Późne czwartkowe popołudnie, okolice Placu Żołnierza Polskiego. Ze słupa przy przejściu dla pieszych znikają stare wlepki i plakaty. Ich usuwaniem zajmuje się Leszek - do Szczecina przyjechał pół roku temu ze Świebodzina.
- Na co dzień jestem konstruktorem. Nie mam żadnego doświadczenia w usuwaniu wlepek, plakatów i tagów, więc zamawiam po kolei różne specyfiki i testuję, co się sprawdzi. Ten śmierdzi niesamowicie, ale daje radę i czyści - wskazuje na puszkę „Graffiti killer”.
„Kawałek po kawałku możemy zmieniać nasze miasto”
Z czasem do Leszka dołączają kolejni członkowie Szczecińskiej Inicjatywy Estetyki Miasta. Przy stacji roweru miejskiego zbiera się kilkuosobowa grupa, której cel jest jeden - wyczyścić Szczecin.
- Szczecin to nasz dom. I jeżeli nikt nie zacznie działać, to nic się nie zmieni. Wiadomo, że w 10 osób nie zwojujemy całego świata, ale kawałek po kawałku możemy zmieniać nasze miasto. A może uda nam się zebrać jeszcze więcej osób - mówi Bartosz, który na co dzień prowadzi firmę zajmującą się profesjonalnym myciem dachów, elewacji i okien.
- Kocham Szczecin i od lat rażą mnie te bazgroły. Wszyscy tylko narzekają, że jest brudno, ale nikt z tym nic nie robi. Totalnym przypadkiem poznałam ludzi podobnych do mnie i uznałam, że to musi być jakiś znak - dodaje Kasia.
A na powiększenie zespołu jest duża szansa. Podczas ponad 2-godzinnej akcji, ich pracy przyglądało się sporo przechodniów. Jedni z zainteresowaniem obserwowali, jak z powierzchni znikają kolejne bohomazy, drudzy po prostu się uśmiechali, a trzeci dopytywali, jak można do nich dołączyć.
„Kłuje mnie to w oczy, więc chodzę i zmywam”
Czego używają przy pracy? Przede wszystkim rękawiczek, skrobaków, gąbek i dużej ilości papieru.
- Czasem wystarczy tylko woda, a czasem trzeba użyć już preparatu. Ten kupiłem za 40 złotych na Allegro. Jeżeli wlepka jest na śliskiej powierzchni, to łatwo schodzi. Niestety, większość powierzchni jest chropowata - mówi Tymoteusz, student Uniwersytetu Szczecińskiego. - Tutaj mamy gładką ścianę, więc praca idzie naprawdę szybko.
Dlaczego przyłączył się do akcji?
- Robiłem to już wcześniej, tylko sam. Zajmowałem się napisami tego pana, który jest przed 80-tką i ciągle pisze po przystankach. Kłuje mnie to w oczy, więc chodzę i zmywam - mówi.
SIEMa to także Krzysztof i Igor, którzy z determinacją zajmują się zrywaniem starych plakatów i kleju.
- Każdy wkłada taką samą cegiełkę. Łączy nas to, że wszyscy obserwowaliśmy działania wrocławskiej GUMy (Grupa Upiększania Miasta - red.). Mi chodziło o poznanie nowych osób, które mają podobne spojrzenie i chcą zrobić coś dobrego dla społeczności, nie oczekując niczego w zamian. To po prostu sprzątanie po czyichś wybrykach i nieodpowiedzialnym zachowaniu. Wychodzimy przy tym na plus. Mamy spoko kontakt, robimy coś dobrego, są śmiechy, żarty. Super, bardzo mi się to podoba - mówi Kinga.
„Sam jestem dużym kibicem Pogoni”
Po uporaniu się z pomazaną elewacją na Placu Żołnierza Polskiego, Paweł zawiadamia:
- Wracamy na Plac Adamowicza!
W ubiegły weekend poświęcili wolny czas, aby wyczyścić tam ławki, ale nie wszystkim się to spodobało. Jedna z nich na nowo została obklejona i pomazana.
- Duża część tych wlepek jest z Pogoni. Mam z tym problem, bo sam jestem dużym kibicem. Na pierwszą akcję, gdy czyściliśmy mural Floriana Krygiera, przyszedłem w koszulce Pogoni, a teraz zrywam te wlepy. Dużo osób już mówi, że jesteśmy lewicową akcją. Wcale tak nie jest. Teraz zrywam Pogoń, ale wcześniej zrywałem Lambdę. Nie interesuje nas, czyja to wlepka. Interesuje nas sprzątanie. I to jest dla nas najważniejsze - podkreśla Igor.
Przez to, że wlepki Pogoni były świeżo naklejone, grupa szybko się z nimi uporała. Dodatkowo dzięki nowym specyfikom, udało im się również wyczyścić ławkę z obraźliwych napisów. Od razu przenieśli się na drugą, jeszcze bardziej pomazaną.
- To bardzo dobra akcja, dzieje się już w wielu miastach. Pytanie, co dalej? Łatwo nakleić taką wlepę, zrobić graffiti. Później trudno to usunąć - mówi Jerzy. Z zainteresowaniem obserwuje, jak społecznicy radzą sobie z pracą. Do Szczecina przyjechał na jeden dzień.
- Te foliowe usuwa się bardzo łatwo. Najgorsze są papierowe. Ogólnie Szczecin to piękne miasto, macie dużo zabytkowych budynków, co bardzo mnie cieszy. Sam jestem z Poznania, z kamienicznej dzielnicy. Niestety, moja kamienica też ma takie tagi - mówi.
„Nie jesteśmy przeciwni street artowi!”
Jednocześnie członkowie SIEMa zaznaczają, że nie są przeciwni street artowi. „Absolutnie” - podkreślają.
- Szczecin słynie z bardzo dobrych twórców street artowych. Kreda i Lump są świetni. Tylko, aby to był street art., to musi mieć w sobie tę część „art.”. A to, co tutaj widzimy, nie jest żadną sztuką - mówi Leszek.
Po ponad dwóch godzinach pracy, bilans prezentują się następująco - wyczyszczona elewacja z Placu Żołnierza Polskiego i dwa siedziska z Placu Adamowicza. Satysfakcja z działania - 100 procent.
Następna akcja już w sobotę (25 bm.)
- Spotykamy się na Placu Żołnierza Polskiego. Najpierw zajmiemy się plakatami przy stacji roweru miejskiego, a potem przejdziemy całym odcinkiem zmywając tagi z elewacji oraz zrywając plakaty i ulotki - zapowiada Paweł.
Komentarze