Studenci kierunku lekarsko-stomatologicznego Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego zamieszczają w sieci ogłoszenia, aby znaleźć pacjentów na obowiązkowe zajęcia. - Samodzielne szukanie pacjentów nie jest naszą dobrowolną inicjatywą, lecz w praktyce koniecznością - mówi jedna ze studentek. Uczelnia temu zaprzecza, a kobiety, które zamieściły ogłoszenie w mediach społecznościowych spotykają się z hejtem - wynika z ustaleń portalu wSzczecinie.pl i redakcji Rynku Zdrowia.

Na zdjęciu na jednej ze szczecińskich grup na Facebooku widać uśmiechnięte studentki stojące w rzędzie, a pod fotografią krótkie zaproszenie na leczenie w ramach zajęć klinicznych na stomatologii. Takie ogłoszenia na lokalnych stronach pojawiają się regularnie.

Pacjent dla studenta pilnie poszukiwany

- Przyszli lekarze dentyści muszą samodzielnie organizować sobie dostęp do pacjentów, aby móc realizować wymagania programu studiów - tłumaczy nam jedna ze studentek PUM. Prosi o anonimowość, bo jak mówi, obawia się negatywnych reakcji ze strony władz uczelni.

Kobieta podkreśla, że uczelnia wyznacza studentom stomatologii konkretne normy kliniczne, określające liczbę pacjentów, których muszą przyjąć, oraz rodzaje i liczbę zabiegów, które muszą wykonać w trakcie roku akademickiego. - Realizacja tych norm jest warunkiem zaliczenia zajęć, a w konsekwencji również roku studiów. Oznacza to, że samodzielne szukanie pacjentów nie jest dobrowolną inicjatywą studentów, lecz w praktyce koniecznością. Brak odpowiedniej liczby pacjentów może skutkować niezaliczeniem wymaganych zajęć, nawet jeśli student jest przygotowany merytorycznie i gotowy do wykonywania procedur - mówi.

Studenci ratują się na różne sposoby, ale niejednokrotnie jest to właśnie publikowanie ogłoszeń w mediach społecznościowych, często wraz z własnymi zdjęciami i danymi kontaktowymi. Cel jest zawsze jeden: znalezienie osób chętnych do leczenia.

Hejt, niestosowne propozycje i zasady leczenia pacjentów 

Pod koniec października jedno z takich ogłoszeń zostało skopiowane i zamieszone w sieci z obraźliwym komentarzem. Posypały się kolejne wulgarne, poniżające i seksualizujące komentarze. Dotyczyły one między innymi życia seksualnego studentek, sugestii dotyczących kontaktów intymnych oraz tego, z kim powinny nawiązywać relacje czy zawierać małżeństwa.

- Zdarza się również, że zdjęcia i dane kontaktowe udostępniane przez studentki w celu znalezienia pacjentów są następnie wykorzystywane przez obce osoby do kierowania niestosownych propozycji, które nie mają nic wspólnego z leczeniem stomatologicznym. Uważam, że sytuacja ta jest niedopuszczalna. Młode kobiety, które próbują wywiązać się z obowiązków wynikających z programu studiów, zostają narażone na upokorzenie, seksualizację, niechciane kontakty i przemoc słowną w internecie - mówi nam studentka PUM.

Jak podkreśla, problem samodzielnego poszukiwania pacjentów był już wcześniej zgłaszany uczelni przez studentów, ci jednak mieli usłyszeć, że konieczność zdobywania pacjentów jest elementem kształcenia, który przygotowuje przyszłych lekarzy dentystów do radzenia sobie w późniejszym życiu zawodowym.

- Dlaczego publiczna uczelnia medyczna przerzuca na studentów odpowiedzialność za pozyskiwanie pacjentów, a jednocześnie uzależnia zaliczenie obowiązkowych zajęć od wykonania określonej liczby procedur klinicznych? - pyta studentka.

