Tutaj nie ma pośpiechu, za to jest mnóstwo twórczej przestrzeni. Nie ma nic z plastiku, tylko same rękodzieła. „Praca z dziećmi daje energię, aby mieć siłę na pracę, którą nazywają robotą. Na wszystko, czego nie lubimy, ale musimy zrobić” – mówi Paulina Ratajczak. Od 12 lat prowadzi i rozwija galerię TWORZĘ SIĘ!.

– Jest pewien cień nad Szczecinem związany z atomizacją w kulturze. Jednak w tym przypadku mamy do czynienia wręcz ze wzorcowym przykładem działania. To miejsce tworzy grupa osób, która nie dość, że współpracuje ze sobą, to jeszcze chętnie podejmuje współprace z innymi. Dodajmy do tego kolejny poziom. Każdy członek grupy ma swoje własne projekty, tworzą odrębne kolektywy – mówi Rafał Bajena, organizator Otwartych Pracowni.

Jak podkreśla, Szczecin mógłby wiele stracić, gdyby TWORZĘ SIĘ! zakończyło działalność. Twórcy związani z galerią są najnowszymi bohaterami cyklu „Wspólne Pracownie”, który Stowarzyszenie Pracownie Szczecin współprowadzi z redakcją wSzczecinie.pl.

Na zdjęciu - Kasia Mierzejewska, Marek Mierzejewski, Dominika Wyrobek, Paulina Ratajczak. Fot. Jagoda Miziewicz

„Nasze drugie dziecko wychowuje się w galerii”

Aby znaleźć się w świecie, gdzie wyobraźnia gra główną rolę, wystarczy pokonać boczne, drewniane drzwi zabytkowego gmachu Domu Kultury „13 Muz”. Wskazówką może być subtelne i niewielkie żółte logo. Po przejściu kilku schodków, jako pierwsza wita nas… kaczka.

– To ona mnie tutaj przyprowadziła – mówi jej realizatorka, Karolina Gołębiowska.

Fot. Tworzę się

TWORZĘ SIĘ! jest jedyną galerią sztuki na Pomorzu Zachodnim, która powstała z myślą o dzieciach. Wystawy są projektowane i tworzone w formie „eksperymentalnych placów zabaw”, za które Paulina Ratajczak kilkukrotnie została wyróżniona i nagrodzona.

Jednak zanim z nią porozmawiam, Marek, którego za chwilę poznacie, chce rzutem na taśmę oprowadzić mnie po „Rezerwacie Totalnym”. Gdy piszę ten tekst, wystawa inspirowana działalnością ornitologa Paula Robiena jest już prawdopodobnie usuwana, a ekipa w pocie czoła pracuje nad nową.

– Jestem takim Cześkiem, który wszystko tutaj buduje. Zajmuję się tym od samego początku powstania galerii – opowiada Marek Mierzejewski. Sam o sobie mówi, że jest wolnym elektronem. Pracuje również w Operze na Zamku.

– Zawsze chciałem zrobić swoim dzieciom domek na drzewie, ale nigdy nie miałem takiej możliwości. Nie mam ani ogródka, ani drzewa. Ale mogłem to zrobić tutaj i już nasze drugie dziecko wychowuje się w tej galerii – dodaje.

Co więcej, starsza córka Marka pomagała rodzicom przy produkcji ostatniej wystawy. To ona zrobiła burzowe chmury, z których błyskają i grzmią pioruny oraz chmielową elewację 15-metrowego tunelu, w którym dzieci odkrywają to, co w trawie piszczy.

– Jak znalazłeś swoje miejsce w galerii? – pytam.

– Poznałem żonę, potem jej przyjaciół i oto jestem – śmieje się.

Odkrywać, doświadczać, tworzyć i poznawać

– Galeria żyje i zmienia się za każdym razem. Otwiera głowy małych i dużych na różne techniki twórczego wyrazu i na świat wokół. Każdy uczestnik warsztatów ma szansę dodać coś od siebie, a tym samym stać się współtwórcą – komentuje Paulina Rychlicka, architekt i mam dwójki już nastolatków.

