Zanim turyści zobaczą Wały Chrobrego, filharmonię czy Zamek Książąt Pomorskich, często oglądają sześciokątne bryły stojące na wyspie pośrodku rzeki. Widzą biało-niebiesko-żółte pawilony, duży napis „Szczecin wita”, ale też sporo reklam.
– Jesteśmy w trakcie rozmów, żeby zrobić z nimi porządek. Zależy nam, żeby reklamy były bardziej spójne, nie takie „od Sasa do lasa”. Przecież banery reklamowe też mogą być estetyczne. Chcemy się z tym uporać do końca roku – zapowiada Marek Kolbowicz.
Płynnym ruchem podnoszą łódkę nad głowy
Na wyspę docieramy przez łukowy most prowadzący z Kępy Parnickiej. Przed wojną tuż obok był Most Dworcowy, a teraz planowana jest kładka, która sięgnie do nabrzeża przy ul. Kolumba.
Trafiamy akurat na koniec treningu. Osada z czwórką młodych wioślarzy dobija do brzegu. Schodzą na ląd i płynnym ruchem podnoszą łódkę nad głowy, by zanieść ją do hangaru.
– Szczecin jest najlepszym miejscem w Polsce do wiosłowania. Mamy wokół bardzo dużo wody i to w dodatku spokojnej wody. Jest wiele możliwości wyboru tras przez okoliczne kanały i przekopy. Można ją ustalać w zależności od tego, z której strony wieje wiatr. To komfortowe warunki do treningu, które trudno znaleźć gdzieś indziej – mówi trener Piotr Kula, nasz przewodnik po Wyspie Przymoście.
– W tym sezonie gościliśmy kadrę narodową juniorów. Oniemieli z zachwytu, widząc, jakie mamy tutaj warunki do treningu i jak piękny jest Szczecin – dodaje Marek Kolbowicz.
18 sześciokątnych pawilonów i hangar z łódkami
Przez lata w Szczecinie funkcjonowały dwa kluby wioślarskie. Wyspę Przymoście początkowo zajmowali Czarni. AZS ulokował się na Wyspie Grodzkiej, a wtedy jeszcze nie było mostu łączącego ją z Łasztownią.
– Tam było zdecydowanie trudniej. Nie było prądu i stałego połączenia. Trzeba było wołać, machać z drugiego brzegu, żeby ktoś przypłynął i nas przewiózł. Dlatego z przyjemnością przenieśliśmy się do przystani na Wyspie Przymoście, gdy w 1990 roku Czarni zakończyli działalność –wspomina Piotr Kula.
Rozgościli się w kompleksie oddanym do użytku w 1966 roku. Modernistyczną zabudowę zaprojektował architekt Marek Uciechowski, który na koncie ma też kąpielisko Pogoni (już nie istnieje), budynek biblioteki PUM przy Al. Powstańców Wielkopolskich (kiedyś Trans) i biurowiec zakładów Wiskord w Żydowcach.
Przystań wioślarska jest dziś uznawana jako jeden z ciekawszych przykładów szczecińskiego modernizmu, a na Wyspę Przymoście wciąż zaglądają architekci, aby z bliska przyjrzeć się całemu kompleksowi. Składa się na niego 18 połączonych ze sobą niewielkich, sześciokątnych pawilonów. Obok stoi największy z budynków – hangar.
– Prostokątny hangar byłby zdecydowanie bardziej ustawny, ale za to jaki jest piękny ze swoją nieregularną bryłą – uśmiecha się Piotr Kula.
Co ciekawe, na przełomie wieków przystań zbudowano niemal od nowa. Tylko hangar pozostawiono bez zmian. Nowe budynki są jednak niemal identyczne jak te stare. Dlatego, gdy Marek Kolbowicz w 1985 roku po raz pierwszy pojawił się na przystani ówczesnych Czarnych, zobaczył widok niemal identyczny jak dzisiaj.
– Trener Robert Białkowski chodził po szkołach i namawiał na treningi. Gdy się zgadzałem, nie wiedziałem nawet co to za dyscyplina sportu – śmieje się czterokrotny mistrz świata.
Od drewnianej po kompozytowe, które kosztują „tyle, co samochód”
Sprzęt wynosił wówczas z tego samego hangaru co obecni zawodnicy. Gdy zaglądamy do środka, na stelażach widzimy kilkadziesiąt łódek. Byłoby więcej, ale część zawodników jest na obozach treningowych. Najkrótsze są oczywiście jedynki, a najdłuższe ósemki, które mają 18 metrów długości. Z daleka wyróżnia się drewniany kadłub leciwej już łódki, w której nasz przewodnik zdobywał medal mistrzostw Polski.
