Pierwsza historia rozpoczyna się w ruinach kościoła, przed płytą epitafijną, która w każdej chwili może zostać zniszczona. Druga – od nazwiska zauważonego na prasowej fotografii i nut odnalezionych w rodzinnej teczce.
W obu przypadkach odkrycie stało się początkiem wieloletniej pracy: podróży, kwerend, rekonstrukcji, badań i ponownego wykonywania muzyki. Właśnie rezultaty tej pracy usłyszymy podczas dwóch wieczorów w Zamku Książąt Pomorskich.
Niezwykłe znalezisko w ruinach XVI-wiecznego kościoła
Pierwszym z artystów, którzy w ramach Festiwalu Muzyki Przywracanej w Zamku Książąt Pomorskich, będzie Stanisław Łopuszyński – klawesynista, improwizator, podróżnik i twórca Jazzloviec Festivalu. Jego koncert „Lwów on the Move. W podróży przez dźwięki historii" odbędzie się w czwartek 27 sierpnia.
Łopuszyński od lat łączy działalność koncertową z podróżami i poszukiwaniem polskich śladów poza obecnymi granicami kraju. Podczas wypraw rowerowych odwiedza miejsca położone z dala od głównych szlaków turystycznych, poznaje ich historię, szuka lokalnych archiwów i osób zaangażowanych w ochronę dziedzictwa. Jedna z takich podróży zaprowadziła go do Jazłowca na dzisiejszej Ukrainie.
W ruinach XVI-wiecznego kościoła dominikanów natrafił na płytę epitafijną związaną z Mikołajem Gomółką, jednym z najważniejszych polskich kompozytorów renesansu.
– Historycznie jest to albo jego płyta, albo płyta jego syna. Mamy jednak jedyny namacalny ślad pochówku polskiego kompozytora doby renesansu – opowiada Łopuszyński w podcaście Festiwalu Muzyki Przywracanej.
Dla artysty nie była to jedynie niezwykła pamiątka. Płyta znajduje się w zagrożonych ruinach, w których spadająca cegła może bezpowrotnie zniszczyć zachowany zabytek.
– Wyjeżdżając z Jazłowca, wiedziałem, że albo coś w tym miejscu zrobię i polegnę, albo coś zrobię i przysłużę się historii europejskiej muzyki renesansowej – wspomina.
Łopuszyński dotrzymał złożonej sobie obietnicy. Wrócił do Jazłowca i stworzył Jazzloviec Festival, którego celem jest nie tylko wykonywanie dawnej muzyki, lecz także zwrócenie uwagi na potrzebę ocalenia płyty epitafijnej i zabezpieczenia ruin kościoła. W przyszłości miejsce to miałoby stać się przestrzenią koncertów oraz polsko-ukraińskiego dialogu.
Lwów, o którym zbyt rzadko mówi się na lekcjach historii muzyki
W Szczecinie Łopuszyński przedstawi inną część swoich muzycznych poszukiwań. Koncert „Lwów on the Move” będzie podróżą przez wielokulturowy świat dawnych Kresów, w którym spotykały się tradycje polskie, ukraińskie, żydowskie i austro-węgierskie.
– Lwów jest niesamowity, niezbadany, a dookoła mamy jeszcze mnóstwo ciekawych ośrodków – przekonuje artysta.
Wspólnie z muzykologiem Michałem Piekarskim stworzył projekt „Tak brzmi Lwów”. Jego punktem wyjścia było odkrycie, jak niewiele miejsca zajmuje to miasto we współczesnej narracji o historii muzyki, mimo że przez stulecia pozostawało jednym z najważniejszych ośrodków artystycznych tej części Europy.
Podczas zamkowego koncertu zabrzmią utwory kompozytorów związanych ze Lwowem i ziemiami dawnej Rzeczypospolitej – od renesansowych tańców Jana z Lublina, przez muzykę Franza Xavera Mozarta, nazywanego Mozartem Lwowskim, po dzieła Franciszka Mireckiego, Kacpra Napoleona Wysockiego, Jana Ruckgabra, Ignacego Jana Paderewskiego i Piotra Żelechowskiego.
Muzyce towarzyszyć będą opowieści, komentarze i materiały wizualne. Publiczność pozna nie tylko utwory, lecz także miasta, ludzi i wydarzenia, z którymi były związane. Koncert stanie się spotkaniem z artystą, który odnalezione historie przewozi przez granice i włącza ponownie do żywego obiegu kultury.
