarni. A tuż obok możemy kupić wypieki i słodkości Celestyny Krajczyńskiej, znanej w mediach społecznościowych jako „Cuda Celestyny”.

To jedyna taka kamienica w mieście

Na prawie sam koniec docieramy na teren dawnej Szczecińskiej Fabryki Pieców Chlebowych Emila Kirsta. Przy obecnej ulicy Jagiellońskiej znajdziemy dawne zabudowania mieszkalno-fabryczne łącznie z reprezentacyjną bramą wjazdową, nad którą umieszczony jest znak firmowy fabryki - głowa Gryfa w koronie z piecem chlebowym.

Co więcej, kamienica mieszkalna jest jedyną taką w mieście – z zachowaną elewacją wykonaną z płytek ceramicznych. Natomiast w dawnej hali produkcyjnej i kuźni swoje miejsca znaleźli m.in. ZBiLK i lokalni przedsiębiorcy.

Po ponad 2 godzinach, spacer kończymy przy modernistycznym kościele pw. św. Andrzeja Boboli.

- Jest jeszcze dawna Starka, Ogródek Jordanowski. Tydzień byśmy potrzebowali, aby zwiedzić cały Turzyn – kończy Joanna Olszowska.

[1/62]
[2/62]
[3/62]
[4/62]
[5/62]
[6/62]
[7/62]
[8/62]
[9/62]
[10/62]
[11/62]
[12/62]
[13/62]
[14/62]
[15/62]
[16/62]
[17/62]
[18/62]
[19/62]
[20/62]
[21/62]
[22/62]
[23/62]
[24/62]
[25/62]
[26/62]
[27/62]
[28/62]
[29/62]
[30/62]
[31/62]
[32/62]
[33/62]
[34/62]
[35/62]
[36/62]
[37/62]
[38/62]
[39/62]
[40/62]
[41/62]
[42/62]
[43/62]
[44/62]
[45/62]
[46/62]
[47/62]
[48/62]
[49/62]
[50/62]
[51/62]
[52/62]
[53/62]
[54/62]
[55/62]
[56/62]
[57/62]
[58/62]
[59/62]
[60/62]
[61/62]
[62/62]