Redakcja wSzczecinie.pl rusza z nowym cyklem „Ci, którzy zostali w Szczecinie”. Przedstawimy tych, którzy od lat działają w stolicy Pomorza Zachodniego i nie chcą z niej wyjeżdżać.
– Świetny pomysł! Ile można marudzić i narzekać? Jest dużo rzeczy, które irytują w Szczecinie, ale najgorzej jest jęczeć i nic z tym nie robić – mówi Rafał Bajena, który żywo reaguję na propozycję rozmowy.
O tym, gdy poznał najlepszą stronę Szczecina
Twórczą przygodę rozpoczął już jako nastolatek. Wówczas w Szczecinie nowością była Piwnica przy Krypcie – kabaret działający przy Teatrze Krypta.
– To wtedy poznałem najlepszą stronę Szczecina. Trafiłem nie tylko na ludzi w moim wieku, ale przede wszystkim starszych, wśród których byli między innymi Adam Opatowicz czy Arkadiusz Gacparski. To znajomości, które przetrwały długie lata. Nawet przed chwilą byłem na spotkaniu z Adamem, który sam jest tym „przyjezdnym”. Dobrze się tutaj czuje, a do prowadzonego przez niego Teatru Polskiego rocznie przychodzi 108 tysięcy osób – mówi.
Rafał Bajena urodził się w Szczecinie. Najmłodsze lata spędził m.in. w Śródmieściu, gdzie razem z kuzynem eksplorowali klatki starych kamienic, betonowe podwórka, strychy służące za suszarnie i… dachy.
– Gdy podwórka nie były jeszcze zamurowane, mogliśmy przechodzić przez całe kwartały. Nawet w liceum chodziliśmy po niewyremontowanych kamienicach, które zamiast okien miały witraże, a część – choć uszkodzone, to nadal bogate detale. Ich zwiedzanie zawsze było dla nas przygodą – wspomina.
O tym, gdy dużo podróżował i wpadł na kuriozalny pomysł
Nie studiował w Szczecinie, wybrał Państwową Wyższą Szkołę Filmową, Telewizyjną i Teatralną im. L. Schillera w Łodzi, na której ukończył Wydział Produkcji Filmowej. Potem przez dłuższy czas mieszkał między innymi w Antwerpii oraz… na Śląsku.
– Poznałem inne spektra wielu spraw, tematów, sytuacji. To było naprawdę interesujące doświadczenie. Mógłbym powiedzieć coś więcej, ale nie wiem, czy to się nadaje do prasy – dodaje z uśmiechem.
Dlaczego w takim razie wrócił do Szczecina? – Wpadłem na kuriozalny pomysł, że rozwinę tutaj produkcję filmową. Co w pewien sposób się udało – mówi laureat Nagrody Artystycznej Miasta Szczecin za nowatorskie i skuteczne metody upowszechniania kultury.
To dzięki niemu m.in. twórcy „Obietnicy” w reżyserii Anny Kazejak (w 2014 roku film miał światową premierę podczas Berlinale) spędzili w Szczecinie nie 2 a 30 dni filmowych, czyli cały plan zdjęciowy. Dzięki jego działaniom doceniany filmowiec Sławomir Idziak poprowadził premierowo 2-tygodniowe warsztaty Cinebusem (mobilne studio filmowe służące do nauki rzemiosła operatora), a Patryk Vega realizował w mieście zdjęcia do „Kobiet mafii 2”.
– Równie ważna jest dla mnie międzynarodowa współpraca, szczególnie z Czechami. Nawet redakcja wSzczecinie.pl wzięła udział w jednej z wypraw do Pilzna, razem z radnymi i artystami wszelkiej maści – przypomina.
O wyprawie z 2013 roku posłuchacie w naszym materiale „Szczecin w Pilznie”
O tym, dlaczego w Szczecinie można lepiej nadmuchać własny balon
Produkcja filmowa poszła jednak w kąt na rzecz działań społecznych. – Interesują mnie procesy międzyludzkie. Zwłaszcza po pandemii zaczęło mi zależeć, aby ludzie wchodzili w interakcję, wspólnie działali, porozumiewali się ponad wszelkimi podziałami – tłumaczy.
Od 5 lat organizuje Otwarte Pracownie, które zrzeszają ponad 200 twórców. W Śródmieściu Zachód prowadzi obiekt „Tu Centrum.Szczecin”, ale współpracuje z twórcami i organizacjami na terenie całego miasta. Z jednej strony organizuje integracyjne działania w ramach „Sztuki w Przestrzeni Kamienic”, a z drugiej – zajęcia z samoobrony dla seniorów.
Wśród znajomych ma zarówno tych, którzy wyjechali ze Szczecina, jak i tych, którzy do niego przyjechali i zostali.
– Jakoś to się równoważy. Często jest tak, że ktoś przyjeżdża, zachwyca się Szczecinem, chce tutaj zamieszkać. A potem przychodzi ten pierwszy moment wkurzenia, zaprzeczenia i chęci porzucenia. Jeśli przetrzymamy ten pierwszy etap frustracji, a potem drugi, to będziemy uodpornieni – mówi.
Nie jest w stanie bezpośrednio odpowiedzieć na pytanie, dlaczego został w Szczecinie. Wśród plusów wymienia czas i wolną wolę.
– To najważniejszy kapitał, który daje nam Szczecin. W Warszawie jest chroniczny brak czasu i przestrzeni. Jest gęsto, czas zostaje przepalony, a my musimy cały czas angażować się w wiele rzeczy, które nakładają się na siebie. W Szczecinie możemy nadmuchać swój balon w nieskończoność, aż pęknie. W Poznaniu byłoby to dużo trudniejsze. Tam balony dmuchają drugie pokolenia i trudno się między nimi wcisnąć – mówi.
O tym, że „nikt tutaj nie trzyma nikogo pod karabinem”
A co go najbardziej denerwuje w Szczecinie?
– Bezproduktywne jęczenie. Lubimy dużo narzekać, ale można to robić i być konstruktywnym. Rozmawianie o tym co złe, ale bez połączenia z rozwiązaniem, jest kompletnie bezwartościowe. To marnowanie energii. Nie lamentujmy nad tym, jak w tym mieście jest marnie. Nikt tutaj nie trzyma nikogo pod karabinem. Jest wielu aktorów, muzyków, twórców, którzy przyjechali i odnaleźli się w Szczecinie.
Jak podkreśla – niezadowolenie powinno być motorem do działania. Parafrazuje przy tym Czechowa, „niezadowolenie jest jedną z zasadniczych cech każdego prawdziwego talentu”.
– Jeśli uważamy, że czegoś tutaj nie ma, to zróbmy to. Baltic Neopolis Orchestra powstała z motywacji grupy osób chcących grać w orkiestrze. Kuriozalny pomysł jak na Szczecin. Freedom Gallery istnieje od prawie 10 lat. Nie ma stałego dochodu, finansowania, ale działa z potrzeby pasji – podaje przykłady. – Kompletnie nie rozumiem narzekania ludzi, którzy widzą problem w swojej branży i nie robią nic, aby się go pozbyć.
A co jeśli frustracja, złość i nienawiść sięgają granicy? Rafał Bajena zachęca do… wyjechania. Ale nie na stałe.
– Trzeba czasem wyjechać, aby się zdystansować, spojrzeć na pewne rzeczy innym okiem, podejść do nich na nowo. Z dystansem i pobłażaniem – radzi.
Komentarze