Onyango dość wcześnie zafascynował się oznakami rozwoju przemysłowego w kenijskim krajobrazie: ciężarówkami, motorami, samolotami, autobusami matatu, a także popkulturowymi zmianami. „Aby zachować wszystko w pamięci, musiałem je narysować, ponieważ nie miałem aparatu, żeby zarejestrować to, co chciałbym zapisać w pamięci” – mówi. W jego wizji samolot czy samochód to nie tylko synonim przemian, ale też kruchości. Wypadki ukazują świat stale zagrożony katastrofą i tym, co nieprzewidywalne, analogicznie do żywego ciała, które jest źródłem przyjemności i bólu.
Na obrazach Onyango odnajdziemy też postaci celebrytów, muzyków, polityków, jak i zwierząt.
Tematem licznych prac Onyango jest przyszłość zabytkowego kenijskiego miasta Lamu, pozbawionego ruchu zmotoryzowanego, które transformuje on w ruchliwe, pełne zatłoczonych wielopasmowych dróg, nowych monumentalnych mostów i pasów startowych.
Najbardziej znana część prac artysty poświęcona jest jego związkowi z Drosie – przedwcześnie zmarłą, białą kobietą o krągłych kształtach. Onyango przedstawia ją z zaskakującym realizmem w wyimaginowanych lub rzeczywistych, ale pełnych napięcia psychicznego sytuacjach, odzwierciedlając wiele fantazji, jakimi się karmią nawzajem Afryka i Zachód. Modna Drosie, dama z wyższych sfer w swoim Mercedesie Benz i kowbojkach znalazła szczęście u biednego Richarda, którego kariera malarska rozpoczęła się od tych voyerystycznych obrazów. Niezależnie od tego, czy przedstawia naprzemienną dominację i uległość, czy też fascynację stylem życia będącym synonimem luksusu i bogactwa, Onyango odwraca stereotypy i potępia związaną z nimi przemoc.
Wystawę w TRAFO dopełnia film Łukasza Jastrubczaka „Kangalika – short story of Richard Onyango” oraz muzyka artysty. Całość domyka autobiograficzny esej „The Rise & Fall of Richard Onyango”, wydany przez Binyavangę Wainainę w kultowym wydawnictwie Kwani?, w którym twórca opowiada swoją historię od początków jako muzyk na kenijskim Wybrzeżu, przez kochanka Drosie, aż do osiągnięcia statusu znanego artysty.
Rozdajemy pół tony jabłek na Manhattanie. Hej Szczecin! Jest piątek!
Komentarze
0