Cezary Pakulski: „Ten raport mnie nie szokuje. Ratownicy medyczni to POZ na kółkach”
O raporcie Najwyższej Izby Kontroli w portalu wSzczecinie.pl pisaliśmy w artykule „Ratownik medyczny ze Szczecina przepracował w miesiącu... 456 godzin. «Jakby pracował całą dobę przez 19 dni»”. Swoją odpowiedź przygotowała także Wojewódzka Stacja Pogotowia Ratunkowego. Dane z raportu są niepokojące – wynika z nich, że medycy na SOR-ach i w pogotowiu dyżurują rekordowo długo, a i tak obsada lekarzy na dyżurach nie zawsze jest wystarczająca.
W opinii profesora Cezarego Pakulskiego, lekarza anestezjologa, internisty i medyka ratunkowego, treść raportu NIK nie jest szokująca. Pakulski przed laty był konsultantem wojewódzkim w dziedzinie medycyny ratunkowej. Jak mówi, przez dwie dekady w tej dziedzinie „wszystko poszło nie tak”.
– Raport NIK pokazał, że czegoś takiego jak systemu Państwowego Ratownictwa Medycznego zwyczajnie nie ma. Zespoły Ratownictwa Medycznego (karetki) i Szpitalne Oddziały Ratunkowe to dzisiaj biura frontowe w kontaktach osób chorych z systemem ochrony zdrowia. Pacjent staje przed wyborem: albo ze swoim problemem zdrowotnym wezwiesz karetkę lub przyjdziesz na SOR, albo czekając w tej kolejce, zginiesz. Oddziały ratunkowe, niedofinansowane, pozbawione właściwej i wystarczającej obsady kadrowej, z powodu niewydolności pozostałych pięter piramidy świadczeń stały się jednostkami przepełnionymi niewłaściwymi chorymi, trafiającymi w niewłaściwe miejsce i z nadmiaru pracy, obowiązków i wypalenia zawodowego pracujących tu osób, nieprzyjaznymi dla pacjentów – komentuje ostro Pakulski. – Z pola uważności tracimy tych chorych i tych rannych, dla których SOR wypełnia zasadę 3W: „właściwy pacjent, we właściwym czasie, we właściwym miejscu”. Warunki pracy w SOR i w zespołach pogotowia ratunkowego już dawno przestały być znośne. Skutek jest taki, że do SOR i ZRM typu S (specjalistycznych) nie ma armii lekarzy chętnych do pracy i specjalizowania się w dziedzinie medycyny ratunkowej. W ogóle nie ma chętnych. Kiedy tworzył się w Szczecinie oddział ratunkowy na Unii Lubelskiej, do specjalizacji z medycyny ratunkowej namówiłem 14 osób. Dzisiaj niemal wszystkie są po anestezjologii. Wierne medycynie ratunkowej zostały tylko dwie – dodaje.
– Jeżeli nie masz wystarczającej kadry medycznej, która zapewniłaby ciągłość pracy dyżurowej w pogotowiu, czy w SOR, namawiasz, przymuszasz tych, którymi dysponujesz do pracy w wymiarze ponad 48–120 godzin bez przerwy i/lub ponad 450 godzin w miesiącu. Czy to normalne i bezpieczne? Nie, to czysta patologia, do tego niebezpieczna i dla potencjalnych kolejnych pacjentów i dla samego lekarza – komentuje ekspert dla portalu wSzczecinie.pl.
Pakulski nazywa zespoły ratownictwa medycznego „POZ na kółkach” i zaznacza, że nie ma szans, by do Nowego Warpna czy Trzebieży karetka dotarła na czas, gdy oddalenie od bazy jest tak dalekie: – Na Giewont ratownicy też nie dotrą na czas – dodaje.
Prezes Izby Lekarskiej o raporcie NIK: „To nie jest kolejny odcinek serialu o chciwych lekarzach”
W rozmowie z portalem wSzczecinie.pl eksperci ochrony zdrowia z naszego miasta nie mają wątpliwości, że sytuacja jest złożona, ale krytyka po raporcie nie powinna spaść na lekarzy.
– Niektórzy w raporcie Najwyższej Izby Kontroli chcieliby zobaczyć kolejny akt serialu pt. „Chciwi lekarze i chciwi ratownicy w drodze po wielkie pieniądze”. To oczywista nieprawda i jeżeli ktoś tak czyta wnioski z raportu, to konkluzja będzie smutna – tutaj mamy bardzo wyraźny obraz poważnego kryzysu kadrowego, który staje się codziennością szpitalnych oddziałów ratunkowych oraz grup interwencyjnych Wojewódzkich Stacji Pogotowia Ratunkowego – mówi Michał Bulsa.
W Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego w Szczecinie pięciu lekarzy bardzo często (74 razy) pracowało przez ponad 48 godzin, a w skrajnym przypadku przez 120 godzin. W czerwcu 2024 roku jeden z ratowników medycznych przepracował 456 godzin.
– Pytanie: czy ci lekarze i ratownicy naprawdę chcieli tyle pracować, czy taka była potrzeba lub nawet przymus danej chwili? Ten sam raport informuje przecież, że „przypadki ciągłej pracy przez ponad dobę wynikały również z braku lekarzy przy jednoczesnych wymaganiach, by zachowana była ciągła gotowość do wyjazdu specjalistycznych zespołów ratownictwa medycznego” – czyli alternatywą dla lekarza pracującego nadmiarowo jest… brak lekarza, a to przecież żadna alternatywa – komentuje prezes Okręgowej Izby Lekarskiej w Szczecinie.
Małe miejscowości zamieniają się w gigantyczne kurorty, a karetek i lekarzy jest tyle samo
Michał Bulsa zwraca uwagę także na specyfikę regionalną i sezonową ratownictwa medycznego na Pomorzu Zachodnim.
– Takie miejscowości jak Międzyzdroje, Kołobrzeg, Świnoujście czy wspomniane w raporcie Nowe Warpno w sezonie stają się tętniącymi życiem kurortami z setkami, tysiącami albo nawet dziesiątkami tysięcy turystów dziennie – senne jesienią i zimą miejscowości stają się miejscami ogromnej liczby interwencji w szczycie sezonu medycznego. Czasem mam wrażenie, że zapominamy o tym gigantycznym, turystycznym nasileniu w naszym regionie, a przecież turystom też trzeba zapewnić bezpieczeństwo wypoczynku – dodaje.
Medycy przyznają jednak, że sytuacja w województwie zachodniopomorskim jeżeli chodzi o ochronę zdrowia jest „jedną z lepszych w Polsce” – zarówno jeżeli mówimy o wypłacie nadwykonań, dysponowaniu kadrą medyczną, jak i kondycji szpitali.
Komentarze