Kiedy w sierpniu 2023 roku Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego powołało Centrum Solidarności Stocznia, nowa instytucja dostała pod opiekę miejsce wyjątkowe nie tylko dla Szczecina. W historycznej świetlicy stoczniowej podpisano pierwsze w Polsce porozumienia sierpniowe. Do dziś zachowały się oryginalne stoły i krzesła, przy których siedzieli strajkujący robotnicy.
Problem polegał na tym, że przez lata nikt nie miał pomysłu, jak ten potencjał wykorzystać. Budynek od 2008 roku stał pusty.
– Kiedy przyszliśmy tutaj pierwszy raz w sierpniu 2023 roku, były tutaj kilkumetrowe chaszcze. W budynku nie było praktycznie żadnych mediów. Ani wody, ani kanalizacji, ani ogrzewania. Była tylko jedna linia prądu – wspomina dr hab. prof. PK Sebastian Ligarski, dyrektor Centrum Solidarności Stocznia.
To właśnie od porządkowania i zabezpieczania budynku rozpoczęła się historia nowej instytucji.
Odzyskać budynek
Skala prac, które czekały na kilkuosobowy wówczas zespół, była większa, niż mogłoby się wydawać. Trzeba było nie tylko uporządkować teren, ale także ustalić granice działek, zinwentaryzować budynek, zabezpieczyć go przed włamaniami, naprawić dachy i rynny oraz stworzyć podstawowe warunki do bezpiecznego przyjmowania gości.
– Zastaliśmy budynek, w którym spora część okien była powybijana, pootwierana i tak po prostu zostawiona. Historyczną świetlicę stoczniową trzeba było przez trzy miesiące czyścić z ptasich odchodów – mówi Paweł Domański, kierownik wydziału wystaw stałych w CSS.
– Wyrywaliśmy rosnące wewnątrz budynku brzozy i paprocie. Robiliśmy to między innymi w miejscu, gdzie dziś jest sala kinowa, w której organizujemy pokazy filmów i konferencje naukowe – opowiada Domański. – Żeby przygotować ten budynek do jakichkolwiek uroczystości, trzeba było wnieść około pięćdziesięciu, czasami sześćdziesięciu pięciolitrowych baniaków wody. Własnoręcznie. I my jako zespół to robiliśmy – dodaje.
Zdarzały się sytuacje jeszcze bardziej kuriozalne. Przygotowując budynek do jednego z wydarzeń zimą, pracownicy umyli podłogi, które przy ujemnej temperaturze nie chciały wyschnąć.
– W końcu przewinęliśmy sobie stopy kocami, żeby dofroterować podłogę – mówi Paweł Domański.
Dzisiaj te historie brzmią niemal anegdotycznie. Wtedy były codziennością kilkuosobowego zespołu, który równocześnie musiał prowadzić formalną działalność nowej instytucji.
Chcieli otworzyć drzwi, a nie czekać na wielki remont
Paradoks polegał na tym, że choć budynek wymagał ogromnych nakładów, zespół nie chciał czekać z działalnością do momentu przeprowadzenia kompleksowej rewitalizacji. Chodziło o to, żeby miejsce znów zaczęło żyć.
– Zależało nam na tym, żeby ten budynek jak najszybciej udostępnić osobom odwiedzającym. Chcieliśmy pokazać: zobaczcie, już tu jesteśmy. Ten budynek już ma gospodarza i możemy zapraszać tutaj ludzi po to, żeby zobaczyli miejsce podpisania historycznych Porozumień Sierpniowych – mówi Paweł Domański z CSS. Pierwszy rockowy koncert odbył się tu zaledwie około miesiąca po formalnym przejęciu budynku. Zagrał Tomasz Lipiński. Później pojawiły się kolejne wydarzenia – koncerty, wystawy, spotkania, konferencje, pokazy filmowe czy wydarzenia edukacyjne.
Była także wystawa poświęcona stanowi wojennemu, której wernisaż rozpoczął się po godzinie 23.
– Mówili: nie uda się, takich imprez w Szczecinie się nie organizuje o tej porze, nikt nie przyjdzie – wspomina Sebastian Ligarski i po krótkiej chwili dodaje: – Mieliśmy wtedy pełną salę.
Dzisiaj z Centrum Solidarności Stocznia korzystają nie tylko osoby zainteresowane historią najnowszą. Przyjeżdżają grupy szkolne, turyści, mieszkańcy Szczecina, a także osoby z innych części Polski.