Uczelnia tłumaczy, że pacjenci trafiają na zajęcia kliniczne kilkoma drogami.

- Największą grupę stanowią osoby, które samodzielnie zgłaszają się i rejestrują do poszczególnych poradni Uniwersyteckiej Kliniki Stomatologicznej PUM – wśród nich są także wieloletni pacjenci Kliniki kontynuujący leczenie. W organizację wizyt aktywnie włącza się również rejestracja UKS PUM, która dysponuje listą rezerwową i może pomóc studentowi m.in. w sytuacji, gdy wcześniej umówiony pacjent nie może pojawić się na zajęciach. Pacjentów do leczenia w ramach zajęć studenckich kwalifikują również lekarze prowadzący zajęcia. Uniwersytecka Klinika Stomatologiczna prowadzi ponadto własne działania informacyjne, w tym w mediach społecznościowych, informując o możliwości korzystania z leczenia. Dodatkową drogą jest możliwość zaproszenia pacjenta przez samego studenta – może to być członek rodziny, znajomy lub inna osoba zainteresowana leczeniem - wyjaśnia Natalia Andruczyk, rzeczniczka prasowa PUM.

Jak podkreśla uczelnia, samodzielne zaproszenie pacjenta przez studenta tylko jedną z kilku możliwości i ma charakter dodatkowy.

- Studenci od wielu lat mogą zapraszać na leczenie członków swoich rodzin, znajomych lub inne osoby zainteresowane skorzystaniem z usług Kliniki. Możliwość ta funkcjonuje również w odpowiedzi na zainteresowanie samych studentów, którzy chcieli mieć możliwość leczenia osób zgłaszających się do nich bezpośrednio - mówi Natalia Andruczyk.

Uczelnia zapewnia, że studenci nie ponoszą odpowiedzialności za nieobecność umówionego pacjenta. Jak nam przekazano, w ostatnich latach nie było przypadku, w którym niewykonanie wymaganej liczby procedur klinicznych z powodu braku pacjentów było przyczyną konieczności powtarzania roku.

PUM chce rozmawiać ze studentami

Jednocześnie PUM obiecuje zająć się problemem hejtu w sieci.

- Dotychczas nie docierały do nas bezpośrednio sygnały dotyczące niewłaściwych czy wulgarnych komentarzy pojawiających się pod ogłoszeniami studentów w mediach społecznościowych. Informacje przekazane przez redakcję są dla nas nowym sygnałem, któremu z pewnością się przyjrzymy. Zależy nam, aby studenci mogli zgłaszać swoje uwagi i doświadczenia, dlatego również ten temat będzie przedmiotem rozmów ze społecznością studencką - mówi Natalia Andruczyk, rzeczniczka prasowa PUM.

Dodaje też, że nikt nie każde szukać studentom pacjentów poprzez ogłoszenia w sieci. - Indywidualne zamieszczanie ogłoszeń w mediach społecznościowych jest dodatkową możliwością pozyskania pacjenta i nie stanowi obowiązkowego elementu organizacji zajęć klinicznych - mówi.

Ekspert: pacjent ze studenckiego nadania ułatwia zadanie władzom uczelni

Mirosław Stańczyk, redaktor naczelny branżowego portalu infodent24.pl zwraca uwagę, że problemy studentów stomatologii z realizacją na uczelni zajęć praktycznych z udziałem pacjentów nie są specyfiką ostatnich miesięcy czy lat. - Co więcej, nie są specyfiką tylko jednej czy drugiej polskiej uczelni medycznej kształcącej przyszłych lekarzy dentystów. Podobne kłopoty znane są studentom chociażby Harvard School of Dental Medicine, UCLA, czy King’s College London - wylicza.

