Zachwiany filar integracji europejskiej
Na granicy polsko-niemieckiej pojawiły się billboardy przygotowane przez partię VOLT. Jak czytamy w stanowisku polityków z Niemiec, kontrole graniczne są faktycznym zawieszeniem funkcjonowania strefy Schengen, która jest wielką wartością zjednoczonej Europy. Kontrole miały mieć charakter tymczasowy, a stały się stałym elementem przekraczania granicy na większości przejść nieopodal Szczecina.
– Schengen to coś znacznie więcej niż tylko porozumienie techniczne. Swoboda przemieszczania się przez granice to jeden z filarów integracji europejskiej – wyjaśnia Isabel Arens z grupy roboczej Volt Open Borders.
– Każdy, kto sprawia, że wewnętrzne granice znowu stają się trwałą rzeczywistością, podaje w wątpliwość samą ideę wspólnej Europy – mówi Maciej Tadeusiak, przedstawiciel polskiego oddziału paneuropejskiej grupy VOLT.
– Wychowałem się po stronie niemieckiej, ale od ośmiu lat mieszkam po stronie polskiej. Dla mnie dom nie jest definiowany przez granice państwowe, tylko przez cały ten region jako spójną przestrzeń do życia. Kilka lat temu te kontrole graniczne nie istniały. Jako osoba codziennie przekraczająca granicę odczuwam ich skutki na własnej skórze, tak jak wielu innych mieszkańców. Nie pragnę niczego innego, jak powrotu do tego, co było: regionu i domu, które funkcjonują całkowicie bez granic – dodaje inny przedstawiciel partii Denny Hiersche.
Poza kampanią billboardową przygotowano również petycję do samorządowców. We Frankfurcie nad Odrą oraz Berlinie odbyły się też protesty.
Według szacunków VOLT Polska granicę polsko-niemiecką regularnie przekracza prawie 70 tysięcy Polaków.
Perspektywy samorządowa i gospodarcza. „Kontrole nie uderzają w gospodarkę punktowo, a długofalowo”
Czy kontrole na granicy coraz częściej intensyfikowane przez stronę niemiecką to problem dla Polski? Dyskusja na ten temat trwa, ale zdaje się, że strona niemiecka obecnie nie widzi powodu do zmian. Jak mówi Krzysztof Soska, niegdyś zastępca prezydenta Szczecina, a teraz pełnomocnik ds. transgranicznych, to efekt polityki wewnętrznej Niemiec i trwających tam przetasowań na scenie politycznej.
– Mamy pewną rozbieżność wizji. Niemcy traktują kontrole jak sygnał dla potencjalnych migrantów, że nie jest już tak, że ten kraj jest otwarty dla każdego. Jest to też element polityki wewnętrznej. Kanclerz Merz chce pokazać swoją stanowczość – mówi Krzysztof Soska.
W rozmowie z portalem wSzczecinie.pl wojewoda Adam Rudawski przyznaje, że obawy Niemców odnośnie do sytuacji na granicy są nieco nieracjonalne.
– Niemcy jako pierwsi wprowadzili kontrole, a my musieliśmy na to odpowiedzieć. Obecnie intensyfikacja tych kontroli jest znacznie mniejsza, bo np. od pół roku przez zaporę na granicy polsko-białoruskiej nie przeszedł żaden migrant, a jak pojawiają się tacy na naszej granicy, to w 60% są to osoby z Ukrainy bez dokumentów, a z prawem pobytu w Polsce. Nie ma na pewno żadnego parcia na granicę ani żadnego exodusu – nie ma wątpliwości Rudawski.
Przedsiębiorcy przyznają, że kontrole bywają uciążliwe, ale nie na przejściach w Kołbaskowie, Lubieszynie ani Rosówku.
– Największe problemy mamy w Zgorzelcu – przyznaje Dariusz Matulewicz, prezes Zachodniopomorskiego Stowarzyszenia Przewoźników Drogowych. – Trudności na granicach są zwykle na bieżąco zgłaszane nam przez przedsiębiorców, ale nie są to zatory generujące wielkie problemy. Zdarzają się, gdy następuje intensyfikacja kontroli lub większy ruch np. po długich weekendach lub świętach. Niemniej na pewno dla gospodarki konsekwencje są poważne, nawet jeżeli nie w tej chwili, to w planach inwestycyjnych długofalowych dla dużych firm czy przedstawicieli sektora TSL, którzy mocno zwracają uwagę na trwałość łańcuchów dostaw.
Według niemieckiego MSZ kontrole na granicy mają potrwać do października, ale nikt nie spodziewa się, że po tym czasie zostaną zliberalizowane.
Komentarze