Tłum mieszkańców zgromadził się w sobotę po południu na Wałach Chrobrego, aby wziąć udział w uroczystości chrztu najnowocześniejszego promu na Bałtyku. Przypomnijmy, że ostatni raz tego typu wydarzenie w Szczecinie miało miejsce w sierpniu 2008 roku - wówczas ochrzczona została „Skania”.
„To święto wszystkich ludzi morza”
- Dlaczego Szczecin? To tradycja Unity Line. Wszystkie jednostki, oprócz „Polonii”, były chrzczone właśnie tutaj. Reprezentacyjne Wały Chrobrego idealnie nadają się do tego rodzaju ceremonii – tłumaczy Paweł Pluto-Prądzyński, dyrektor Unity Line w Polsce. - Duma i emocje są trudne do opisania. Tylko my wiemy, ile zdrowia, nerwów i presji kosztowało wyprowadzenie tego projektu. Dzisiaj to święto całej gospodarki morskiej, wszystkich ludzi morza.
- To bardzo ważne, że możemy pokazać nowy prom naszemu rodzinnemu miastu. Zarówno ze względów emocjonalnych, jak i praktycznych. Dla nas, jako grupy PŻM, był to bardzo trudny czas. Wszyscy pracownicy zaangażowali się w ten projekt – dodaje Dariusz Doskocz, dyrektor naczelny PŻM. Jednocześnie podkreślił "bardzo dobrą współpracę z Gdańską Stocznią Remontową". - To najwyższa jakość, profesjonalizm i początek współpracy.
Matką chrzestną „Jantaru” została Miłosława Błaszyk-Zjawińska – wieloletnia dyrektor pionu zarządzania w Polskiej Żegludze Morskiej.
- Bycie matką chrzestną to bardzo emocjonująca chwila, szczególnie dla kobiet związanych z branżą morską - mówiła chwilę przed rozbiciem butelki szampana o burtę statku. - Klub Matek Chrzestnych obchodzi w tym roku 50. rocznicą istnienia i zrzesza ponad 300 kobiet.
Nowoczesna przestrzeń, hotelowe kabiny i większa ładowność
W pierwszy komercyjny rejs „Jantar Unity” wyruszy już we wtorek (20 bm.) o godz. 20:30 na trasie Świnoujście-Trelleborg. Będzie pływać zamiennie z promem "Epsilon" w cotygodniowych rozkładach. W planach jest również wypuszczenie promu na trasę Świnoujście-Ystad.
Kabiny (188 dwuosobowych, 8 typu „DeLuxe”, 4 dostosowane do potrzeb osób z niepełnosprawnościami) są w standardzie 4-gwiazdkowego hotelu. Linia ładunkowa „Jantaru” jest najdłuższą ze wszystkich promów Unity Line i wynosi 4,1 km. W praktyce pojazdy będą rozmieszczane równolegle, na kilku pasach, co daje pojemność dla około 270 standardowych ciężarówek. Czyli dwa razy więcej niż mogą pomieścić starsze jednostki.
Załoga statku liczy 50 osób. Dowodzić będą kapitanowie Adam Kowalski oraz Wojciech Żukowski.
- O tym, że zostanę kapitanem, dowiedziałem się około rok temu. Traktuję to jako kolejne wyzwanie zawodowe – mówi Wojciech Żukowski. – Na samym początku, przez 7 lat, pływałem na masowcach. Potem zacząłem pracę na promach od funkcji trzeciego oficera. Moim pierwszym statkiem, na którym byłem kapitanem, jest Skania. Potem były jeszcze Gryf, Wolin i teraz jestem tutaj.
"Może bezpieczniej, szybciej i ciszej wchodzić do portów oraz z nich wychodzić"
„Jantar Unity" jest napędzany czterema silnikami zasilanymi skroplonym gazem ziemnym (LNG), wspomagane systemem bateryjnym w układzie hybrydowym.
- W praktyce oznacza to cichszą pracę, mniejsze zużycie paliwa i znacząco niższą emisję spalin w porównaniu do starszych promów napędzanych wyłącznie olejem napędowym. Sam się o tym przekonałem. Gdy wypływaliśmy ze Świnoujścia, nie zauważyłem momentu odbicia od linii brzegowej. To było nie do uchwycenia – mówi Paweł Pluto-Prądzyński.
Dodatkowo na dziobie znajdują się dwa stery strumieniowe – boczne napędy ułatwiające precyzyjne ustawienie promu podczas manewrów portowych.
- W połączeniu z pędnikami znacząco poprawiają manewrowość jednostki, ograniczając potrzebę użycia holowników i skracając czas cumowania - dodaje kapitan Adam Kowalski. - W porównaniu do starszych promów, mniej zwrotnych i bardziej podatnych na wiatr czy prądy w portach, "Jantar Unity" może bezpieczniej, szybciej i ciszej wchodzić do portów oraz z nich wychodzić.
