Zaczęli od zdjęć w barokowym pałacu, nagrywali po obu stronach Odry, odwiedzili kościoły, obiekty sakralne oraz renomowany warsztat, w którym naprawiane są organy. Szczecińscy filmowcy pracują nad dokumentem, który opowie historię kilku pokoleń rodziny Grünebergów. „Dzisiaj organy to instrument może i mniej popularny, ale jak pięknie brzmiący. Gdy w pustym kościele zagrają organy, to po ciele przechodzą ciarki” – mówi Helena Kwiatkowska, reżyserka „Dynastii Grünebergów”.

Jak podkreśla, każdy z Grünebergów miał niewątpliwy wkład w życie kulturalne Pomorza Zachodniego i warto, aby jak najwięcej mieszkańców dowiedziało się o ich historii. Przez kilka pokoleń rodzina znana była z organmistrzów, konstruktorów i budowniczych organów, które montowano w kościołach całej Europy. Co więcej, nadal można ich posłuchać w Polsce, Niemczech i na Łotwie. 

„To nasze wspólne dziedzictwo kulturowe, które należy szanować”

– „Dynastia Grünebergów” to przede wszystkim historia o organach, które budowali i naprawiali. Dziś to nasze wspólne dziedzictwo kulturowe, które należy szanować – podkreśla. – Zdjęcia zaczęliśmy tydzień temu w barokowym pałacu w Sitnie. To tam zainscenizowaliśmy przyjęcie z udziałem Georga Friedricha. Nie ukrywam, aby poznać członków tej rodziny, musiałam rozpisać sobie ich drzewo genealogiczne – śmieje się dziennikarka.

W historyczny klimat wprowadzać będą sceny kręcone m.in. w niemieckich kościołach w Boocku, Menkin, Ahlbecku oraz w Państwowej Szkole Muzycznej I stopnia w Szczecinie.

Dodajmy, że w połowie czerwca reżyserka otrzymała Dyplom Uznania Konsulatu Generalnego Niemiec za dotychczasowe filmy o wspólnym dziedzictwie kulturowym (dokumenty o rodzinie Quistorpów, rodzinie Stoewerów).

„Nie mogę uwierzyć, że to wszystko się dzieje”

Nie byłoby jednak prac nad filmem i naszego spotkania podczas scen aktorskich, gdyby nie 17-letni Jan Kułakowski, współautor scenariusza, narrator. Dwa lata temu napisał do Heleny Kwiatkowskiej z propozycją nakręcenia dokumentu o szczecińskim rodzie organmistrzów.

– Gdy poszedłem do szkoły muzycznej II stopnia, przez przypadek dostałem się do klasy organów. To wtedy doktor Małgorzacie Klorek udało się zafascynować mnie organami i organologią. Tym sposobem od kilku lat popularyzuję pamięć o dziedzictwie rodziny Grünebergów – opowiada.

Jak podkreśla nastolatek, praca nad filmem jest spełnieniem dwóch marzeń.

– Zawsze była we mnie pasja do filmu, moja mama interesowała się reżyserią. Po drugie, cieszę się, że będzie można szerzej usłyszeć o całej rodzinie. Nie mogę uwierzyć, że to wszystko się dzieje – mówi.

„Odkrywamy rzeczy, których na co dzień nie mielibyśmy szansy odkryć”

W filmie będziemy mogli usłyszeć jak Jan gra na m.in. organach w Menkin. Nie jest jednak jedynym artystą, którego usłyszymy.

– Zależało nam, aby przedstawić różnych wykonawców i różną literaturę. Od baroku po muzykę tworzoną podczas nagrywania. Mogę zdradzić, że mowa o improwizacjach szczecińskiego organisty, doktora Filipa Presseisena – dodaje.

Za zdjęcia i montaż odpowiada duet Bartosz Jurgiewicz i Łukasz Nyks. Jak słyszymy, za sobą mają już nagrania po dwóch stronach Odry oraz w Głuszowie, gdzie znajdziemy renomowany warsztat Ars Organum specjalizujący się w naprawie organów.

– Nawet jak człowiek już wcześniej trafił na historię tej rodziny, to nie zdawał sobie sprawy z wielu rzeczy. Ale na tym polega cały urok pracy na planie. Odkrywamy rzeczy, których na co dzień nie mielibyśmy szansy odkryć – mówi Łukasz Nyks. – Osoby, z którymi współpracujemy, są bardzo znane i rozchwytywane w branży. Spotkał nas naprawdę wielki zaszczyt, że znaleźli dla nas czas.

– Myślę, że większość Szczecinian kojarzy to nazwisko z willi, którą trzeba było przesunąć (przy ul. Batalionów Chłopskich – red.). Mam nadzieję, że uda nam się ich zaciekawić i pokazać, jak wiele zrobiła ta rodzina – dodaje Bartosz Jurgiewicz.

W filmie zobaczymy także szczecińskich aktorów – Wojciecha Sandacha, Macieja Litkowskiego i Konrada Pawickiego z Teatru Współczesnego oraz Macieja Sikorskiego z Teatru Lalek Pleciuga.

Pomorze Zachodnie skrywa wyjątkowy egzemplarz

Szczecińska rodzina Grünebergów znana była ze swojej działalności od XVIII do XX wieku. W warsztacie wznowionym przez Barnima powstały setki instrumentów znanych w całej Europie – instrumenty trafiały do Rosji, Litwy, Łotwy, a nawet Republiki Południowej Afryki.

W trzcińskim Kościele Mariackim od blisko 200 lat można posłuchać organów zbudowanych przez Augusta Wilhelma Grünenberga, ojca słynnego i wielkiego Barnima Grünenberga – autora największych organów na świecie (te znajdziemy w kościele Świętej Trójcy w Lipawie na Łotwie).

To jeden z nielicznych instrumentów na terenie całego Pomorza Zachodniego, który zachował zarówno oryginalny mechanizm, jak i bogaty neogotycki prospekt.

[1/13]
AUTOR ZDJĘCIA: Łukasz Nyks
[2/13]
AUTOR ZDJĘCIA: Łukasz Nyks
[3/13]
AUTOR ZDJĘCIA: Łukasz Nyks
[4/13]
AUTOR ZDJĘCIA: Łukasz Nyks
[5/13]
AUTOR ZDJĘCIA: Łukasz Nyks
[6/13]
AUTOR ZDJĘCIA: Łukasz Nyks
[7/13]
AUTOR ZDJĘCIA: Łukasz Nyks
[8/13]
AUTOR ZDJĘCIA: Łukasz Nyks
[9/13]
AUTOR ZDJĘCIA: Łukasz Nyks
[10/13]
AUTOR ZDJĘCIA: Łukasz Nyks
[11/13]
AUTOR ZDJĘCIA: Łukasz Nyks
[12/13]
AUTOR ZDJĘCIA: Łukasz Nyks
[13/13]
AUTOR ZDJĘCIA: Łukasz Nyks