Preferencje smakowe kształtują się od pierwszych miesięcy życia
Noworodek uspokaja się po kropli słodkiego roztworu, a przy gorzkim smaku krzywi twarz. Reakcja ta ma podłoże biologiczne i jest pamiątką po naszych przodkach. Słodycz była dla organizmu sygnałem, że jedzenie dostarczy energii, a gorycz mogła ostrzegać przed trucizną. Upodobanie do słonego pojawia się natomiast trochę później, około czwartego miesiąca życia.
Co więcej, dziecko zaczyna uczyć się smaków, będąc jeszcze w łonie matki. Zespół z Monell Chemical Senses Center w Filadelfii ustalił, że aromaty posiłków matki przenikają do wód płodowych, a później także do jej mleka. W jednym z eksperymentów dzieci kobiet, które w ciąży lub podczas karmienia piły sok marchwiowy, chętniej jadły później kaszkę o smaku marchwi oraz rzadziej reagowały na nią grymasem.
Kiedy rodzice zaczynają rozszerzać dziecku dietę, dziecko najchętniej je to, do czego przywykło, czyli dokładnie to, co dostaje najczęściej. Nowy produkt trzeba zwykle podać wiele, czasem nawet kilkanaście razy, zanim dziecko go zaakceptuje. Najtrudniej jest z warzywami, dlatego polscy pediatrzy radzą podawać je często i wprowadzać jeszcze przed owocami.
Jeśli więc później brokuł pojawi się w jadłospisie dziecka tylko dwa razy na miesiąc, a frytki będą w nim co tydzień, dziecko będzie wolało zjeść frytki.
Nie wszystko jednak zależy od rodziców. W badaniu, w którym wzięło udział blisko 5,4 tys. par bliźniąt z Wielkiej Brytanii, około 78 proc. różnic w niechęci dzieci do nowych potraw przypisano czynnikom genetycznym.
Ile z dzieciństwa zostaje na talerzu dorosłego?
Zespół z Uniwersytetu w Durham przeanalizował w 2011 roku badania, w których te same osoby obserwowano przez wiele lat, czasem od dzieciństwa aż do dorosłości. Najczęściej okazywało się, że podobieństwo między sposobem odżywiania w dzieciństwie a dietą tej samej osoby w dorosłym życiu jest niewielkie.
Dobrze widać to w fińskim badaniu Young Finns. Po 21 latach około 40 proc. uczestników nadal jadło podobnie jak w dzieciństwie. Gdyby o wszystkim decydował przypadek, podobieństwo dotyczyłoby około 20 proc. osób. Dawne przyzwyczajenia mogą więc utrzymywać się latami, ale w dorosłym życiu dieta i tak często mocno się zmienia.
Podobnie jest z masą ciała. Z analizy danych ponad 200 tys. osób wynika, że około 80 proc. nastolatków z otyłością zmaga się z nią również w dorosłym życiu. Z drugiej strony około 70 proc. dorosłych z otyłością nie miało jej w dzieciństwie. Otyłość może więc być konsekwencją nawyków z najmłodszych lat, choć u wielu osób rozwija się dopiero w dorosłości.
W Szczecinie skalę problemu wśród dzieci pokazał miejski program badań przesiewowych ośmiolatków „Odważna Ósemka”. W latach 2016–2018 przebadano 4890 uczniów drugich i trzecich klas. U 23,3 proc. dzieci BMI przekraczało 85. centyli, czyli próg wskazujący na nadwagę. Dane pochodzą z rozprawy doktorskiej obronionej na Pomorskim Uniwersytecie Medycznym w 2023 roku. Dzieci objęte tamtym badaniem są dziś już nastolatkami i młodymi dorosłymi.
Czy rodzice wpływają również na to, jak dziecko traktuje jedzenie? Batonik za dobrą ocenę, deser obiecany za zjedzenie obiadu czy słodycze trzymane poza zasięgiem dziecka wydają się prostą drogą do późniejszych problemów. Ale do nie do końca prawda.