Podkreśla, że choć uniwersyteckie centra stomatologii mają dla pacjentów bogatą ofertę leczenia stomatologicznego z udziałem studentów, nie oznacza to, że ta oferta jest wyjątkowo atrakcyjna. Plus to niska cena (zwykle to koszt zastosowanych materiałów). Minusów jest zdaniem Mirosława Stańczyka więcej. - Ci, do których adresowany jest zestaw ekonomicznych świadczeń, zazwyczaj starają się ograniczyć swoje potrzeby tak, aby wykorzystać to, co im przysługuje bezpłatnie w ramach powszechnego ubezpieczenia zdrowotnego. Reszta woli zapłacić rynkowe stawki niż szukać atrakcyjnej cenowo oferty, którą prezentują uniwersyteckie kliniki. Pamiętajmy, że jest ich raptem dwanaście w skali kraju, wszystkie w największych miastach, a więc tam, gdzie mieszkańcy mają stosunkowo mniejsze niż zazwyczaj dylematy co do wykładania własnych pieniędzy na leczenie komercyjne - mówi.

Procedury w uniwersyteckich klinikach co do zasady trwają dłużej, bo każda praca wykonana przez studenta powinna być skontrolowana przez lekarza z prawem wykonywania zawodu. - I nie jest tak, że każdy student ma przy boku uważnego opiekuna. Taka sytuacja – przynajmniej w świadomości pacjentów – skutkuje większym poziomem ryzyka nieskutecznego leczenia. To grozi koniecznością wygospodarowania dodatkowego czasu na konsultacje i ewentualne leczenie naprawcze - tłumaczy.

- To tylko część problemów, bo wielu pacjentów chciałaby traktować uniwersyteckie kliniki jako pomoc dostępną z ulicy. Tymczasem harmonogram zajęć na uczelni jest dość sztywny i dość napięty. Zgrać potrzeby pacjenta z dostępnością konkretnej grupy studentów wcale nie jest zagadnieniem banalnym. Czasami równie trudnym co znalezienie na mieście krótkiego terminu w standardowej lecznicy z logo NFZ. Ciśnienie podnoszą sytuacje, gdy pacjent miał być, ale nie przyszedł pozostawiając studenta na lodzie - dodaje.

Mirosław Stańczyk nie kryje, że wielu studentów różnych uczelni - jeśli ma tylko taką możliwość, ściąga na fotel dentystyczny znajomych i członków rodziny. To jednak, jak mówi, często teoretyczna opcja, bo osoby takie nie są w stanie dostosować z dnia na dzień stanu uzębienia do procedur, które musi właśnie zaliczyć student. - Tak czy inaczej pacjent ze studenckiego nadania ułatwia zadanie władzom uczelni - uważa.

O szukaniu pacjentów za pośrednictwem mediów społecznościowych mówi wprost: - Nie wygląda to profesjonalnie i ze zrozumiałych względów jest raczej niepewną formą nawiązywania relacji: pacjent – student stomatologii.

Jak wyjść z patowej sytuacji? - W obecnym systemie organizacyjnym studiów stomatologicznych rozwiązanie wydaje się być zadaniem ekstremalnie trudnym. Można myśleć o współpracy z samorządami na temat objęcia opieką stomatologiczną podopiecznych DPS. Finansowanie takiej opcji, choć trudne, jest możliwe do wdrożenia. To wymaga jednak niestandardowych, bardzo złożonych działań. Łatwiej jest zatem zamieścić w sieci ogłoszenie o przeprowadzaniu zabiegów przez studentów stomatologii, ale takie rozwiązanie także nie prowadzi wszystkich do celu - podsumowuje Mirosław Stańczyk.

PUM wśród pomysłów na rozwiązanie problemu wskazuje współpracę z innymi szczecińskimi uczelniami i stworzenie ich studentom możliwości korzystania z oferty Uniwersyteckiej Kliniki Stomatologicznej PUM. Jak nam przekazano, ustalenia w tym zakresie zostały już poczynione z Politechniką Morską w Szczecinie, w planie są kolejne uczelnie.