Pomazane ściany, uszkodzone ogrodzenie i połamana rynna. Pracownia Stanisława Biżka, cenionego szczecińskiego rzeźbiarza, została uszkodzona przez wandali. Udaliśmy się tam w odwiedziny, aby nagłośnić sprawę i zajrzeć do środka, gdzie artysta tworzy.

Budynek przy ulicy Milczańskiej prawie 50 lat temu został zaprojektowany specjalnie z myślą o pracowni rzeźbiarskiej. Stanisław Biżek opiekuje się miejscem. Ostatnio jednak wydarzyło się coś, na co nie miał wpływu. “Sprayowcy” pomazali ściany zewnętrzne pracowni. Uszkodzili także płot oraz rynnę, ponieważ próbowali dostać się do budynku od góry.

Pracownia jak rzeźbiarski skarbiec

W środku znajdują się zdjęcia dużych pomników rzeźbiarza, ekspozycja medali, statuetki. 

Artysta zaprojektował m.in. 15-metrowego orła stojącego na Górze Czcibora w Cedyni. Jest autorem koncepcji ustawienia rzeźb na szlaku wiodącym do szczecińskiego urzędu miasta. Jego prace znajdziemy także w Parku Kasprowicza.

Stanisław Biżek podkreśla, że w trakcie swojej drogi artystycznej w Szczecinie spotkał wielu przyjaznych mu ludzi. Obecnie nie słyszy jednak o tym, żeby w mieście zlecano prace rzeźbiarskie lokalnym artystom: – Słyszałem ponoć, że Zamek [Książąt Pomorskich] zakupił rzeźby niemieckiej koleżanki. Rzeźbiarzom szczecińskim nie słyszałem, żeby zlecili jakąś rzeźbę.

Artysta nawiązał do rzeźb Małgorzaty Chodakowskiej, Polki mieszkającej i tworzącej w Dreźnie. Jej prace na tarasach zamkowych są prezentowane w ramach wystawy czasowej do października 2026.

Gorzkie słowa o podejściu do rzeźby w Szczecinie: „największą tragedią jest amfiteatr”

Choć rzeźby i koncepcje Stanisława Biżka oraz współpracujących z nim artystów wciąż są obecne w reprezentacyjnych miejscach Szczecina, artysta zauważa regres w podejściu do rzeźby w przestrzeni miejskiej. Forma części rzeźb zmieniana jest bez konsultacji, a nowe powstają bardzo rzadko.

– W Szczecinie nie słyszę, żeby powstawały jakieś rzeźby miejskie, pomniki. Dla mnie największą tragedią jest amfiteatr. 50 lat temu robiliśmy rzeźby plenerowe wkoło. Zrobiono remont ostatnimi laty i rzeźby wymagały przeniesienia. Nie mam nic przeciwko temu. Ale one powinny być tak samo przeniesione, jak były poprzednio (...) – mówi Biżek. 

Jego dwie granitowe rzeźby w tej lokalizacji były zaprojektowane na cokole. – Teraz (...) postumentu nie ma. One się zrobiły mniejsze. Oparto jedną bryłę o drugą, bezpośrednio na ziemi. Bez fundamentu, bez podestu. Pieski, spacerowicze mają toaletę. (...) Zapytałem się w swoim piśmie do prezydenta: gdzie był architekt miejski, gdzie był Wydział Kultury i gdzie był autor, którego nie powiadomiono? – komentuje rzeźbiarz. 

Jeszcze gorszy los spotkał stworzonego przez niego ptaka przy szpitalu onkologicznym przy ul. Strzałowskiej. Elementy rzeźby były kradzione, a w końcu ekspozycja w całości znalazła się w… krzakach. Stało się to podczas budowania dojazdu do parkingu. – Wrzucili w krzaki. Przeszkadzała ta rzeźba – mówi Biżek.

Na pytanie o to, z czego wynika lekceważące podejście do sztuki w szczecińskiej przestrzeni publicznej, rzeźbiarz odpowiada: – Nie ma nadzoru. Każdy robi jak uważa.