– Obok mamy najnowsze łódki kompozytowe, które kupujemy dla naszych zawodników. Każda kosztuje tyle, co samochód – słyszymy.
AZS Szczecin jest nastawiony na szkolenie młodzieży. Wioślarstwo to sport siłowy, więc treningi zaczynają się nieco później niż w wielu innych dyscyplinach. Wyczynowo wiosłować zaczynają się uczyć zazwyczaj 13-14-latkowie. Ale na Wyspie Przymoście rozwijają nie tylko umiejętności sportowe.
– Każdy zawodnik musi dbać o łódki, czyścić je, przygotować do zawodów, wynosić z hangaru na zawody i tak dalej – wylicza trener Kula. – Wioślarstwo uczy wspólnej pracy. To bardzo ważna umiejętność, która wśród młodzieży coraz bardziej zanika. Uczę w szkole, więc wyraźnie to widzę. Młode społeczeństwo niby ma media społecznościowe, a w nich setki znajomych, ale to nie ułatwia, a często wręcz utrudnia kontakty w realnym życiu.
Tutaj wychowali się mistrzowie olimpijscy
Przygoda z wyczynowym wioślarstwem często kończy się wraz ze studiami. Pieniędzy w tym sporcie nie ma, więc dłużej przy wiosłach zostają tylko najbardziej utalentowani z szansami na naprawdę duże sukcesy. Tacy jak wychowani w szczecińskim klubie Marek Kolbowicz oraz Konrad Wasielewski, którzy zdobyli mistrzostwo olimpijskie w czwórce podwójnej z Pekinu w 2008 roku.
Teraz szansę na pójście w ich ślady mają kolejni Szczecinianie. Bardzo utalentowani są juniorzy Tomasz Król i Adam Stański. W kategoriach młodzieżowych sukcesy odnoszą Kinga Kusiowska oraz Maria Taczek, a Magdalena Ładna jeszcze niedawno była sterniczką reprezentacyjnej, męskiej ósemki. Z przystani wioślarskiej korzystają też utytułowani sportowcy z niepełnosprawnościami zrzeszeni w klubie Start – Jolanta Majka i Michał Gadowski.
– Pracujemy, bardzo się staramy i cały czas liczymy, że nasi zawodnicy w pewnym momencie na stałe zagoszczą w seniorskiej kadrze. Spełnieniem marzeń jest oczywiście start na igrzyskach – podkreśla Piotr Kula.
Warsztat szkutniczy w świetlicy
Wszyscy zawodnicy mają na wyspie do dyspozycji ergometry, siłownię i szatnie z łazienkami. Gdy wchodzimy do świetlicy, wzrok przyciągają nie tylko liczne medale i trofea, ale też łódka zajmująca niemal całe pomieszczenie.
– Nasza świetlica czasami pełni też funkcję warsztatu szkutniczego. Zawsze jest jakaś łódka, która wymaga drobnej naprawy, a nie za bardzo jest miejsce, żeby zająć się tym gdzieś indziej – tłumaczy nasz przewodnik.
Przystań powstała w latach 60., w latach 80. wybudowano wokół wyspy betonową opaskę, aby brzeg nie był rozmywany, a na przełomie wieków modernistyczne pawilony zbudowano od nowa. W 2010 roku przeszły ostatni większy remont.
Przebudowy na razie nie będzie, a za kilka miesięcy wyspa znów stanie się „bezludna”
Rok temu pojawił się pomysł przebudowy przystani. Wstępna koncepcja zakładała budowę nowego budynku klubowego, hostelu z 20 pokojami i hangaru na sprzęt wodny. Projekt znalazł się jednak w zawieszeniu i w najbliższym czasie trudno liczyć na jego realizację.
– Szczecin zasługuje na nowoczesny ośrodek sportów wodnych w centrum miasta. Co prawda mamy wszystko, co jest potrzebne do treningów, ale mogłoby być zdecydowanie nowocześniej i mniej „przaśnie” – mówi Marek Kolbowicz i kreśli swoją wizję. – Na parterze, szatnie, siłownia, ergometry, czyli część dla zawodników. Natomiast na piętrze pokoje hostelowe. Każdy może przyjść na przystań kładką sprzed dworca, wypożyczyć łódkę czy zatrzymać się w pokoju.
Nie wiadomo, czy ta koncepcja kiedykolwiek doczeka się realizacji. Pewne jest natomiast, że przez najbliższe miesiące Wyspa Przymoście będzie tętniła życiem. A później znów na jakiś czas stanie się „bezludna”. Zima nie pozwoli trenować na wodzie, a zawodnicy przeniosą się do sal gimnastycznych i nowego Szczecińskiego Domu Sportu.
Komentarze