Badacze z Uniwersytetu Jiao Tong w Szanghaju przeanalizowali 14 badań, w których przez co najmniej rok obserwowano łącznie ponad 15 tys. rodziców ze swoimi dziećmi. Z tej analizy wynika, że taka postawa u rodziców ma znikomy – lub co najwyżej niewielki – wpływ na to, jak ich dzieci będą się odżywiać w przyszłości. Wyjątkiem było nagradzanie jedzeniem: dzieci, które dostawały jedzenie w nagrodę, później częściej jadły pod wpływem emocji.
Badacze zauważyli też, że dzieci, które od początku chciały jeść na sam widok jedzenia, nawet bez uczucia głodu, częściej skłaniały rodziców do wprowadzania zakazów i ograniczeń. Późniejszych nawyków żywieniowych nie da się więc wytłumaczyć jedną decyzją rodziców.
Fast food może utrudniać schudnięcie
Jedząc fast foody, łatwo dostarczyć organizmowi dużo kalorii, zanim pojawi się uczucie sytości. To jeden z powodów, dla których jedzenie wysoko przetworzone może utrudniać schudnięcie. W 2019 roku Kevin Hall z amerykańskich Narodowych Instytutów Zdrowia przeprowadził eksperyment z udziałem 20 dorosłych. Przez dwa tygodnie uczestnicy jedli głównie żywność wysoko przetworzoną, a przez kolejne dwa produkty nieprzetworzone. Mogli jeść tyle, ile chcieli.
Różnica była wyraźna. Na diecie wysoko przetworzonej uczestnicy zjadali średnio około 500 kcal więcej dziennie i przybrali około 0,9 kg. Podczas dwóch tygodni z nieprzetworzonym jedzeniem mniej więcej tyle samo stracili.
Jeżeli zależy nam na szybkim schudnięciu, Ewelina Chądzyńska, dietetyczka kliniczna NUJA, opisuje kilka prostych sposobów, dzięki którym można uciąć część kalorii bez wielkiej rewolucji w swoim jadłospisie: https://www.nuja.pl/blog/199_jak-szybko-schudnac-fakty-pulapki-i-skuteczne. Te rady mogą pomóc w odchudzaniu, nawet jeśli nie planujemy wprowadzać od razu diety na odchudzanie.
Fast foody są stworzone tak, żeby trudno było przestać je jeść
Dlaczego po niektóre produkty tak łatwo sięgnąć po raz kolejny? Psycholożka Tera Fazzino z University of Kansas opisała żywność „hiperpalatabilną”, czyli wyjątkowo smakowitą dzięki konkretnym połączeniom składników. Chodzi między innymi o tłuszcz zestawiony z solą lub cukrem czy skrobię połączoną z solą. Frytki, burger czy pączek zawierają takie połączenia w dużych ilościach. W Stanach Zjednoczonych kryteria Fazzino spełnia blisko 70 proc. dostępnych produktów, a dla porównania we Włoszech, gdzie wciąż dominuje lokalna produkcja żywności, mniej niż 30 proc.
Wśród badaczy nie ma też pełnej zgody co do tego, czy takie jedzenie uzależnia. Na podstawie kwestionariusza Yale Food Addiction Scale szacuje się, że objawy określane jako „uzależnienie od jedzenia” może mieć około 14 proc. dorosłych. Takiej diagnozy nie ma jednak ani w Międzynarodowej Klasyfikacji Chorób, z której korzystają polscy lekarze, ani w jej amerykańskim odpowiedniku. Naukowcy nie wskazali też jednej substancji w jedzeniu, która działałaby podobnie jak np. nikotyna.
Dlatego część badaczy mówi raczej o uzależnieniu od samej czynności jedzenia niż od konkretnego produktu. Lepiej natomiast udokumentowane jest co innego: bardzo smakowite i wysoko przetworzone jedzenie może sprawiać, że zjemy więcej, niż potrzebujemy. A przy odchudzaniu te dodatkowe kalorie szybko się sumują.
