Niewiele brakowało, a Kovalik pakowałby się już po drugiej rundzie. W starciu z Włochem Lorenzo Giustino musiał bronić meczbole, ale przetrwał trudne chwile i w trzecim secie rozbił rywala 6:1. W kolejnych meczach takich problemów już nie miał. Udowodnił, że wraca do formy sprzed urazu, gdy był 80. rakietą na świecie. Grał precyzyjnie i mocno, dobrze poruszał się po korcie. W półfinale swoją regularnością do frustracji doprowadził mocnego Włocha Marco Cecchinato (półfinalista French Open sprzed roku), który po jednej z przegranych wymian ze złością wybił piłkę daleko poza korty.
- Jestem szczęśliwy z każdego wygranego meczu po powrocie po kontuzji i operacji prawego nadgarstka. Grałem turnieje ATP, Wielki Szlem, ale było bardzo ciężko. To mój pierwszy finał od roku, ten tydzień jest naprawdę udany – tłumaczył Kovalik przed decydującym starciem.
Tenisowy maraton dla Słowaka
Finał trwał blisko 3 godziny. Nie brakowało pięknych zagrań, ale też wielu błędów. Wystarczy powiedzieć, że impulsywny Kovalik kilkukrotnie rzucał rakietą o ziemię. Bardzo dziwny był zwłaszcza pierwszy set, gdy obaj panowie mieli kłopoty z utrzymaniem swojego serwisu. Ostatecznie w tie-breaku triumfował Andreozzi.
Ale kolejne partie należały już do Kovalika. W drugiej był zdecydowanie skuteczniejszy i wygrał gładko, 6:2. Decydujący set był bardzo nerwowy, wiele gemów rozgrywano na przewagi. Andreozzi osiągnął przewagę, ale Kovalik odrobił straty i wygrał 6:4. Tym samym został pierwszym Słowakiem, który zwyciężył w Pekao Szczecin Open.
![]()
Debel na pocieszenie
Natomiast Andreozzi nie wykorzystał szansy, aby jako pierwszy tenisista w historii szczecińskiego turnieju triumfować po raz drugi. Bronił tytułu wywalczonego przed rokiem i szło mu świetnie. Do finału stracił tylko jednego seta. W półfinale pokonał turniejową „jedynkę”, Hiszpana Alberto Ramosa-Vinalosa. Kovalik okazał się jednak zbyt mocny.
Argentyńczykowi na pocieszenie pozostało zwycięstwo w deblu, wspólnie z rodakiem – Andresem Moltenim. W finale wygrali z Holendrem Matwe Middelkoopem i Chilijczykiem Hansem Podlipnikiem-Castillo 6:4, 6:3.
Hiszpańska klątwa wciąż trwa
Hiszpańscy tenisiści słyną ze świetnych występów na kortach ceglanych. Na tej nawierzchni wielokrotnie zwyciężali w najbardziej prestiżowych turniejach. Na kortach przy al. Wojska Polskiego powinni więc czuć się świetnie. Tymczasem jeszcze nigdy w historii Pekao Szczecin Open po końcowe zwycięstwo nie sięgnął Hiszpan. A przecież przyjeżdżali u naprawdę mocni tenisiści, jak Albert Montanes, Juan Carlos Ferrero, David Ferrer czy Alex Corretja.
W tym roku turniejową „jedynką” też był Hiszpan - Alberto Ramos-Vinalos. W ostatnich tygodniach pokazywał, że jest w wysokiej formie, ale w Szczecinie musiał się zadowolić półfinałem, w którym przegrał z Andreozzim. Hiszpańska klątwa wciąż więc działa.
Z innych gwiazd turnieju najbardziej zawiódł Niemiec Philipp Kohlschreiber. Triumfator ośmiu turniejów rangi ATP przegrał już w pierwszym meczu. W trzech setach uległ szerzej nieznanemu Włochowi Riccardo Bonadio.
Polacy obiecująco, choć bez sukcesów
Nie tylko Hiszpanie czekają na triumf w Pekao Szczecin Open. Od czasu, gdy szczeciński turniej ma rangę challengera (od 1996 r.) w singlu nigdy nie wygrał Polak, Ba, żaden z biało-czerwonych nie zdołał dotrzeć nawet do finału. Nie pomaga w tym tenisowy kalendarz. Co roku równolegle rozgrywane są mecze Pucharu Davisa i najlepsi Polacy zazwyczaj otrzymują powołania do reprezentacji narodowej. Dlatego w Szczecinie zabrakło Huberta Hurkacza i Kamila Majchrzaka, którzy w obecnej formie byliby jednymi z faworytów turnieju.
Mimo ich braku, szczecińscy kibice mieli komu kibicować. W rozszerzonej w tym roku stawce turnieju głównego (z 32 graczy do 48) znalazło się aż siedmiu graczy znad Wisły (czterech z dzikimi kartami i trzech z kwalifikacji). Głównie tenisiści bardzo młodzi, dopiero pracujący na swoje nazwisko. Najlepiej spisali się Paweł Ciaś i 19-letni Daniel Michalski, którzy dotarli do trzeciej rundy.
– Występ w Szczecinie był dla mnie superdoświadczeniem. Wygrałem z zawodnikiem z drugiej setki, takie rzeczy tylko cieszą i motywują do dalszej pracy. Pokazują, że ten najwyższy poziom wcale nie jest tak daleko – podkreślał Michalski.
Po raz pierwszy od kilku lat w turnieju zameldował się szczecinian. 18-letni Piotr Galus wygrał swój mecz w kwalifikacjach i awansował do głównej drabinki turnieju. Rywal w pierwszej rundzie, notowany w trzeciej setce rankingu ATP Niemiec Daniel Masur, był jednak zbyt silny.
Nieco inna formuła
Największą zmianą w rywalizacji sportowej było wspomniane już zwiększenie liczby zawodników w turnieju głównym. Zgodnie z zaleceniami ATP zamiast 32 graczy w drabince znalazło się ich 48. Oznaczało to, że aż 16 tenisistów miało w pierwszej rundzie wolny los i na występy tych najbardziej znanych trzeba było trochę poczekać.
Kibiców podczas turnieju nie brakowało. Najszczelniej trybuny wypełniły się oczywiście podczas finałowego starcia, chociaż pojedyncze wolne miejsca były. Organizatorów chwalili zawodnicy.
- Tu jest niemalże jak podczas turniejów ATP. Wszystkie udogodnienia dla zawodników, duży kompleks kortów, sesje wieczorne i bardzo dużo kibiców. Świetnie się tu czuję – mówił Kovalik.
W tym roku zmieniła się też pozasportowa otoczka turnieju. Koncerty Tennis Music Festival po raz pierwszy wyprowadzono z kortów. Zaproszeni artyści, wśród nich m.in. Stanisława Celińska i zespół Raz dwa trzy, występowali tym razem nie w namiocie przy al. Wojska Polskiego tylko w Teatrze Polskim, Trafostacji Sztuki i Lulu Club.
W turnieju artystów, w kategorii open, po raz kolejny zwyciężył Jacek „Mezo” Mejer.
Sponsorami tytularnymi Pekao Szczecin Open są Bank Pekao S.A. oraz Miasto Szczecin. Turniej jest elementem cyklu LOTOS PZT Polish Tour.
Co twórcy dają miastu? Zapraszamy na Archiwoltę!
Komentarze
2