– Willa Lentza jest wspaniałym tekstem kultury, który jest zapisany w wielu językach. Język architektury z językiem typografii doskonale łączą się ze sobą – mówiła na otwarciu wystawy Piotra Wardziukiewicza Urszula Chęcińska, dyrektor Willi Lentza.
Wardziukiewicz jest związany z Willą od samego początku jej nowych narodzin powiązanych z renowacją. Dość powiedzieć, że stworzył jej logo, projekty okładek wydawnictw, a nawet ozdobną chustę z motywami Willi. Najwięcej o skali jego wpływu na postrzeganie instytucji mówią pokaźne stosy publikacji, projektów, fotografii i szkiców, które można oglądać w dwóch częściach wystawy: It didn’t happen suddenly. Prolog. WL behind the visuals” oraz “It didn’t happen suddenly. Act 1”.
– Opowieść jest prosta: światło, cień. To, co jest pomiędzy nimi. Bo na tym też polega typografia. Na tym polega fotografia. Na tym polega skład książek – dokonuje syntezy swojej pracy sam Wardziukiewicz.
Nie uważa się za artystę, a za twórcę medium
W przestrzeniach pokoi historycznych zaprezentowane zostały kulisy oraz rezultaty 7 lat pracy twórcy nad stroną wizualną instytucji. Oglądać możemy projekty graficzne, składy wydawnicze, fotografię artystyczną oraz teatralną i szeroko pojęte archiwalia.
Przestrzeń na ostatnim piętrze, w Galerii Willi Lentza, stała się miejscem prezentacji działań projektowych oraz paraartystycznych.
W projektach Wardziukiewicza – który przekornie nie uważa się za artystę, a bardziej twórcę medium – mimo ewolucji widać konsekwencję, a nawet konserwatyzm.
– Typografia im jest prostsza w swojej konstrukcji, tym dłużej przeżyje, bo tym więcej można z nią zrobić. Patrząc historycznie, jest w niej cyrkularność. Trendy powracają. Nawet jeśli jest faza eksperymentu, to suma jest taka, że następuje powrót do tego, co było sto lat wcześniej. Rewizja dzieje się ewentualnie w oparciu o technologię, która została w międzyczasie wprowadzona – podsumowuje Wardziukiewicz. – Nie warto wchodzić mocno w eksperyment, jeśli coś ma zadziałać i wytrzymać próbę czasu – dodaje.
Konserwatyzm, przede wszystkim kolorystyczny, da się wyczuć także w fotografii (która paradoksalnie nie boi się eksperymentu), a także innych poszukiwaniach Wardziukiewicza.
– Czasami nie trzeba więcej niż czarna plama na białym tle. Nie trzeba wprowadzać za dużo koloru. Ja bym mógł w takim monochromatycznym świecie żyć i takim spojrzeniem na wszystko patrzeć – określa się Wardziukiewicz.
Uwagę bibilofili (i nie tylko) powinny zwrócić oprawy wizualne książek, nawiązujące do starych wydawnictw, ale jednocześnie przemycające wiele elementów nowoczesności.
– Kiedyś nie było trzeba wiele do szczęścia. Litera, ładny papier i coś, na co się też przyjemnie patrzy. Ne zawsze chodzi o to, żeby coś było idealnie funkcjonalne. Dobrze, żeby było przyjemne dla oka – manifestuje Wardziukiewicz.
Jego prace w ramach wystawy w Willi Lentza można będzie oglądać do 29 stycznia 2027 roku. Kuratorem ekspozycji jest Waldemar Wojciechowski związany między innymi ze szczecińską Akademią Sztuki.
Jazz z Nowego Jorku i saksofonista, który wrócił do Szczecina
Jubileuszowy wieczór w Willi Lentza nie skończył się jednak na wernisażu wystawy. Po nim zaplanowano jazzowy koncert “New York Flavors”. Przy fortepianie zasiadł Adam Makowicz, a na saksofonie grał Krzysztof Medyna.
– W Szczecinie pojawiam się ostatnio co osiem lat. Myślę, że jeszcze pewnie z dziesięć razy Was odwiedzę – powiedział tuż przed rozpoczęciem koncertu Medyna, bardzo ceniony polsko-amerykański muzyk jazzowy, który występuje od ponad 50 lat.
Warsztatu uczył się między innymi w Szczecinie. W 1969 roku został członkiem szczecińskiego “Pocztylion Band” przy klubie “Pocztylion”. Karierę jazzową rozpoczął w Klubie Studentów Politechniki Szczecińskiej „Kontrasty”. Dopiero później przyszedł w jego karierze czas na takie miejsca jak choćby nowojorski “Blue Note”.
Medyna grał tego wieczoru wspólnie z Makowiczem, który jest uważany za legendę jazzu i mistrza improwizacji. Co ciekawe, także Makowicz ma swoje związki ze Szczecinem. Poza licznymi krajowymi i zagranicznymi wyróżnieniami otrzymał bowiem tytuł doktora honoris causa Akademii Sztuki w Szczecinie.
Popisy i wyczucie muzyków można było podziwiać między innymi w wykonaniach takich utworów jak “Blue Monk” Theloniousa Monka, “Caravan” Duke’a Ellingtona czy “Small Fry” Hoagy’ego Carmichaela. Publiczność niejednokrotnie doceniła muzyków brawami, także po poszczególnych solówkach w trakcie trwania kompozycji.
Mimo dostojnego otoczenia w Willi Lentza w powietrzu można było poczuć smak jazzowych klubów Nowego Jorku, co dowodzi, że muzycy wykonali misję, z którą przyjechali do Szczecina.
Komentarze