Ten dramat uznawany jest za arcydzieło rosyjskiej awangardy. Napisana przez Aleksandra Wwiedienskiego w 1938 roku „Choinka u Iwanowów” na polskich scenach teatralnych ma już bogatą tradycję, a teraz możemy zobaczyć ją również w Szczecinie. W Teatrze Polskim spektakl pod tym tytułem wyreżyserował Jędrzej Piaskowski, stale współpracujący z dramaturgiem, Łukaszem Sulimą.

Kicz, groteska i absurd

Przedstawienie, które stworzył ten tandem autorski, mogło być niemałą niespodzianką dla widzów, którzy nie zaznajomili się wcześniej z zapowiedziami. Stylistycznie jest to bowiem spektakl zbudowany z bardzo różnych elementów. Pojawiają się w nim kicz, groteska i absurd, ale też obserwacja obyczajowa, komentarz społeczny oraz wątki kryminalne.

Autor dramatu należał do awangardowego ugrupowania Oberiutów, działającego w Leningradzie w latach 20. ubiegłego wieku. Był jednym z twórców, którzy w swych utworach nawiązywali do futuryzmu i poezji absurdu oraz czarnego humoru, operując głównie abstrakcyjnymi dialogami.

Gwałtownie przerwana zabawa

Oglądając spektakl, obserwujemy zatem mikroświat rosyjskiego mieszczańskiego domu w mocno „przekrzywionym” zwierciadle. W kolorystycznie cukierkowej przestrzeni mieszkania (scenografia to dzieło duetu: Mikołaj Małek, Anna Maria Kaczmarska) szóstka dzieci, kreowanych przez dorosłych aktorów, przebranych w ubranka i infantylnie się zachowujących, szykuje się do kąpieli. Śmieją się, wygłupiają, ale beztroska atmosfera zostaje nagle przerwana. Niania (Natalie Brodzińska) bardzo ostro reaguje na żart rzucony przez Sonię (Lidia Jezierska). Ucina siekierą jej głowę i tak zaczyna się „Horror w domu dla lalek” (to podtytuł spektaklu).

Rodzice po powrocie do domu odkrywają, co się stało, a rozpacz ojca (Sławomir Kołakowski) jest gwałtowna i niezmierzona… Jego żona (Ewelina Poźniak) jest bardziej powściągliwa, stara się opanować emocje. Później z ich domu akcja przenosi się do lasu, w którym Drwale śpiewają wesołą piosenkę, choć... nie umieją mówić. Ta klasa wykonuje to, co trzeba, nie może protestować… Jedynie Fiodor (Karol Olszewski), narzeczony Niani, jest bardziej komunikatywny, choć też niewiele z tego wynika. Tymczasem zamordowana dziewczynka „ożywa” i mówi dużo, bo staje się narratorką całego dramatu, informując nas o tym, co wydarzy się w kolejnych epizodach.

Jak znaleźć męża milionera?

Bohaterowie w kolejnych sekwencjach rządzeni są strachem i bezsilnością. Niańka trafia do policyjnego karceru i tam doznaje krzywdy. Następnie to miejsce przeobraża się w szpitalną celę, w której słyszymy groteskową rozmowę lekarza z pacjentem (Maciej Szczepanik), uwikłanym w swój absurdalny protest. Bezsilny i bezwolny jest też Fiodor, sterowany przez obrotną „bizneswoman” (w tej roli Marta Uszko), która spotyka się z jemu podobnymi mężczyznami, ale też prowadzi kurs dla kobiet, szukających męża milionera. Dwie uczestniczki takiego „mityngu” (w tych rolach: Małgorzata Chryc-Filary i Lidia Jeziorska) są jednak oburzone jej pomysłami.

Taśmowa produkcja wyroków

Śledztwo w sprawie morderstwa Soni prowadzi niezbyt rozgarnięty policjant (w tej roli bardzo dobry Piotr Biernat). Tego aktora oglądamy również m.in. jako lekarza w szpitalu psychiatrycznym oraz w kreacji sędzi Tatiany. Na scenę wchodzą wtedy postaci ubrane w peruki i togi, a rozprawa sądowa staje się absurdalnym obrazem upadku reguł i wartości. Sędzia taśmowo wydaje kolejne wyroki zgodne z życzeniami władzy, skazując wszystkich, którzy trafili na ławę oskarżonych.

A gdzie jest choinka? Drzewko zwykle będące symbolem radości i świętowania, jest w tej historii ostatecznie tylko chimerą i ułudą. W drugiej części spektaklu oglądamy natomiast... ekstatyczny taniec na rurze, który można potraktować jako kolejny przejaw podporządkowania i tkwienia w ustalonej roli, a może jednak jako próbę wyzwolenia? Cały spektakl niewątpliwie może być pretekstem do dyskusji, a nawet sporów, bo znalazło się w tej realizacji kilka scen, które można odczytywać i interpretować w różny sposób.

Przedstawienie miało swoją premierę 23 maja na Scenie Szekspirowskiej. Do repertuaru wróci jesienią.