Duża koncertowa scena, a jednocześnie przestrzeń, która chce być czymś więcej niż tylko miejscem wydarzeń. Słowianin wkracza w kolejny etap. Chce między innymi stać się bardziej sąsiedzki. Mierzy się też z poważnymi problemami technicznymi. “Znam każdy centymetr słowianinowej podłogi, każde niedziałające gniazdko elektryczne, każdą niedokręconą śrubkę i wszystkie projekty napisane do szuflady na później” – mówi Monika Helewska, która niedawno przejęła stery instytucji i szuka nowych rozwiązań.

Jedno z najważniejszych wyzwań? Infrastruktura techniczna sceny. Choć budynek na ul. Korzeniowskiego przeszedł niedawno remont, sprzęt nagłośnieniowy i oświetleniowy jest mocno wyeksploatowany. 

„Zmierzamy powoli w kierunku patowej sytuacji”

Przy większych koncertach instytucja musi wynajmować dodatkową aparaturę. 

– Dopożyczamy światło i dźwięk. Z mniejszymi wydarzeniami teoretycznie radzimy sobie własnym sumptem, aczkolwiek nasz sprzęt jest tak silnie wyeksploatowany, że coraz częściej zdarzają się naprawy serwisowe. W sporej części przypadków już nawet usługa serwisowa ich nie obejmuje. Każdy rental zewnętrzny (wypożyczenie – red.) to mniej środków w budżecie Słowianina. 

Dyrektorka domu kultury podkreśla, że konieczność ratowania się wypożyczeniami sprzętu mocno wpływa na wynik finansowy instytucji.

– W kontekście konieczności zarabiania na koncertach zmierzamy powoli w kierunku patowej sytuacji – mówi Helewska.

Czas więc na zakup nowego nagłośnienia i świateł. Słowianin stara się o środki z Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Liczy na pomoc prezydenta miasta i wydziału kultury, którzy wiedzą o problemie.

Wszystko zaczęło się od… spóźnionego autobusu

Choć od niedawna pełni funkcję dyrektorki, Monika Helewska jest związana ze Słowianinem już 17 lat. Wszystko zaczęło się od… spóźnionego autobusu. Jako studentka czekała na połączenie do Gryfina i z nudów spojrzała na budynek przy ul. Korzeniowskiego. To wtedy przypomniała sobie o obowiązkowych praktykach.

– Pomyślałam, że może spróbuję właśnie tutaj – wspomina.

Poznała instytucję od środka – pracowała w różnych działach, obserwowała zmieniające się zespoły i projekty. Jak mówi, Słowianin zawsze tworzyli ludzie, dla których był czymś więcej niż pracą.

– Wszyscy myślimy o nim trochę jak o domu – podkreśla.

W styczniu 2026 roku wybrano ją w konkursie na nowego dyrektora instytucji. Przedstawiła nie tylko wizję rozwoju, ale wskazała również bolączki domu kultury.

–  Mogłam oczywiście przemilczeć te przestrzenie do naprawy, ale uznałam, że bezwarunkowa miłość do tego miejsca to także głośne opowiedzenie o problemach.  Zwłaszcza, że ktoś chciał mnie wysłuchać – tłumaczy.

Co z windą? “Niedługo będziemy mogli podać konkretny termin rozpoczęcia prac”

Słowianin nadal nie ma windy, co utrudnia dostęp do oferty kulturalnej osobom starszym czy z niepełnosprawnościami. Wieści są jednak optymistyczne. W sprawie jej budowy odbyło się już spotkanie z władzami miasta. 

– Procedura trwa i kolejne kroki są wyznaczone. Mam nadzieję, że niedługo będziemy mogli podać konkretny termin rozpoczęcia prac – mówi dyrektorka.

Winda w Słowianinie nie powstała podczas ostatniego dużego remontu ze względu na cięcia kosztów po stronie miasta.

Działa od rana do wieczora, ale nie jest tak duży, jak się wydaje

Choć instytucja działa niemal bez przerwy – od rana do wieczora – jej przestrzeń jest ograniczona. Dom Kultury ma biura, salę koncertową, salę prób i dwie sale warsztatowe.

– Mamy kolizję zajęć muzycznych z cichymi próbami grup twórczych. Dodajmy do tego brak przestrzeni magazynowej i konieczność, często kilkukrotnie w ciągu dnia, przestawiania stołów i krzeseł, aby zaadaptować przestrzeń pod kolejne aktywności – mówi Helewska.

Słowianin zajmuje właściwie jedno piętro w swojej lokalizacji i zdarza mu się wynajmować sale na niższym piętrze od ZBiLK-u. Czy w przyszłości jest szansa na powiększenie przestrzeni domu kultury o dolne piętro?

– Niestety, na to pytanie nie jestem w stanie odpowiedzieć. Chciałabym i widzę taką potrzebę. Naprawdę nie mieścimy się ze swoją dzielnością. Temat ten nie zależy jednak ode mnie – mówi dyrektorka instytucji.

“Dojdziemy do momentu, w którym sąsiedzi będą traktować Słowianin jak swoje miejsce”

Choć Słowianin kojarzy się z rockowym centrum Szczecina oraz kuźnią młodych zespołów, docelowo instytucja ma stać się tzw. „trzecim miejscem”, czyli przestrzenią między domem a pracą, gdzie mieszkańcy mogą spotykać się, rozmawiać i współtworzyć kulturę.

– Mam w głowie „Sąsiedzkie herbatki u Sławka", współdzieloną skrzynkę narzędziową i wysiewanie kwietnej łąki. Może otwarte potańcówki? Jest wiele projektów, które czekają na swoją kolej: a to sąsiedzka wymiana ubrań, a to powrót Dziecięcego Pogotowia Lekcyjnego dla naszych sąsiadów. Jestem pewna, że dojdziemy do momentu, w którym sąsiedzi będą traktować Słowianin jak swoje miejsce – mówi Monika Helewska.

Jednak nowy rozdział Słowianina ma być krokiem nie tylko w stronę sąsiedzkości. Mimo problemów infrastrukturalnych, chce też pełnić misję wspierania młodych twórców:  – Widzimy dużą potrzebę otwarcia naszych przestrzeni na mniej lub bardziej amatorskie ruchy młodych artystów – mówi dyrektorka.