Smak można zmienić także w dorosłym życiu
Na szczęście dorośli mogą zmienić swoje upodobania smakowe. Udowodnili to badacze z Deakin University w Australii, którzy sprawdzili, co dzieje się po ograniczeniu tłuszczu w diecie. Po czterech tygodniach uczestnicy łatwiej wyczuwali nawet niewielką ilość tłuszczu. Efekt pojawił się zarówno u osób szczupłych, jak i z nadwagą.
Podobnie jest z solą. Po kilku miesiącach jej ograniczania uczestnicy innych badań zaczynali uznawać mniej słone potrawy za wystarczająco słone. Z czasem zupa, która wcześniej wydawała się mdła, może więc smakować zupełnie normalnie.
Ze słodyczą sprawa jest trudniejsza. W badaniu Monell Center osoby, które przez trzy miesiące jadły mniej cukrów prostych, słabiej słodzone produkty zaczęły im się wydawać wyraźnie słodsze niż wcześniej. Nie zmienił się jednak poziom słodyczy, który najbardziej im smakował.
W większym badaniu, przeprowadzonym w holenderskim Wageningen i opisanym w 2025 roku, upodobanie do słodkiego smaku też się nie zmieniło wyraźnie, choć uczestnicy przez pół roku jedli potrawy o różnym stopniu słodkości. Możemy więc przyzwyczaić podniebienie do mniejszej ilości cukru, ale sama ochota na bardzo słodki smak może utrzymywać się dłużej.
Czy da się polubić warzywo, którego wcześniej się nie lubiło?
Czasem tak, choć u dorosłych mamy na ten temat znacznie mniej badań niż u dzieci. Łatwiej zacząć od zmiany sposobu przygotowania produktu niż od zmuszania się do jego najbardziej nielubianej wersji.
Zespół Barbary Rolls z Penn State dodawał puree z warzyw do zwykłych potraw, między innymi zapiekanek i sosów. Uczestnicy jedli dzięki temu niemal dwa razy więcej warzyw dziennie, a jednocześnie przyjmowali o 200–350 kcal mniej. Nie zgłaszali przy tym większego głodu ani gorszego smaku posiłków.
Warzywo, które nie smakuje nam w jednej wersji, przygotowane inaczej może okazać się pozytywnym zaskoczeniem. Jeśli więc nie przekonuje nas gotowany brokuł, warto sprawdzić, jak smakuje upieczony albo jako zupa krem z czosnkiem i odrobiną parmezanu.
Łatwiej schudnąć niż utrzymać niższą wagę
Samo schudnięcie często okazuje się łatwiejsze niż utrzymanie tego efektu przez kolejne lata. Australijscy badacze porównali w 2014 roku osoby, które chudły bardzo szybko, z tymi, które traciły masę stopniowo. Po blisko trzech latach obie grupy odzyskały średnio około 71 proc. zrzuconej masy.
Polskie Towarzystwo Dietetyki w zaleceniach z 2024 roku proponuje deficyt około 500–800 kcal dziennie i tempo utraty masy na poziomie 0,5–1 kg tygodniowo w pierwszych miesiącach. Pierwsze korzyści zdrowotne mogą pojawić się już po utracie 3–5 proc. masy ciała. Dla osoby ważącej 95 kg oznacza to około 3–5 kg.
Po schudnięciu apetyt może jednak wzrosnąć i utrzymywać się na wyższym poziomie przez długi czas. Zespół z Uniwersytetu w Melbourne obserwował 50 osób, które na bardzo niskokalorycznej diecie schudły średnio 13,5 kg. Rok później nadal miały wyższy poziom greliny, hormonu pobudzającego apetyt, i odczuwały większy głód niż przed odchudzaniem.
Dlatego większe szanse na utrzymanie efektu dają zmiany, z którymi da się normalnie żyć przez kolejne miesiące. Kto od dziecka jadł więcej frytek niż fasolki, może stopniowo przyzwyczajać się do innych smaków. Mniej słona zupa, warzywa przygotowane w nowy sposób czy rezygnacja ze słodzonego napoju nie wymagają wywracania całego jadłospisu do góry nogami. Z czasem właśnie takie wybory mogą stać się codziennym nawykiem.
Komentarze