Za każdym razem zadziwia ją pomysłowość, a wzrusza – proces i efekt. – To wspaniałe miejsce, wspaniała inicjatywa i wspaniali, wkręceni ludzie – dodaje.

Do tej pory w TWORZĘ SIĘ! można było m.in. przeistoczyć się w zwierzę, zaprojektować wymarzone miasto i tajemnicze miejsca, wykonać swój pierwszy film animowany, wejść do obrazu, przebrać się za „dzieło sztuki na chwileczkę”, spróbować sił w filmie aktorskim czy zagrać na zbudowanych własnoręcznie instrumentach. W skrócie – odkrywać, doświadczać, tworzyć i poznawać.

Warsztaty w ramach "Rezerwatu Totalnego". Fot. Karolina Gołębiowska

– Jesteśmy przede wszystkim od realizowania pomysłów Pauliny – śmieje się Katarzyna Mierzejewska. – W momencie, kiedy startowała kampania „Przepraszam! Tworzę się!”, szlachetnym metalem wykładałam złotą salę w filharmonii. To czas, gdy schodziłam z rusztowania i biegłam robić razem z nią i dziećmi mebelki na Dni Skandynawskie.

Z zawodu i wykształcenia jest graficzką, ale dzięki galerii odkryła w sobie zupełnie nowe pokłady twórczości.

– Nagle okazało się, że dużo lepiej czuję się w przestrzennych formach, scenografiach, rekwizytach. Odkryłam, że jestem w stanie nie tylko wymyślić coś w mojej głowie, ale i znaleźć sposób, jak to wykonać. Odkryłam w sobie zupełnie nową treść – opowiada.

Pierwsze były „Small Kids Races” na Rusałce

Czy pamięta swoją pierwszą, większą pracę w ramach TWORZĘ SIĘ! ?

– Tak. Wycinałam kaczki ze styropianu – śmieje się.

Były częścią wyspy, która wraz z m.in. tratwą, dużą gąbką, wielorybo-rekinem czy ognistą strzałą pływała po Rusałce. W 2013 roku, kiedy Szczecin po raz pierwszy był gospodarzem finału The Tall Ships Races, Paulina Ratajczak zorganizowała z przyjaciółmi „Small Kids Races”.

Small Kids Races w 2013 roku. Fot. Tworzę się

Wtedy nie było jeszcze galerii, w której dzisiaj siedzimy i rozmawiamy. Powstanie dopiero za rok.

– Podczas warsztatów dzieci narysowały na kartkach swoje wymarzone statki, które potem zamieniliśmy w styropianowe „small-shipy”. Największy miał 1,4 metra długości na ponad metr szerokości – wspomina Marek.

– Paulina zorganizowała sponsora, który z Koszalina przyjechał do nas tirem załadowanym styropianem. Nie miał gdzie zaparkować, więc stanął na środku Placu Lotników. Musieliśmy  z nim iść przez samo centrum. Styropian był wszędzie – śmieje się Kasia.

– Pozwalano i nadal pozwala nam się na dużo rzeczy. Z czego oczywiście chętnie korzystamy – uśmiecha się Paulina.

„Nie chodzi mi jedynie o organizowanie cyklu wydarzeń, lecz o szerszą opowieść”

Kolejnym krokiem było otwarcie galerii. TWORZĘ SIĘ! powstała w 2014 roku w przestrzeni po „Zonie”, czyli galerii Akademii Sztuki w Szczecinie. Udało się to dzięki współpracy Domu Kultury „13 Muz” oraz Fundacji Las Sztuki, której Paulina Ratajczak jest prezeską.