W ciągu roku miejsce odwiedza około 12 tysięcy osób. W pojedynczy weekend potrafi pojawić się ponad 450 gości, a podczas Nocy Muzeów 600–700 osób. Historia, której można dotknąć
Jednym z największych atutów CSS jest to, czego nie trzeba tutaj rekonstruować.
Świetlica zachowała swój historyczny charakter. Oryginalne stoły i krzesła wciąż stoją na swoich miejscach. Wokół nadal działa żywy przemysł stoczniowy.
– Nie musimy odtwarzać przemysłowego otoczenia. Z jednej i z drugiej strony mamy działający przemysł stoczniowy. Ludzie, którzy przychodzą na wystawę, patrzą na załadunek statków, słyszą syk ciętych i spawanych blach i widzą, jak statki i inne jednostki powstają tutaj dookoła – mówi Sebastian Ligarski.
To właśnie autentyczność ma być jednym z fundamentów przyszłego Centrum.
– Tutaj nic nie jest odtwarzane na siłę. Nie ma karton-gipsów, nie ma sztucznych elementów wystawienniczych. Wszystko, czego dotykają nasi odbiorcy, a my pozwalamy często dotykać różne eksponaty, jest w stu procentach prawdziwe – podkreśla Ligarski.
Stocznia wraca do świetlicy w kartonach
Wraz z rozwojem działalności zaczęło dziać ważnego dla nauki żywej historii. Do CSS zaczęli przychodzić byli stoczniowcy.
– Zaczęli przychodzić do nas z całymi kartonami, nieraz samochodami wypełnionymi pamiątkami po stoczni – opowiada Paweł Domański.
Wśród przekazywanych przedmiotów znalazły się stare numery „Jedności” (ogólnopolskiego tygodnika wydawanego przez Międzyzakładową Komisję Robotniczą, a potem Zarząd Regionu NSZZ „Solidarność” Pomorza Zachodniego, pierwszwego w PRL, który miał 100 tys. nakładu), puchary, prywatne dokumenty, zdjęcia, elementy wyposażenia, kaski, narzędzia czy przedmioty produkowane niegdyś przez stocznię.
– Stocznia budowała w jakiejś mierze całe miasto. Wszystkie zakłady pracy, które były gdzieś dookoła, również na rzecz stoczni pracowały w takim czy innym wymiarze. Doprawdy trudno znaleźć w Szczecinie rodzinę, która nie miała jakiegokolwiek kontaktu ze stocznią – mówi Sebastian Ligarski.
W ten sposób Centrum Solidarności Stocznia zaczęło pełnić także funkcję archiwum pamięci mieszkańców.
Nie tylko wielkie nazwiska. Także historie, których długo nie było w podręcznikach
Kolekcja cały czas się powiększa. Niektóre obiekty udaje się uratować w ostatniej chwili.
Jednym z przykładów jest sterówka suwnicy z lat 60., którą udało się zachować dzięki współpracy ze Stocznią Południe działającą w Szczecinie.
– Gdyby nie nasza interwencja, ale też dobra wola załogi Stoczni Południe, mogłaby skończyć po prostu na wysypisku śmieci – mówi Paweł Domański. Dzisiaj sterówka jest jednym z punktów zwiedzania.
– Ludzie dotykają, oglądają coś, czego w normalnych warunkach dotykać by nigdy nie mogli. To jest jeszcze oryginalny kurz i oryginalny stoczniowy brud – dodaje. Niektóre odkrycia mają jednak znacznie większy ciężar historyczny.
W ubiegłym roku w budynku odnaleziono teczkę Andrzeja Milczanowskiego z dokumentami dotyczącymi milicjantów, którzy chcieli tworzyć Solidarność w Milicji Obywatelskiej. Znaleziono także oryginalną skarbonę, do której zbierano datki dla tych funkcjonariuszy i ich rodzin.
– Ten budynek wciąż ma jeszcze niezwykle dużo do opowiedzenia – mówi Domański.
Centrum podjęło także temat głodówki milicjantów w czasie stanu wojennego. Jak podkreślają rozmówcy, to historia dotąd bardzo rzadko obecna w polskiej narracji muzealnej.
Szczecin chce odzyskać swoje miejsce na mapie Solidarności
Za działalnością CSS stoi jeszcze jeden ważny cel. To przypomnienie, że historia Solidarności nie zaczęła się i nie skończyła na jednym mieście.
