Gdzie i kiedy?
piątek, 24 kwietnia 2026, 19:00
Za ile?
40-80 zł
Każdy z tych utworów powstał w momencie przejścia; gdy coś się kończy, ale jeszcze nie wiadomo, co będzie dalej. Stary świat wciąż rzuca cień, a nowy dopiero rysuje się w konturach. To koncert o takiej właśnie chwili: nie o stabilności, ale o ruchu między epokami, estetykami, miejscami.

Beethoven pisał operę Fidelio na styku dwóch światów – estetycznie i historycznie. Z jednej strony operowa konwencja, z drugiej dramat wolności w realiach politycznego ucisku. Leonora, główna bohaterka, ratuje męża z więzienia, przebierając się za chłopca – ale to tylko zewnętrzna fabuła. W głębi to opowieść o przejściu: z ciemności do światła, z milczenia do działania. Uwertura, którą ostatecznie wybrał Beethoven, jest krótsza i bardziej funkcjonalna niż jej wcześniejsze wersje. Zawiera tematy dramatyczne i heroiczne, ale utrzymane w klarownej, klasycznej formie. Kompozytor nie rezygnuje z dawnych reguł – ale już próbuje je nagiąć, by mówić więcej, niż pozwalała na to tradycja. To muzyka, która jeszcze zna dawny porządek – ale już myśli po nowemu.

Elżbieta Sikora od lat buduje muzykę na granicy światów: klasyki i eksperymentu, formy i brzmienia. Jej Koncert na flet i orkiestrę, którego prapremierowe wykonanie odbędzie się podczas koncertu w Filharmonii w Szczecinie, wpisuje się w ten nurt – to utwór, w którym znajomy instrument mówi językiem współczesności. Nie chodzi tu o szok, ale o szukanie nowej przestrzeni dla starego głosu. Flet prowadzony przez Anę de la Vega, Australijkę, która szturmem wkroczyła na międzynarodową scenę muzyki klasycznej, staje się przewodnikiem po tym nieoczywistym terenie.

Komponowałam ten utwór z myślą o uwięzionej na Białorusi flecistce Marii Kalesnikowej. Tego dnia, kiedy postawiłam na ostatniej stronie partytury znak końca, Maria została uwolniona. Niezwykły zbieg okoliczności…

W koncercie wykorzystuję brzmienia trzech fletów: prostego, piccolo i altowego, by w ten sposób rozszerzyć przestrzeń dźwiękową głównego instrumentu tego utworu.

Początkowe cztery solowe dźwięki cis są jak sygnał Morsa wysyłany w przestrzeń lub jak kołatanie do drzwi. Pojawiać się one będą jeszcze kilkakrotnie w transpozycji do fis i powracając do cis. Flet, niczym uwięziony ptak stara się wzlecieć jak najwyżej, by zniknąć w końcowym crescendo kontrabasów i kotła – sygnał zatrzaskujących się wrót.

W połowie drugiej części, którą rozpoczyna zamyślony, oscylujący motyw, pojawia się flet altowy ze swoją melancholijna zadumą. Tę część także kończy crescendo niskich dźwięków.

Beztroski, pewny siebie motyw rytmiczny – zapowiedź wolności rozpoczyna cześć trzecią. Pojawia się tu flet piccolo kreśląc szalone meandry lotu innego tym razem ptaka, który pragnie lecieć jeszcze dalej i jeszcze wyżej. Za wszelką cenę. Wraca flet prosty, by w aleatorycznej, wirtuozowskiej kadencji wykorzystać szeroki zakres brzmieniowy tego instrumentu. Ostatniemu dźwiękowi fletu towarzyszy tym razem diminuendo niskich dźwięków, które znikają, pokonane.

W partii solowej oraz w orkiestrze wykorzystałam drogą mi technikę aleatoryzmu kontrolowanego będącą tu nie tylko odwołaniem się do jednej z technik kompozytorskich Witolda Lutosławskiego, lecz także wprowadzającą element wolności, bez której nie można żyć.

Elżbieta Sikora


A potem – Nowy Świat. Tytuł Dvořáka stał się symbolem, ale sam utwór nie jest ani amerykański, ani czeski – jest właśnie między. Powstał w 1893 roku w Nowym Jorku, ale niesie w sobie cały bagaż tęsknoty za domem. Dvořák słuchał melodii afroamerykańskich i indiańskich, ale nie cytował, tylko przetwarzał je przez własne ucho. Zbudował z nich muzykę, która porusza do dziś.

Ten wieczór nie opowiada o tym, co trwa, ale o tym, co się zmienia. O napięciu między znanym i nieznanym. O starych formach i nowych sensach. I o tym, że muzyka – choć zakorzeniona – zawsze dokądś zmierza.