Dużo później – już u schyłku życia – Chopin pisze Sonatę g-moll op. 65. To jego ostatnie opublikowane za życia dzieło i jedyna sonata kameralna. Forma jest nieregularna, tematy nie rozwijają się według znanych schematów. A jednak nie ma w tym chaosu. Przeciwnie: to muzyka spójna, świadoma, głęboko osadzona w relacji dwóch głosów. Kto zna dobrze Chopina fortepianowego, będzie zaskoczony, jak dużo tu miejsca na inne myślenie o fakturze, brzmieniu i narracji.
W środkowej części recitalu pojawi się muzyka polska XX wieku – napisana przez kompozytorów, którzy na różne sposoby łączyli to, co znali z domu, z tym, co przyniosła im emigracja. Szymon Laks komponował swoje <i>Trois pièces de concert w Paryżu w latach 30. – w czasach, gdy klasyczne formy zaczynały zyskiwać nowy blask. Krótkie miniatury stylizowane są z lekkością i wyczuciem – tu barok spotyka się z jazzem, a polska melodyka z francuskim pulsem.
Triptyque contemporain Romana Ryterbanda powstaje w 1944 roku – już poza Francją, ale jeszcze blisko jej kręgu kulturowego. W odróżnieniu od utworu Laksa tu dominuje powaga i skupienie. Trzy części – wszystkie wolne – prowadzą przez liryczne tematy, podparte gęstą harmonią i oszczędną formą. Ryterband nie epatuje współczesnością, ale i nie cofa się do przeszłości. Pisze językiem, który pozostawia przestrzeń interpretacyjną dla słuchacza.
Na zakończenie zabrzmi Fantazja Aleksandra Tansmana – utwór często obecny w repertuarze polskich wiolonczelistów. Tansman lubił przejrzyste formy, ale nie rezygnował z wewnętrznej energii. Tematy są jasne, rytm elastyczny, a smyczek ma co robić. Można tu znaleźć echa jazzu, francuskiej szkoły fortepianowej i warsztatu, który nie musi się popisywać, żeby robić wrażenie. Kompozytorzy zwykli powtarzać, że w muzyce najtrudniej napisać coś prosto. Dzisiejszy program pokazuje, że raczej wiedzą, co mówią.
Komentarze