Odnaleziona muzyka kompozytora urodzonego w XIX wieku w Szczecinie
Dzień później, 28 sierpnia, Zamek Książąt Pomorskich stanie się miejscem powrotu muzyki Ottona Manassego – kompozytora urodzonego w Szczecinie w 1861 roku.
Jego twórczość mogła zniknąć niemal bez śladu. Manasse był chemikiem, wynalazcą i prywatnym uczniem Maxa Regera (uważanego za największego niemieckiego kompozytora muzyki organowej po Bachu). Większość życia spędził w Monachium. Mimo przejścia na luteranizm został uznany przez nazistów za Żyda, wypędzony z mieszkania, osadzony w obozie internowania, a następnie deportowany do Theresienstadt, gdzie zmarł w listopadzie 1942 roku.
Historia ponownego odkrycia jego muzyki rozpoczęła się wiele lat później od fotografii zamieszczonej w „Süddeutsche Zeitung". Przedstawiała ona akcję artysty Wolframa Kastnera, który na schodach monachijskiej uczelni muzycznej wypisał nazwiska około stu żydowskich muzyków prześladowanych i wykluczonych w okresie nazistowskim. Wśród nich znalazło się nazwisko Ottona Manassego.
Rozpoznała je Doris Emms. Przypomniała sobie, że jej dziadek, pianista Wolfgang Ruoff, przyjaźnił się z człowiekiem o tym nazwisku, a w rodzinnym domu zachowało się jego popiersie. Wkrótce rozpoczęły się poszukiwania kolejnych pamiątek.
– Ponowne odkrycie twórczości Ottona Manassego jest wynikiem szczęśliwego zbiegu okoliczności – mówi w festiwalowej rozmowie śpiewaczka Anja-Maria Luidl, prawnuczka Wolfganga Ruoffa.
W starej zielonej teczce odnalazła zbiór partytur z osobistymi dedykacjami dla swojego pradziadka.
Były wśród nich pieśni z „Toskańskiej księgi pieśni ludowych”. Zachowały się również między innymi suita na wiolonczelę i fortepian, utwory fortepianowe oraz kompozycje organowe. Cała historia przypomina łańcuch przypadków – gdyby zabrakło jednego z jego ogniw, o Manassem i jego twórczości być może nadal nikt by nie pamiętał.
Muzyka, w której wykonawcy zakochują się na nowo
Odnalezienie nut było dopiero początkiem. Anja-Maria Luidl rozpoczęła pracę nad pieśniami wspólnie z pianistką Michaelą Pühn.
– Szybko stało się jasne, że dokonaliśmy wspaniałego odkrycia i że ta praca będzie warta wysiłku. Za każdym razem, gdy wracamy do tych utworów, odkrywamy w nich nowe walory. Można powiedzieć, że zakochujemy się w nich na nowo – opowiada śpiewaczka.
W Szczecinie Luidl i Pühn wystąpią razem z wiolonczelistą Tomaszem Szczęsnym. W programie znajdą się dwa najważniejsze zachowane w całości cykle Manassego: Suita na wiolonczelę i fortepian oraz dziewięć Pieśni z toskańskiej księgi pieśni ludowych. Zabrzmią także utwory Gustava Mahlera i Johannesa Brahmsa, pozwalające spojrzeć na muzykę szczecińskiego kompozytora w szerszym kontekście późnego romantyzmu.
Szczególnie poruszająca jest pierwsza z pieśni Manassego – Ich hatt' ein schönes Schloss gebaut, czyli „Zbudowałem piękny zamek”. Jej bohater musi opuścić zbudowaną przez siebie siedzibę. Kompozytor napisał utwór wiele lat przed tym, zanim sam, jako osiemdziesięcioletni człowiek, został wypędzony z własnego domu.
– Muzyka Manassego jest pełna muzycznych skarbów. Ludzie potrafią włożyć mnóstwo wysiłku w niszczenie rzeczy, ale mimo to zawsze coś przetrwa – podsumowuje Anja-Maria Luidl.
Festiwal Muzyki Przywracanej pod koniec sierpnia w Szczecinie
Dwa koncerty na Zamku Książąt Pomorskich to połączenie niezwykłych historii i interesującej muzyki. To jednocześnie część programu Festiwalu Muzyki Przywracanej, który rozpocznie się 23 sierpnia występem grupy WoWaKin w Teatrze Letnim. Portal wSzczecinie.pl jest patronem medialnym wydarzenia.
Program festiwalu i bilety dostępne są tutaj: www.redita.art
Komentarze