– To czas, gdy wszystko było schowane za gablotami lub prowadzone na zasadzie „nie dotykaj”. A jeśli chcemy mieć społeczeństwo myślące, mądre, to nie trzeba czekać na odpowiedni wiek. Ta gotowość, aby otaczać się sztuką, dobrze zaprojektowaną książką jest od razu. Tworzenie jest przedłużeniem zabawy. Z dziećmi można rozmawiać o wszystkim, nawet kiedy jeszcze nie mówią. Można poruszać ważne tematy, uwrażliwiać, pokazywać jak żyć dobrze, z poszanowaniem innych ludzi, gatunków, przyrody. Nie chodzi mi jedynie o organizowanie cyklu wydarzeń, lecz o szerszą opowieść, której kolejne działania są rozdziałami – opowiada.

Jej rola w galerii jest konkretna – wymyśla wystawy, aplikuje o granty, produkuje. Oprócz tego, jest również producentką nagradzanych filmów animowanych, ale o tym za chwilę. Jak się okazuje, prawie całe „Tworzę się” jest w to zaangażowane.

– Lubię stwarzać okazje, żeby światy dzieci i dorosłych mogły się spotykać i przenikać. Czasem nie jest łatwo usłyszeć swoje słowa w ustach dzieci albo zdania typu:  „dorośli mają nudne zadania i chodzą z pracy do roboty” i rzadko „zjeżdżają po poręczy” – dodaje.

„Naszych partnerstw nie da się już policzyć”

W galerii wszystko jest zrobione ręcznie – od uszu, które pozostały z „Ukrytej wystawy” przez interaktywną mapę Odry z dźwiękami rozlewiska po sporych rozmiarów czatownię.

– Mówię dzieciom, ile wysiłku włożyli artyści, artystki w każdą wystawę. A potem jak przychodzi do nas telewizja, to Janek krzyczy „oni to wszystko zrobili ręcznie! Nic tutaj nie jest kupione. Proszę zobaczyć, ile tutaj jest pracy!” – śmieje się Paulina Ratajczak.

TWORZĘ SIĘ! wychodzi także poza ściany galerii. „Maszkarony na szczecińskich podwórkach”, akcja-manifestacja „Miasto Dzieci” czy Ptasi Korowód to tylko jedne z ostatnich akcji.

Ptasi Korowód. Fot. Karolina Gołebiowska

– Chwilę temu byliśmy na spacerze z Pracownie Szczecin. Odwiedziliśmy pracownię historyczną Jarosława Eysymonta, a Rafał Bajena pokazał nam sztukę ukrytą w szczecińskich podwórkach. Co więcej, Tu Centrum wzięło na warsztat rekwizyty z naszej wystawy i zrealizowało własne przeTWORZEnie – dodaje Paulina.

Dodajmy, że wystawę w Tu Centrum można oglądać do końca sierpnia br.

Na tropie szczecińskich pracowni. Z wizytą u Jarosława Eysymonta. Fot. Tworzę się

Nie byłoby jednak spotkań z młodzieżą i dziećmi, gdyby nie współpraca z miastem, dyrektorami szkół, nauczycielami i rodzicami. Gdy tylko skończą się wakacje, TWORZĘ SIĘ!  wkroczy do sal lekcyjnych, gdzie będzie rozmawiać o sztuce i literaturze.

– Gdyby nie te wieloletnie już kontakty, zrealizowanie „Ptasiego Przelotu” nie byłoby takie spektakularne i takie szybkie – podkreśla Paulina Ratajczak. – Każdą naszą większą akcję wspierają Stowarzyszenie POLITES i wspaniali międzynarodowi wolontariusze. „Filmowy Plac Zabaw” zrealizowaliśmy ze Stowarzyszeniem Kamera, a z Martą Garbaczewską i jej grupą warsztatową spotykamy się w każde ferie i wakacje – dodaje.

„Jasne Konie” i „Plac Kapciuszka” – pokręcona mapa potrzebuje dużej ściany

Jedną z większych prac w galerii jest mapa, która pokrywa wszystkie ściany i sufit pokoju, w którym rozmawiamy. Przed sobą widzę „Plac Kapciuszka”, a gdy zadrę głowę nie ma „Jasnych Błoni”, tylko są „Jasne Konie”. A zamiast „ulicy Kadłubka” jest „Taka Dupka”. To szczecińskie nazwy, tyle że przekręcone przez najmłodszych mieszkańców.

