Pracownia jak rzeźbiarski skarbiec
Budynek przy ulicy Milczańskiej prawie 50 lat temu został zaprojektowany specjalnie z myślą o pracowni rzeźbiarskiej. W środku znajdują się zdjęcia dużych pomników artysty, ekspozycja medali, statuetki.
Artysta zaprojektował m.in. 15-metrowego orła stojącego na Górze Czcibora w Cedyni. Jest autorem koncepcji ustawienia rzeźb na szlaku wiodącym do szczecińskiego urzędu miasta. Jego prace znajdziemy także w Parku Kasprowicza.
Stanisław Biżek podkreśla, że w trakcie swojej drogi artystycznej w Szczecinie spotkał wielu przyjaznych mu ludzi. Obecnie nie słyszy jednak o tym, żeby w mieście zlecano prace rzeźbiarskie lokalnym artystom: – Słyszałem ponoć, że Zamek [Książąt Pomorskich] zakupił rzeźby niemieckiej koleżanki. Rzeźbiarzom szczecińskim nie słyszałem, żeby zlecili jakąś rzeźbę.
Gorzkie słowa o podejściu do rzeźby w Szczecinie: „największą tragedią jest amfiteatr”
Choć rzeźby i koncepcje Stanisława Biżka oraz współpracujących z nim artystów wciąż są obecne w reprezentacyjnych miejscach Szczecina, artysta zauważa regres w podejściu do rzeźby w przestrzeni miejskiej. Forma części rzeźb zmieniana jest bez konsultacji, a nowe powstają bardzo rzadko.
– W Szczecinie nie słyszę, żeby powstawały jakieś rzeźby miejskie, pomniki. Dla mnie największą tragedią jest amfiteatr. 50 lat temu robiliśmy rzeźby plenerowe wkoło. Zrobiono remont ostatnimi laty i rzeźby wymagały przeniesienia. Nie mam nic przeciwko temu. Ale one powinny być tak samo przeniesione, jak były poprzednio (...) – mówi Biżek.
Jego dwie granitowe rzeźby w tej lokalizacji były zaprojektowane na cokole. – Teraz (...) postumentu nie ma. One się zrobiły mniejsze. Oparto jedną bryłę o drugą, bezpośrednio na ziemi. Bez fundamentu, bez podestu. Pieski, spacerowicze mają toaletę. (...) Zapytałem się w swoim piśmie do prezydenta: gdzie był architekt miejski, gdzie był Wydział Kultury i gdzie był autor, którego nie powiadomiono? – komentuje rzeźbiarz.
Jeszcze gorszy los spotkał stworzonego przez niego ptaka przy szpitalu onkologicznym przy ul. Strzałowskiej. Elementy rzeźby były kradzione, a w końcu ekspozycja w całości znalazła się w… krzakach. Stało się to podczas budowania dojazdu do parkingu. – Wrzucili w krzaki. Przeszkadzała ta rzeźba – mówi Biżek.
Na pytanie o to, z czego wynika lekceważące podejście do sztuki w szczecińskiej przestrzeni publicznej, rzeźbiarz odpowiada: – Nie ma nadzoru. Każdy robi jak uważa.
Komentarze