Rząd zaprezentował projekt ustawy o obronie ojczyzny. Zakłada on m.in. zwiększenie liczebności polskiej armii. Będzie to miało wpływ również na rynek pracy. Rekruci mogą liczyć na dwuletni okres ochronny. Pracodawcy obawiają się „zamrożenia” etatów i zabierania pracowników z rynku.

 

Przez rok dobrowolnej służby zasadniczej pracownikowi przysługiwałby bezpłatny urlop. Co więcej, gdy później wróci już do pracy, pracodawca nie będzie mógł rozwiązać z nim umowy przez kolejny rok.

– Jesteśmy zwolennikami silnej armii, ale cały świat stawia na nowoczesne rozwiązania, a my wracamy do przeszłości i przywracamy pobór do wojska. Przedmiotowa ustawa w wielu punktach jest bardzo zaskakująca – komentuje Hanna Mojsiuk, prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

„Na co więc będziemy teraz stawiać? Na certyfikaty ze szkoleń militarnych czy na realne kompetencje pracowników?”

Przedsiębiorcom nie podoba się, że bez jakichkolwiek konsultacji szykowane są kolejne regulacje rynku pracy. Skutkować to może zniknięciem kolejnych osób z już teraz borykających się z brakami sektorów, np. budowlanego czy transportu. Ustawa może też służyć ochronie pracowników, którzy nie wypełniają dobrze swoich obowiązków.

– Zakaz 24-miesięcznego zwalniania z pracy rekrutów to pomysł kontrowersyjny, bo jeżeli pracownik jest mierny, niesumienny i nieprzydatny, to pracodawca będzie musiał go utrzymywać mimo minimalnej efektywności jego pracy. Nie wiemy także, co się stanie z pracownikiem jeżeli jego stanowisko pracy zostanie zlikwidowane lub jeżeli ogólnie cała firma upadnie. Również preferencja rekrutów przy zatrudnianiu w administracji budzi pewne zastanowienie. Na co więc będziemy teraz stawiać? Na certyfikaty ze szkoleń militarnych czy na realne kompetencje pracowników? – pyta Hanna Mojsiuk.

Odpływ rąk do pracy może być bolesny

Wspomniane preferencje mają dotyczyć pierwszeństwa w zatrudnianiu w urzędach administracji publicznej osób, które odbyły dobrowolną zasadniczą służbę lub szkolenie wojskowe. Zdaniem ekspertów, wprowadzanie tego typu rozwiązań to nadmierna ochrona na rynku pracy konkretnej grupy społecznej.

– Konsekwencją wprowadzenia w życie ustawy o obronie ojczyzny w zaproponowanym kształcie spowoduje odpływ pracowników z obszaru biznesu. Trudno dzisiaj oszacować skalę tego zjawiska, niemniej przy napiętej sytuacji na rynku pracy, borykającego się z niewystarczającą ilością rąk do pracy, odpływ młodej, wykwalifikowanej kadry będzie bolesny i może spowodować utrudnienia w funkcjonowaniu firm. Wprowadzenie 24-miesięcznej ochrony zatrudnienia dla pracowników-rekrutów to kolejne obciążenie kosztowe i organizacyjne dla pracodawców, szczególnie tych małych i średnich. Konieczność zorganizowania zastępstwa, dodatkowa rekrutacja, wdrożenie do pracy nowego pracownika, utrata na długi okres unikalnych kompetencji to realne dodatkowe koszty dla firmy – mówi Dorota Siedziniewska-Brzeźniak, prokurent w spółce Idea HR Group.

„Zamrożenie” etatu będzie generowało znaczne koszty po stronie pracodawcy

Konsekwencją przyjęcia ustawy o obronie ojczyzny w proponowanym kształcie będzie najprawdopodobniej zmiana podejścia pracodawców do rekrutacji pracowników.

– Firmy będą zapewne zmieniały swoje procesy rekrutacji zarówno w wymiarze formalnym, ale także w kontekście całej strategii zatrudnienia. Tego typu rozwiązania nie służą gospodarce, gdzie coraz wyraźniej odczuwalny jest brak pracowników i to we wszystkich płaszczyznach. Należy zwrócić uwagę, że każda tego typu zmiana, która w jakimś stopniu „zamraża” etat, będzie generowała znaczne koszty po stronie pracodawców. Rekrutacja, kształcenie czy wreszcie wdrożenie pracownika do pracy w danym przedsiębiorstwie to realne pieniądze zaangażowane przez pracodawcę, tym samym pozbawienie pracodawcy możliwości właściwego zarządzania pracownikiem oraz jego pracą może wpłynąć negatywnie na kondycję finansową przedsiębiorstw – komentuje mec. Łukasz Żak, ekspert rynku pracy Żak Legal Support Office.