W Szczecinie podpisano pierwsze porozumienia sierpniowe w Polsce. Tutaj Marian Jurczyk odczytywał postulaty, tutaj przy stołach zachowanych do dzisiaj podpisywano dokumenty.
– Naszą największą aspiracją, naszą misją i też naszą powinnością wobec bohaterów Sierpnia 1980 roku czy ofiar dramatu Grudnia 1970 roku jest przywrócenie Szczecinowi właściwego miejsca na solidarnościowej mapie Polski. O tym do tej pory mówiło się niewiele – mówi dyrektor centrum, Sebastian Ligarski.
Ważnym elementem tej opowieści są świadkowie wydarzeń. Jednym z nich jest Jarosław Mroczek, który uczestniczył w przekazywaniu historycznego dokumentu Porozumień Sierpniowych do podpisu.
– Mamy niezrównany potencjał do tego, żeby historię Sierpnia 1980 roku opowiadać. Mamy mównicę, przy której Marian Jurczyk wyczytywał postulaty. Mamy stoły, przy których podpisywał porozumienia. I mamy ludzi, którzy mogą powiedzieć, jaka była atmosfera tamtego sierpnia – słyszymy w rozmowie.
To ma być opowieść nie tylko o dramacie i ofiarach.
– My nie chcemy opowiadać martyrologicznie o tym miejscu. Chcemy opowiadać historię wiary, nadziei, przełamywania strachu i zwycięstwa. Chcemy, żeby każdy, kto stąd wyjdzie, wychodził natchniony. Może to słowo jest zbyt górnolotne, ale chciałbym go użyć – mówi Ligarski.
Wielki remont dopiero przed nimi
Docelowo Centrum ma przejść gruntowną rewitalizację. W maju 2025 roku do ministerstwa trafił program inwestycyjny. Wstępnie koszt całego przedsięwzięcia oszacowano na około 174 mln zł. (dziś po aktualizacji kosztów to ponad 183 mln)
Zespół chciałby, aby projekt przyszłej przebudowy został wyłoniony w konkursie architektonicznym.
– Chcemy zobaczyć i poznać wizje najróżniejszych architektów na to, co można by tutaj zrobić. Oczywiście stworzyliśmy własną wizję, którą chcielibyśmy im przekazać, ale chcemy też zobaczyć inne pomysły – mówi Sebastian Ligarski.
Samo przeprowadzenie remontu może potrwać kilka lat. Zespół chciałby jednak, aby remont nie tylko trwał jak najkrócej, ale także, aby obiekt był w miarę dostępny. Jednocześnie CSS już teraz przygotowuje się do tego etapu. Wykonano między innymi ekspertyzę dachu, sprawdzane są kolejne elementy budynku, gromadzona jest dokumentacja i szukane są rozwiązania, które pozwolą połączyć funkcję nowoczesnej instytucji kultury z zachowaniem historycznej tkanki. Centrum konsultuje swoje pomysły z instytucjami, które mają doświadczenie w adaptowaniu podobnych obiektów, jak wrocławska Zajezdnia czy białostockie Muzeum Pamięci Sybiru. Zespół sięga też po rozwiązania zagraniczne, jak nawiązana współpraca z Muzeum Historyczno-Technicznym w Peenemünde.
– My już wiemy, jak przeprowadzać remont tego budynku, zachowując jego tkankę historyczną. Wiemy, jak taki budynek dostosować do wszystkich potrzeb i wymagań zapisanych w odpowiednich przepisach dotyczących tego typu budynkach. To wszystko wynika z doświadczenia, które zdobyliśmy, funkcjonując tutaj zaledwie od ponad dwóch lat – podkreśla Ligarski.
Trwają także starania o uzyskanie dla historycznej świetlicy statusu Pomnika Historii, co zwiększy jego prestiż i rozpoznawalność.
200 tysięcy osób? To plan na przyszłość
Dzisiejsze 12 tysięcy odwiedzających rocznie dla zespołu Centrum nie jest punktem docelowym.
Po zakończeniu przyszłych inwestycji chcieliby przyciągać około 200 tysięcy osób rocznie. Pomóc ma w tym lokalizacja – bliskość centrum Szczecina, granicy z Niemcami i połączeń ze Skandynawią – ale przede wszystkim charakter miejsca.
– Historia Solidarności jest historią żywą w całej Europie. Chcemy przywrócić Szczecinowi właściwe miejsce na tej solidarnościowej mapie – mówi dyrektor Sebastian Ligarski.
Komentarze