Gdzie i kiedy?
piątek, 17 kwietnia 2026, 19:00
Za ile?
40-80 zł
Wszystkie trzy utwory tego wieczoru powstały w cieniu wydarzeń, które nie zostawiały twórcom złudzeń: historia ma swoje tempo, a muzyka – swoje sposoby reakcji. Tansman, Wajnberg i Lutosławski nie pisali dzieł politycznych. Ale też nie uciekali w czystą abstrakcję. Każdy z nich stanął wobec pytania: czy milczeć, czy mówić – a jeśli mówić, to jak?

Aleksander Tansman, urodzony w Łodzi, od lat 20. mieszkający w Paryżu, w 1937 roku był już uznanym kompozytorem. Grywał z Ravelem, nagrywał w Stanach, jego muzykę drukował Universal Edition. Ale Europa się zmieniała. Kilka miesięcy po napisaniu Wariacji na temat Girolamo Frescobaldiego we Włoszech uchwalono rasowe ustawy Mussoliniego. W Niemczech – palono książki „niearyjskich” autorów.

Tansman sięgnął po barokowy temat z XVII wieku – z pozoru neutralny wybór. Ale Wariacje to coś więcej niż stylizacja. To dialog z tradycją, w której Europa przez wieki szukała porządku. I zaraz miała go stracić.

Mieczysław Wajnberg też pochodził z Polski, ale pisał już po rosyjsku. Uciekł do ZSRR po ataku Niemców w 1939 roku. Mimo że całą jego rodzinę pochłonęła Zagłada, on sam został w 1953 roku aresztowany za „żydowski nacjonalizm” i tylko interwencja Szostakowicza uratowała go przed łagrem. Po tym wszystkim w 1970 roku Wajnberg napisał Koncert klarnetowy.

Nie jest to utwór zagrzewający do walki. Raczej coś odwrotnego: muzyka wyciszona, czujna, kameralna w nastroju. Kompozytor nie ma złudzeń co do tego, ile wolno powiedzieć w Związku Radzieckim – ale mówi to, co może, w sposób, którego nie da się ocenzurować.

Witold Lutosławski miał więcej swobody – i więcej do stracenia. III Symfonię pisał ponad dekadę: od 1972 do 1983 roku. Rozpoczął ją tuż po wydarzeniach grudniowych na Wybrzeżu. Ukończył już po wprowadzeniu stanu wojennego. Odmówił występów w oficjalnych salach PRL, ale nie wyjechał z kraju. Zamiast manifestów – pisał partytury.

Symfonię zamówiła Chicago Symphony Orchestra, a premierę poprowadził Georg Solti. Lutosławski sam mówił, że jej początek – jeden akord, który natychmiast zostaje przerwany – to „inicjatywa jednostki”. Potem muzyka walczy: o przestrzeń, o porządek, o prawo do trwania. Nie jest to dzieło programowe, ale trudno nie słyszeć w nim postawy i trudnej historii.

To koncert o tym, że muzyka nie zawsze potrzebuje słów, by zareagować. Jeśli coś łączy te trzy dzieła, to właśnie to: świadomość, że czasami nie da się milczeć – ale trzeba umieć mówić tak, żeby być słyszanym.

 

Podczas tego wieczoru Orkiestra Symfoniczna Filharmonii w Szczecinie zagra pod batutą Pawła Przytockiego, dyrygenta z bogatym doświadczeniem symfonicznym i operowym, znanego z intensywności i zaangażowania w interpretacje. W tej podróży muzycznej partnerować będzie belgijskiej klarnecistce Annelien Van Wauwe, której ekspresyjna i porywająca gra zachwyca publiczność na całym świecie.