Tereny na pograniczu gmin Dobra i Kołbaskowo samodzielnie bada dr Marcin Dziewanowski z Pracowni Archeologiczno-Konserwatorskiej "Jastrzębiec". Archeolog uważa, że jego odkrycie jest sensacją o znaczeniu międzynarodowym i mówi o najstarszym protomieście na terenach północnej Polski. Jednak inni archeolodzy pytani o odkrycie podważają rewelacje Dziewanowskiego.
Archeolodzy szukują list otwarty
“Osada w Przylepie-Ostoi-Mierzynie należy do najcenniejszych zabytków wczesnego neolitu na Niżu Polskim. Znaleziska ceramiczne, krzemienne i skalne pozwalają badać nie tylko lokalne osadnictwo, ale też kontakty między społecznościami neolitycznymi w Europie Środkowej. To stanowisko daje unikalny wgląd w początki wielkich skupisk ludności w Europie Środkowej i stanowi istotny punkt odniesienia dla historii urbanizacji przedhistorycznej” – powiedział dr Dziewanowski cytowany przez Głos Szczeciński.
Odmiennie widzą to inni archeolodzy. – Nie negujemy tego, że tam była osada neolityczna, ale nie jest to żadna sensacja. Na pewno nie możemy nazywać tego protomiastem, powielanie tej informacji, to powielanie fake newsa. Mamy też poważne wątpliwości co do metodologii badań – mówi nam dr Agnieszka Matuszewska z Katedry Archeologii na Uniwersytecie Szczecińskim.
Zachodniopomorscy archeolodzy zamierzają opublikować list otwarty w tej sprawie. – Nie powinniśmy milczeć i pozwalać na to, aby takie informacje się pojawiały. Każdy z nas chciałby być autorem wielkiego odkrycia i doskonale to rozumiem, ale jednocześnie spoczywa na nas ogromna odpowiedzialność – mówi dr Matuszewska. Naukowczyni zwraca uwagę, że łatwiej byłoby się ustosunkować do takich odkryć, gdyby były publikowane. – Na ten moment nic nie wiadomo np. na temat specjalistycznych analiz – mówi wymieniając m.in. badania pozwalające datować znaleziska archeologiczne.
Dr Dziewanowski: Nie ma w Szczecinie poważnych archeologów
Inni naukowcy w rozmowie z nami (nie zgodzili się na podanie nazwisk) wprost wskazują, że dr Dziewanowski jest skonfliktowany z lokalnym środowiskiem. On sam nie chce tego tak nazywać. Mówi o “konflikcie w sprawie ochrony zabytków archeologicznych”. Jednocześnie w jednej z jego publikacji są sformułowania wprost odnoszące się do lokalnego konfliktu i sugestie o niszczeniu zabytków przez archeologów.
– W Szczecinie nie ma żadnej osoby, którą bym polecał do rozmów na ten temat. Nie ma nikogo poważnego, z kim można w Szczecinie rozmawiać na temat archeologii epoki kamienia – tłumaczy, kiedy pytamy, czy ktoś oprócz niego mógłby potwierdzić wagę odkrycia w Przylepie.
Dziewanowski badania prowadzi sam. – Jeśli jakieś prace wymagają dwóch czy więcej osób, pomagają mi najczęściej znajomi – dodaje. Na ten moment mówi o 30 tysiącu zabytkach, jakie odkrył podczas prac w Przylepie. Po zakończeniu badań muszą one trafić do odpowiedniej instytucji. – Trafią do Muzeum Archeologicznego w Poznaniu, mam stamtąd promesy – mówi.
Archeolog zapewnia, że jeśli list zostanie opublikowany, odniesie się do niego.
Komentarze