Burza hormonów, na nowo odkrywana cielesność, strach przed opinią rówieśników – nastoletnia miłość mierzy się z wieloma dodatkowymi czynnikami, z którymi dorośli już nie muszą się zmagać. I chcąc przełamać tematy tabu z tym związane, Teatr Lalek Pleciuga stworzył spektakl, gdzie to młodzi byli ekspertami.

Miłość w czasach szkolnych

W spektaklu „Czy to M...” poznajemy szóstkę bohaterów i każdy z nich ma inne doświadczenia związane z miłością. Mamy szczęśliwie zakochaną parę, odrzuconego zakochanego, związek homoseksualny ukrywany przed światem i niezainteresowanego takimi tematami chłopaka.

I każda z tych osób mierzy się z innymi problemami. Zakochani chcą pójść o krok dalej, ale pojawia się w nich strach przed konsekwencjami. Odrzucony nie potrafi znaleźć nikogo innego i ułożyć sobie życia. Przed dziewczynami w związku dylemat, czy odważą się powiedzieć o sobie i być szczęśliwe, czy ze sobą zerwą. Niezainteresowany chce być zostawiony w spokoju i nie zamierza na siłę rozpoczynać relacji tylko dlatego, że tak wypada.

I choć z pewnością to niejedyne komplikacje, którym młodzież musi stawiać czoła, to wydaje się, że zostały wybrane te najczęściej spotykane. Widać, że to właśnie nastolatkom został oddany głos i na podstawie ich historii powstał scenariusz. Stąd zupełnie nie dziwi mnie fakt, że pojawił się wątek pary homoseksualnej. To było więcej niż pewne, że temat – tak ostatnimi latami nagłaśniany – nie będzie mógł być pominięty. Bardziej zaskoczyła mnie historia chłopaka skupionego na nauce i swoim rozwoju, bo o takich postawach zwykle nie jest głośno.

A wszystko zostało opowiedziane w bardzo umiejętny sposób – ze skróceniem dystansu między aktorami a widownią, a jednocześnie z czułością i uważnością. I to bez oceniania, co chyba jest największym atutem tego spektaklu. On opowiada o problemach, nie wartościując, który z nich jest ważniejszy, i nie podając konkretnych rozwiązań.

Opowiadają słowem, ruchem i muzyką

W spektaklu nie brakuje choreografii, która stanowi z jednej strony atrakcyjne przejścia między scenami, ale i odnosi się do imprezy szkolnej, w trakcie której toczy się akcja przedstawienia.

Trudno mi ocenić, czy układy to tiktokowe virale, czy tak rzeczywiście wyglądają dyskoteki, jednak całościowo wygląda to bardzo zgrabnie. A bardzo rytmiczna muzyka dodaje tempa scenom i naprawdę dobrze dopełnia spektakl.

Największą zagadką są chyba dla mnie kostiumy bohaterów, które na pewno nie są odniesieniem do współczesnej mody młodzieżowej. Podczas gdy na scenie dominowały kolory, na ulicach w dużej mierze mijam nastolatków ubranych w szarości i czernie.

Chwilami spektakl wydawał mi się za wolny, choć w pełni rozumiem, dlaczego te sceny musiały być zagrane w ten sposób – to był czas na refleksję, na zadumę. Zastanawia mnie, czy nie znudzą one młodych ludzi, którzy przyzwyczajeni się do wielu bodźców jednocześnie. A z drugiej strony może właśnie teatr powinien być takim miejscem, w którym nastolatkowie znajdą chwilę spowolnienia.

Z dedykacją dla młodych, z zachętą dla dorosłych

Spektakl „Czy to M...?” otworzył też tegoroczną edycję Kontrapunktu. Zrobił to z rozmachem, pokazując, że młodzież w teatrze też znajdzie coś dla siebie. A to ważne, by każdy czuł się zaopiekowany w instytucji kultury i miał poczucie, że jest mile widziany.

Spektakl kierowany jest do młodzieży, ale z pewnością dla dorosłych może okazać się przyczynkiem do rozmowy na któryś z tematów. Może dzięki niemu pogłębią się relacje między rodzicami a dziećmi. Może uda się dodać odwagi i wiary w samego siebie, co uchroni przed tragicznymi skutkami. I chociażby z tego powodu naprawdę warto obejrzeć to przedstawienie.