Pokaz piękna i sprawności
„Kocham balet” w pierwszej części to choreograficzne studium tańca klasycznego. Ukazanie estetyki, idei i wizji określonego modelu kobiecości (divy, dziewicy lalki), który dominuje w tej dziedzinie sztuki. Po 20 latach od zakończenia pracy jako tancerki baletowe, Aleksandra Borys, Karolina Kraczkowska, Ramona Nagabczyńska i Iza Szostak, wychodząc od własnych doświadczeń scenicznych, zajmują się ruchem i jego percepcją, dając pokaz piękna tańca i sprawności swych ciał.
Ironiczne kostiumy i szorstki dźwięk
Później przedstawiają bardziej swobodną choreografię ciał, ukierunkowaną na energetyczne i jeszcze bardziej fizyczne potencjały. Dominika Olszowy zaprojektowała kostiumy bardzo ironicznie podkreślające delikatność i wyrafinowanie baletowych tiuli, koronek i piór oraz scenografię, w której pojawia się wiele baletek. W pewnym momencie tancerki sięgają po nie, by ze złością zacząć profilowanie (uderzając nimi o deski sceny).
Druga część spektaklu jest bardziej ekstrawertyczna, bo negatywne emocje wydostają się na wierzch, a podbija te układy szorstka, świdrująca muzyka Daniela Szweda (znanego z duetu BNNT). To przełamanie stereotypu, wyjście poza schemat, oderwanie od przeszłości, która była oparta na powtarzalnym utrwalaniu wciąż tych samych metod i praktyk. Dzięki tym zabiegom „Kocham balet” niewątpliwie jest propozycją frapującą i znaczącą, spektaklem o którym nie zapomina się zbyt szybko…
Mityczny proch i reanimacja
„Poussiere”, czyli „Pył” jest swego rodzaju mitem o powrocie życia. W świecie, w którym proch opanował wszystko, a ziemia drży, obserwujemy unoszący się w górę, gęsty biały dym. W tym zdegradowanym, skazanym na rozkład, uniwersum jest jednak jakaś witalna cząstka. Istota dążąca do bycia. To marionetka, która podnosi się z prochu i stara się odbudować swój mały świat, po katastrofie…
Reżyserująca ten spektakl, Sophie Mayeux, podejmuje temat znikania, odnajdywania śladów, współistnienia z przyrodą. Minimalistycznymi środkami przekazuje opowieść, którą szczecińscy widzowie przyjęli bardzo pozytywnie, doceniając kunszt realizacyjny i inwencję twórców, którzy ten „niemy film” urozmaicili też akcentem muzycznym w postaci sycylijskiej kołysanki.
Po prezentacji spektaklu, można było porozmawiać z aktorami i z bliska zobaczyć oraz dotknąć, głównego, lalkowego bohatera, który niewątpliwie wzbudził dużo sympatii, nie tylko najmłodszych widzów.
Komentarze