Fragment pokręconej mapy Szczecina autorstwa Karoliny Gołębiowskiej. Fot. Tworzę się

– Zależy mi, aby znalazła się gdzieś w miejskiej przestrzeni. Aby była jeszcze większa. Naturalnie myślę o mozaice – mówi Karolina Gołębiowska, jej twórczyni.

– Potrzebujemy pieniędzy i dużej ściany – uśmiecha się Paulina. – Mapa jest fantastyczna, ponieważ każdy kto na nią patrzy, zaczyna się uśmiechać. A dzisiaj wszyscy potrzebujemy tej lekkości i radości. Mam spisane mnóstwo fantastycznych, niewykorzystanych neologizmów – dodaje.

Jeśli ktoś ma ścianę, na której mogłaby powstać wielkoformatowa mozaika wzbudzająca uśmiech wśród mieszkańców, prosimy o kontakt z TWORZĘ SIĘ!.

„Tworzę się” gości w „Kurzym Młynie”

Skala działania kolektywu może robić wrażenie. Razem z nami w pokoju siedzi ogromny gołąb wędrowny, którego niestety nie spotkamy już w przyrodzie. Idąc dalej mijamy wielkie szuwary i liście trzciny cukrowej, a imponujących rozmiarów czatownia pozwala wczuć się w rolę ornitologa bacznie lustrującego otoczenie.

– Zmianę skali umożliwił nam „Kurzy Młyn”.  To dzięki niemu wszystkie nasze prace tak bardzo urosły. A teraz ciężko nam się skurczyć – mówi Karolina Gołębiowska, która zaczyna opowieść o kolejnej współpracy.

– To właśnie tam powstały te wszystkie ptaki, wielkoformatowe rzeźby. Mieliśmy wielkie hale, w których mogliśmy rozłożyć się ze wszystkimi materiałami i po prostu działać – dodaje Kasia.

Mowa o zespole budynków przy ul. Judyma, w którym Karolina z Natalią, Kasią, Tomaszem, Andrzejem i Markiem współtworzyli kolektyw. W industrialnej przestrzeni organizowali wystawy, spotkania oraz udostępniali je innym twórcom.

A nawet mieli własną pracownię zielarską.

„Zielarstwo doprowadzili do rangi sztuki!”

– Żadne inne miejsce nie udźwignęłoby tego. Wraz z Tomkiem Gackiem mieliśmy fantastyczną przestrzeń na strychu, w której mogliśmy suszyć zioła. To dziedzina, której nie da się pojąć nawet po przeczytaniu 100 książek. Wymaga ciągłej nauki – podkreśla Karolina.

Paulina od razu zachwala krem makowy, który usuwa wszelkie alergiczne wykwity. – Jest wspaniały! Tak samo jak nalewka z magnolii i herbata „L4”, którą piję od roku. Przez ten czas nie byłam ani razu chora. A przecież mam kontakt z tysiącem dzieci.

– Robią piękne balsamy do ciała i cudownie pachnące mydła. Zielarstwo doprowadzili do rangi sztuki! – dodaje Kasia.

Raz w roku Karolina z Tomkiem organizowali dożynki zielarskie, tzw. „Wielkie parzenie”. To czas, gdy zapraszali przyjaciół i znajomych na przejedzenie całego sezonowego urobku.

Wielkie Parzenie w "Kurzym Młynie". Fot. Karolina Gołębiowska

Niestety, nie ma już ani „Kurzego Młynu”, ani pracowni zielarskiej.

– Wiedzieliśmy, że to oferta limitowana. Cały kompleks nieodpłatnie przekazał nam Marcin Raubo do czasu, aż ruszy tutaj z remontem i inwestycją (na podobnej zasadzie działa OFF Marina na Pomorzanach – red.). Dzięki niemu mogliśmy realizować swoje różne ambicje, rozwijać się. Nie ukrywam, przez ten czas zdążyliśmy się rozpasać jeśli chodzi o format naszych prac – przyznaje Karolina.

