Od kilku lat parterowy lokal przy ul. Jagiellońskiej 81 świeci pustkami. Jego ostatnim najemcą była piekarnio-cukiernia, gdzie mieszkańcy Śródmieścia mogli kupować m.in. bitki z makiem czy popularne wówczas amerykany. W niedzielę ponownie wypełnił się mieszkańcami oraz chlebami i dodatkami, pod którymi uginały się stoły.
Wszystko dzięki sąsiedzkiemu konkursowi „Śródmieście pieczone”, za którego organizacją stoi punkt sąsiedzki „u Krysi”, Karolina Gołębiowska i kolektyw Badyleee.
Frekwencja dopisała, bowiem na konkursowej liście znalazło się 10 chlebów wraz z dodatkami – od ręcznie ubijanego masła przez ogórki małosolne i pomidory po paprykarze i domowe smalce.
Od klasyki po duńskie wariacje
Katarzyna przygotowała „zwykły chleb pszenny na żytnim zakwasie”. – Wstałam dzisiaj o 6 rano, aby wszystko ogarnąć. Moim ulubionym jest pszenno-żytni z pestkami dyni. Piekę często, raz w tygodniu. Oczywiście, chciałabym częściej, ale każdy ma obowiązki – opowiada.
Z kolei Anna postawiła na wypiek inspirowany przepisem Richarda Harta – piekarza i właściciela sieci piekarni w Kopenhadze.
- To chleb z dodatkiem czerstwego chleba, który został namoczony w wodzie z jasnym słodem jęczmiennym. Dodatkiem jest ubite masło z miso z berlińskiej manufaktury i ziarna w postaci sezamu białego i czarnego, siemienia lnianego i czerstwego chleba – opowiada. Jak zaczęła się jej przygoda z pieczeniem? – Około 3 lata temu koleżanka dała mi zakwas. Taka chyba moja natura, że lubię wgryzać się w szczegóły.
„Piekę od 8. roku życia”
Nie brakowało również męskiej reprezentacji śródmiejskich piekarzy. Wśród nich znalazł się Tomasz Morzuch, który przygotował chleb pszenno-żytni z żurawiną.
- Dziadek z ojcem prowadzili w tym miejscu piekarnię. Lokal był naprzeciwko, a piekarnia tutaj za rogiem w piwnicy – wskazuje na bramę przy ulicy Jagiellońskiej 81. – Piekę od 8. roku życia. Pamiętam, jak chciałem zaimponować mojemu dziadkowi i tacie. Znalazłem taką gazetę jak „Pani Domu” i tam był przepis na sernik z kruszonką z kakao. Rozbiłem skarbonkę, wziąłem pieniądze, przepis i poszedłem do sklepu – opowiada.
W domu mieli piekarnik na gaz, więc małoletni Tomek nastawił go, włożył sernik, alarm w zegarku ustawił na odpowiedni czas i poszedł grać w piłkę z kolegami.
- Tata wrócił do domu, zobaczył włączony piekarnik i zawołał mnie. Powiedział, że nie mogę zostawiać tak piekarnika, bo może wybuchnąć, a potem dowiedziałem się, że z jednej strony piecze mocniej, a z drugiej słabiej. Więc sernik trzeba było obrócić po 45 minutach, aby nie wyszedł zakalec. Tak wyglądała moja pierwsza lekcja pieczenia – śmieje się.
Zwykły pszenny i ostry orkiszowy podbiły serca jury
Jednak to wypieki Jarosława Rojka i Jacka Zagaja okazały się tymi, które podbiły serca jury.
- Dla mnie to po prostu chleb pszenny na zakwasie, długo fermentowany. Piekę około 8, 9 lat – mówi Jarek.
Decyzja jury była jednogłośna. Celestyna z „Cuda Celestyny”, Asia i Damian z piekarni „Oder” oraz Julia z „Bajgli Króla Jana” docenili prostotę i precyzję twórcy zwycięskiego wypieku.
- Chodziło nam nie tylko o smak chleba, ale i sposób, w jaki został upieczony. Nasz zwycięzca został zrobiony tylko na zakwasie, bez dodatku drożdży. Jest odpowiednio przygotowany, upieczony, wszystko było na czas i to po prostu czuć – mówi Asia.
Nagrodą główną jest mozaika inspirowana zwycięskim chlebem. Najpierw zawiśnie w witrynie dawnej piekarni, a potem znajdzie swoje miejsce na jednej ze śródmiejskich ścian. Za jej wykonanie odpowiedzialne będzie Stowarzyszenie Oswajanie Miasta, Karolina Gołębiowska i kolektyw Badyleee.
Z kolei Jacek, laureat drugiego miejsca, piecze raptem od… dwóch tygodni. – Chciałem spróbować czegoś nowego, rozerwać się – śmieje się. – To chleb orkiszowy sitkowy. Sam zmieliłem ziarno, sfermentowałem i upiekłem.
Swojego zwycięzcę wybrali także mieszkańcy, którzy wzięli udział w wielkiej degustacji pszennych wypieków. Większością głosów docenili chleb Marka Jackowskiego, który przygotował chleb z ziarnami oraz Anny, która wraz z partnerem zaproponowała wspomniany „chleb z chlebem”.
„Chcieliśmy przypomnieć mieszkańcom, jak wielką wartością są te małe punkty rzemieślnicze”
To były pierwsze tego typu zawody w Śródmieściu Szczecina. Jak tłumaczy Marcin Chruśliński, wspólnie z Karoliną Gołębiowską i Kolektywem Badyleee chcieli zrobić coś z miejscami, które ich denerwują.
- Czyli pustymi lokalami w Śródmieściu. I tak wpadliśmy na trop tego lokalu, w którym kiedyś mieściła się piekarnia i cukiernia. W ten sposób zrodził się pomysł, aby zorganizować konkurs i jednocześnie przypomnieć mieszkańcom, jak wielką wartością są te małe punkty rzemieślnicze, wypierane przez większe sieci – mówi Marcin Chruśliński z punktu sąsiedzkiego „u Krysi”.
Komentarze