Znalezienie pieniędzy na śmietniku nie oznacza, że można je po prostu zabrać
Historia z Warzymic wywołała dyskusję publiczną na wielu poziomach. Kiedy już ustalono sprawczynię przywłaszczenia kilkuset tysięcy złotych przypadkowo wyrzuconych na śmietnik, pojawiły się głosy, że postawienie jej zarzutów prokuratorskich to niesprawiedliwość, bo przecież pieniądze były wyrzucone, a „znalezione to niekradzione”.
Eksperci nie mają jednak wątpliwości, że kobieta, która znalazła pieniądze, powinna je natychmiast oddać.
– Każda rzecz znaleziona w miejscu publicznym, co do której mamy podstawy sądzić, że należy do kogoś innego, powinna zostać zgłoszona. Ustawa o rzeczach znalezionych przewiduje jednak pewną nagrodę dla uczciwego znalazcy, czyli słynne znaleźne w wysokości 1/10 wartości znalezionej rzeczy. Dobra wiadomość jest taka, że jeżeli nikt nie odbierze znalezionych pieniędzy przez rok od zgłoszenia, znalazca może stać się ich właścicielem w całości. Jest jeszcze jeden wyjątek, który dotyczy rzeczy o wartości poniżej 100 złotych. W ich przypadku przepisy nie wymagają zgłoszenia, wystarczy podjęcie próby dotarcia do osoby uprawnionej do odbioru – mówi mecenas Michał Gajda.
Czym jest „przywłaszczenie”?
Brak zwrotu znalezionych rzeczy jest traktowane jako przywłaszczenie, a to już przestępstwo zdefiniowane w kodeksie karnym.
– Przywłaszczenie to przestępstwo polegające na włączeniu cudzej rzeczy do swojego majątku, z zamiarem zachowania jej dla siebie na stałe. Różni się od kradzieży tym, że sprawca wszedł w posiadanie rzeczy w zasadzie legalnie. Ktoś mu ją powierzył, zostawił, zgubił. Nie ma tu elementu charakterystycznego dla kradzieży, czyli zaboru. Ustawowe zagrożenie to kara pozbawienia wolności do lat 3. Jeżeli mienie ma znaczną wartość – a za taką uważa się w polskim prawie karnym kwotę powyżej 200 tysięcy złotych – górna granica wzrasta do lat 5 – mówi adwokat Michał Gajda.
Czy karanie za przywłaszczenie jest sprawiedliwe? Czy takie sprawy trafiają do sądów?
– To pytanie pojawia się za każdym razem, gdy tego typu sprawa staje się głośna, i rozumiem emocje za nim stojące. Intuicyjnie wielu ludzi czuje, że ktoś, kto „tylko” zatrzymał znalezione pieniądze, nie powinien trafiać przed sąd karny. Tylko że prawo nie chroni wyłącznie własności, ale też zaufanie do obrotu – do tego, że rzeczy zgubione mają szansę wrócić do właścicieli, a ktoś, kto znalazł cudze mienie, nie może po prostu włączyć go do swojego majątku. Sprawy o przywłaszczenie mniejszych kwot, do kilku tysięcy złotych, stosunkowo rzadko kończą się wyrokami skazującymi na bezwzględne pozbawienie wolności. Sądy częściej sięgają po grzywny, prace społeczne czy warunkowo zawieszone kary – dodaje mecenas.
Sprawa z Warzymic otworzyła dyskusję. Jak bronić się może oskarżony o przywłaszczenie?
Mecenas Michał Gajda przyznaje jednocześnie, że sytuacja z Warzymic jest interesującym casusem prawnym i społecznym. Przypomina nam o konsekwencjach przywłaszczenia i otwiera dyskusję o odpowiedzialności za swoje działanie.
– To sprawa, która bardzo dobrze ilustruje kilka mechanizmów jednocześnie. Po pierwsze, mamy typowe przekonanie, że skoro ktoś wyrzucił pieniądze, to zrzekł się do nich prawa. Otóż nie. Wyrzucenie rzeczy do śmietnika nie jest porzuceniem w rozumieniu prawa cywilnego, jeśli właściciel nie miał zamiaru wyzbycia się własności. A kwota rzędu kilkudziesięciu czy kilkuset tysięcy złotych raczej wyklucza domniemanie świadomego porzucenia. Własność nie przechodzi na znalazcę automatycznie. Po drugie, i to jest okoliczność, która prawdopodobnie przesądziła o postawieniu zarzutów, kobieta miała próbować ukryć fakt wejścia w posiadanie tych pieniędzy. To element kluczowy z punktu widzenia ustalenia motywacji i zamiaru – mówi ekspert.
Jak bronić się może oskarżony o przywłaszczenie?
– Przestępstwo przywłaszczenia wymaga działania z zamiarem bezpośrednim i kierunkowym, czyli sprawca musi chcieć włączyć cudzą rzecz do swojego majątku na stałe, mając świadomość, że w rzeczywistości nie stanowi ona jego własności. Jeżeli można wykazać, że oskarżony nie zdawał sobie sprawy, iż mienie należy do kogoś innego, lub że zamierzał je zgłosić, lecz zwlekał, to wówczas jest przestrzeń do obrony – dodaje mecenas Gajda.
– Druga linia to kwestionowanie wartości mienia, co ma znaczenie dla kwalifikacji prawnej i wymiaru kary. Trzecia to wykazanie, że doszło do porzucenia rzeczy przez właściciela, choć w praktyce jest to trudne do udowodnienia przy większych kwotach. Wreszcie, jeśli sprawa dotyczy mienia o niższej wartości i oskarżony naprawił szkodę przed rozprawą, istnieje realna możliwość ubiegania się o umorzenie postępowania lub warunkowe zawieszenie kary – mówi mecenas Michał Gajda.
Jedno jest pewne: im wcześniej pojawia się obrońca, tym więcej opcji pozostaje otwartych. Wyjaśnienia złożone spontanicznie, bez konsultacji prawnej, potrafią zamknąć drzwi, które mogłyby pozostać otwarte.
Komentarze