„Były tak duże, że musieliśmy spuszczać je na linie z balkonu”

Kasia Mierzejewska wspomina przy tym historię z 2018 roku, kiedy ulicami Szczecina przeszedł barwny korowód 53 PTMF Kontrapunkt. Wówczas na przedzie szedł dumny Gryf (dzisiaj znajdziemy go we foyer DK „13 Muz”), a dzieci i tancerze schowani byli za maskami inspirowanymi kamienicznymi maszkaronami.

– I gryf, i maski powstawały u nas na balkonie. Nie było jednak opcji, aby przeszły przez drzwi. Były tak duże, że musieliśmy spuszczać je na linie z balkonu – śmieje się. –  Pytanie, co dalej? Do tramwaju – nie. Do samochodu – nie. Trzeba było iść pieszo z Niebuszewa do Centrum.

Maszkarony podczas Korowodu Kontrapunktu. Fot. Tworzę się

Jak podkreśla Paulina Ratajczak, już wtedy widać było „kunszt pracy”. – Dziewczyny dostają dużo przeróżnych zadań, dużo wyzwań, ale nigdy nie mówią, że czegoś nie potrafią. Dopiero potem się przyznają, że robiły to po raz pierwszy.

– Mamy też dużo swobody i przestrzeni na wymyślanie swoich pomysłów – dodaje Dominika.

Pracownia animacji dołącza do współpracy

Duże były również maskotki, które powstały w ramach wystawy „Emocję na miarę”. Dzieci rysowały uczucia, a wybrane prace zamieniono w rzeźby i maskotki. „Spokojnik Żyrafi” w wykonaniu Karoliny miał lekko 2 metry w kłębie.

To czas, w którym do załogi dołączyła Dominika Wyrobek. Jej dyplomowa animacja została zakupiona do Kolekcji Regionalnej Zachęty Sztuki Współczesnej. Zanim jednak znalazła się w Akademii Sztuki, skończyła architekturę krajobrazu.

– Wtedy nie było jeszcze Akademii Sztuki, nie miałam też za bardzo opcji, aby opuścić miasto, więc te studia były kompromisem. Zaczęłam pracę w geodezji, gdzie poznałam fajnych ludzi i miałam sporo fajnych projektów. Cały czas jednak czułam, że to nie jest to, co chcę robić – wspomina.

Dominika porzuciła geodezję i zaczęła studiować malarstwo na szczecińskiej Akademii Sztuki. Na drugim stopniu trafiła do pracowni animacji Izy Plucińskiej.

– Tam zrobiłam aneks do dyplomu, a dwa miesiące później Iza zadzwoniła do mnie z pytaniem, czy nie chcę być jej asystentką. To za jej sprawą znalazłam się w tym miejscu – opowiada.

– Izabela namawiała w bardzo prosty sposób. „Dominika jest fantastyczna, musicie coś razem zrobić”. Trochę czasu minęło, zanim się spotkałyśmy, ale w końcu się udało – uśmiecha się Paulina Ratajczak. – Tak samo było z Karoliną: „Jest świetna, musi z wami pracować”.

Z edukatorki kulturalnej w rolę producentki filmowej

TWORZĘ SIĘ! to także filmy animowane. Dzięki współpracy z Izabelą Plucińską, Paulina Ratajczak została ich producentką.

– Jak się poznałyśmy? Wypatrzyłam jej pracę w Greifswaldzie. Na ścianie było tylko tło z plasteliny z filmu Izabeli. Zobaczyłam je i od razu zapytałam: „co to i kto to?”. Zaprosiłam ją do wspólnego prowadzenia warsztatów międzypokoleniowych. Spotkałyśmy się dwa razy. Dobrze nam się współpracowało i pewnego razu zapytała, czy może nie chciałabym złożyć wniosku, bo szuka pieniędzy na swój nowy film animowany. To bardzo specyficzna dziedzina, ale wsparł nas wówczas Zachodniopomorski Fundusz Filmowy „Pomerania Film” i tak się zaczęło – wspomina.