Jednostka będzie pływać w barwach spółki Polsca, która ma zarządzać promami Polskiej Żeglugi Morskiej, Polskiej Żeglugi Bałtyckiej oraz Euroafriki.
Budowało go 10 tysięcy osób
Projekt koncepcyjny, jego dokumentację projektową oraz wykonawczą przygotowało biuro Remontowa Marine Design and Consulting z grupy Remontowa Holding. Prom został wybudowany w Gdańskiej Stoczni Remontowej.
- Ta stocznia to 3,5 tysiąca ludzi. Każdy z pracowników jest zatrudniony na umowę o pracę. Gdyby nie to, że minister Arkadiusz Marchewka zajął się tym tematem, opracowano nowy model biznesowy, to Gdańskiej Stoczni Remontowej najprawdopodobniej by nie było – mówi.
Przy budowie promu brało udział 10 tysięcy osób. Koszt inwestycji pozostaje tajemnicą handlową. Jak zdradził dyrektor Unity Line, mowa o kwocie w okolicach 200 mln zł.
"To nie jest łut szczęścia, tylko praca wielu ludzi"
- Ta inwestycja miała mnóstwo perturbacji, ale dowieźliśmy ją. To nie jest łut szczęścią, tylko praca wielu ludzi. Od ponad 10 lat rynek przewozów pomiędzy Polską a Szwecją rósł. Konkurencja rosła, a my jako polscy armatorzy staliśmy w miejscu. Doganiały nas regulacje środowiskowe, a my nie mieliśmy żadnej odpowiedzi. Dzisiaj, po 30 latach od ostatniej inwestycji Unity Line w nową jednostkę (Polonia – red.), to zupełnie inny świat. Inna jakość, inny komfort. Cieszymy się, że możemy ten prom pokazać – podkreśla Paweł Pluto-Prądzyński.
W niedzielę (18 bm.), w godz. 10-16, "Jantar Unity" zostanie udostępniony do zwiedzania dla mieszkańców. Wejścia na pokład będą prowadzone w zorganizowanych grupach (około 20-osobowych).
Za pół roku gotowy ma być drugi statek, bliźniaczy do "Jantaru". W planach jest produkcja jeszcze jednego.
W 100 procentach polski, ale pod cypryjską banderą
Choć "Jantar Unity" został zaprojektowany i wybudowany w Polsce dla polskiego armatora, to będzie pływać pod banderą Cypru. Jak tłumaczył Arkadiusz Marchewka, to efekt niższych kosztów prowadzenia działalności gospodarczej.
- To oczywiste, że jeśli inni armatorzy mają niższe koszty prowadzenia działalności, to mogą zaproponować niższe stawki frachtu i przewozu. W 2004 roku ostatni statek PŻM został przeflagowany i zdjęto z niego biało-czerwoną flagę. Te ruchy były niezbędne, aby polscy armatorzy mogli odnaleźć się w globalnej konkurencji. Niezbędne było szukanie miejsc, gdzie są niższe koszty prowadzenia działalności gospodarczej. Gdyby nie to, polscy armatorzy nie istnieliby - mówi.
Jak dodaje, podjęte zostały kroki, aby przywrócić na morzu polską banderę. Pierwszym było przyjęcie ustawy o ubezpieczeniach społecznych marynarzy.
- To pozwoli obniżyć koszty pracy. Drugi krok to przygotowanie ustawy o wsparciu przedsiębiorców żeglugowych i stworzenie warunków do funkcjonowania pod polską banderą. Trzeci, to zmniejszenie podatków dla firm żeglugowych. Podatek CIT zastąpi dużo niższy podatek tonażowy. Marynarze zostaną również zwolnieni z podatku PIT – wymienia.
- Proces odchodzenia i trwania pod obcymi banderami w polskiej żegludze trwa od lat 90. Nie da się tego odwrócić w ciągu tygodnia, dwóch czy decyzją administracyjną. To cały system ustaw, przepisów, dostosowywania praktyki i przepisów do międzynarodowych wymogów - dodaje Dariusz Doskocz. Jak przypomina, konflikt polskich przepisów z międzynarodowymi był tak silny, że swego czasu "niemożliwe było dostarczenie leków do polskich portów".
- Żaden statek nie pływa pod polską banderą. Prawo i przepisy uniemożliwiają uprawianie żeglugi międzynarodowej pod polską banderą. Wyprostowanie całego systemu zajmuje niestety czas. Nie po to, aby symbolicznie powiesić flagę biało-czerwoną na maszcie, ale aby to miało sens.
Komentarze