W efekcie wyprodukowała 5 ostatnich filmów Izabeli. „Joko” z 2024 roku zdobył Grand Prix w Konkursie Międzynarodowym festiwalu Animator, międzynarodową nagrodę Emilie Awards 2025  oraz znalazł się w gronie oscarowych kwalifikacji, dostając się na tzw. „long listę”. Natomiast „Portret Suzanne” z 2019 roku zdobył Złotego Smoka na Krakowskim Festiwalu Filmowym. 

– Teraz nie wiem, ile mamy filmów w produkcji – śmieje się Paulina.

Podczas pracy nad filmem "JOKO" w reżyserii Izabeli Plucińskiej. Fot. Las Sztuki

„Barbara zajmuje się wekami. Jan chodzi na ryby…”

Dominika Wyrobek od kilku lat pracuje nad animacją „Hair Story” o historii kobiety pokrytej w całości włosami.

– Od zawsze kochałam animację, tylko jako nastolatka uznałam, że podąża w złym kierunku i nie chcę jej robić. Wtedy była moda na biedne 3D, ale gdy w pracowni u Izy dowiedziałam się, że techniki analogowe mają się świetnie i jest cały świat animacji artystycznej, to totalnie przepadłam. Używam wszelkich technik – fotografii, kolażu, wycinanki, rysunku, malarstwa, szycia. Nie lubię jedynie plasteliny, to nie mój klimat – opowiada.

Karolina Gołębiowska tworzy „Syrenkę Picassa”. W latach 50. ubiegłego wieku do Warszawy przyjeżdża Picasso i w jednym z mieszkań maluje syrenkę. Jak sztuka współczesna wpłynie na zwykłych mieszkańców Warszawy? Dowiemy się wkrótce.

– Barbara zajmuje się wekami. Jan chodzi na ryby. Oboje uciekają od rzeczywistości. Każdy żyje w swoim świecie. I nagle coś zaczyna się dziać w Warszawie – zdradza Kasia Mierzejewska, która w plastelinie rzeźbi lalki do filmu.

"Syrenka Picassa" - animacja w reżyserii Karoliny Gołębiowskiej. Fot. Tworzę się!

Od początku roku ekipa „Tworzę się” współpracuje również z Fundacją Muzeum Historii Kobiet z Poznania przy kampanii społecznej „Jej też mówili, że nie”. Łącznie ma powstać 10 animacji, które pokażą drogi kobiet do wybranych zawodów. 

– Jeszcze tylko Kasia musi zacząć robić animacje. To u niej kwestia przełamania – dodaje Dominika.

– Ale czy wtedy będzie czas i przestrzeń na powstawanie tych wszystkich pięknych rzeczy? – pytam, wskazując na rzeźby.

– No właśnie!

Z końcem września zapraszają do domu twórczego

Nad czym teraz pracują nasi bohaterowie? Kasia tworzy mozaikę, którą będzie można oglądać w centrum Szczecina. Karolina przygotowuje się do śródmiejskiego konkursu na najlepszy chleb, a Paulina dopina ostatnie szczegóły najnowszej wystawy i towarzyszących jej warsztatów.

– Będzie oparta o literaturę, poezję, filozofię i działalność Joanny Kulmowej. Przywołamy jej Różowy Domek w Strumianach, który tworzyła wraz z mężem Janem Kulmą. Dom twórczy, przez który przewinęło się mnóstwo ciekawych ludzi. Chcemy, aby ta wystawa była inspiracją do rozmów o wspólnocie, o tym jak szukać swojego „plemienia” i drogi – zapowiada.

– I mozaika! – przypomina Karolina.

Mozaika jest najbardziej kolektywnym dziełem, dlatego tak mnie namawia. Ale na razie dom – zaznacza Paulina.

Paulina Ratajczak, Karolina Gołębiowska, Dominika Wyrobek, Kasia Mierzejewska, Marek Mierzejewski