Dyskusję zorganizowano w urzędzie miasta z inicjatywy radnego Marka Duklanowskiego (Prawo i Sprawiedliwość). Odbyła się tuż przed rozstrzygnięciem przetargu ogłoszonego przez Uniwersytet Szczeciński, po którym cenna przyrodniczo działka przy ul. Wkrzańskiej (tuż przy Alt Buchholz) może trafić w ręce dewelopera. Koperty z ofertami zostaną otwarte w poniedziałek (3 sierpnia).
Radni na wakacjach, a uniwersytet nie chciał być „kontrolowany”
Teoretycznie miała być to komisja rewizyjna, ale… zabrakło odpowiedniej liczby radnych. Poza przewodniczącym Duklanowskim, przyszła tylko Maria Bohuń z Koalicji Obywatelskiej. Komisja nie była wcześniej planowana, a część radnych po prostu wyjechała z miasta na wakacje.
Na sali zabrakło również przedstawicieli Uniwersytetu Szczecińskiego, którzy tłumaczyli, że komisja rewizyjna nie jest organem uprawnionym do kontrolowania uczelni.
- Oczywiście, że nie jest. Po prostu zapraszałem uniwersytet do dialogu z radnymi i mieszkańcami - wyjaśniał Marek Duklanowski.
„Nie potrafili tego zagospodarować, to powinni oddać ten teren gminie”
Mieszkańców pojawiło się kilkunastu. Wśród nich zarówno osoby, które po prostu lubią spacerować po Alt Buhcholz, jak i aktywiści od dawna mocno zaangażowani w promowanie oraz ochronę tego terenu. Teraz jeszcze bardziej, gdy okazało się, że uczelnia po raz drugi wystawiła swój 10-hektarowy teren na sprzedaż, a zwycięzca przetargu będzie mógł postawić tam domy jednorodzinne (na 70 tys. m kw.) i wielorodzinne (na 6 tys. m kw.).
Urbanistka Helena Freino przypominała, że w 2000 roku Uniwersytet Szczeciński dostał tę działkę za darmo od Agencji Własności Rolnej Skarbu Państwa. Miał realizować tam „cele statutowe”, ale żadna inwestycja nie została przeprowadzona.
- Możemy się domyślać, że uniwersytet trzymał to sobie jako rezerwę majątkową, aby kiedyś to zbyć – mówiła dr Freino. - Przestrzeń jest dobrem wspólnym, a ten teren naszą wspólną własnością. Jakim więc prawem uczelnia ma się wzbogacić na naszym wspólnym majątku? To jest po prostu amoralne. Skoro przez ponad 20 lat nie potrafili tego zagospodarować, to powinni oddać ten teren gminie.
Cierpkich słów wobec samorządowców nie szczędził Artur Krzyżański z inicjatywy „Uratujmy Alt Buchholz”, który od lat oprowadza po tym dzikim terenie wycieczki. Wypomniał prezydentowi Piotrowi Krzystkowi deklarację z 2021 roku, że jest za wycofaniem zapisów umożliwiających zabudowę mieszkaniową na zielonych terenach rozrastających się wokół dawnego folwarku.
- Czy mamy nadal pozwalać na to, żeby nas oszukiwano? Udawano, że coś się robi? To jest greenwashing. Boję się, że znów mieszkańcy będą słuchali okrągłych zdań, a nic się nie zmieni. Jest nawet gorzej, bo na sąsiadującym z Alt Buchholz terenie gminy wpisano zabudowę wielorodzinną – zwracał uwagę Krzyżański.
Wpisali zabudowę mieszkaniową, gdy jeszcze były tam pola
Mieszkańcy dociekali, jak to się stało, że na zielonych terenach przy Alt Buchholz zezwolono na zabudowę mieszkaniową. Okazuje się, że pomysł po raz pierwszy pojawił się w planie z 1977 roku, gdy były to jeszcze pola. Praktycznie każdą wolną przestrzeń przeznaczano wówczas docelowo pod mieszkaniówkę, bo uważano, że liczba Szczecinian będzie cały czas rosnąć.
Podobny zapis, głównie o domach jednorodzinnych, pojawiał się w kolejnych dokumentach planistycznych, aż w końcu trafił do tego najbardziej szczegółowego - miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego uchwalonego w 2010 roku.
Co ciekawe, przyjęty niedawno plan ogólny daje opcję, żeby zmienić przeznaczenie tego terenu wyłącznie na zieleń naturalną. Nie jest to jednak takie proste.
- Gdybyśmy chcieli przystąpić do zmiany, musimy przede wszystkim posiadać waloryzację przyrodniczą, która stwierdzi granicę wytworzonego ekosystemu, który uważamy za wartościowy. Natomiast istotne są koszty. Pełnoprawnymi właścicielami działek są tam instytucje, które mają obowiązujące plany - mówiła Angelika Szerniewicz-Kwas, zastępca dyrektora biura planowania przestrzennego.
Gdy z planów zostanie wykreślona mieszkaniówka, nieruchomości stracą na wartości, co może wiązać się z roszczeniami wobec miasta. Dlatego pojawiły się propozycje mieszkańców, żeby zaproponować instytucjom (w tym US) wymianę z gminą na inne działki.
W 2021 roku miasto proponowało przeprowadzenie waloryzacji przyrodniczej terenu należącego do uczelni, ale Uniwersytet Szczeciński się na nią nie zgodził. Z jednej więc strony przyrodnicy podkreślają, że są tam cenne gatunki roślin i bytują chronione zwierzęta, ale z drugiej strony, nie istnieje potwierdzająca to urzędnikom waloryzacja.
Chcą rozszerzenia ochrony na sąsiednie działki
Przypomnijmy, że najcenniejsza przyrodniczo część Alt Buchholz, czyli teren dawnego parku dworskiego w dolinie strumienia Grzęziniec, jest od dawna chroniona jako użytek ekologiczny. Tyle tylko, że bujna zieleń rozrosła się przez lata na sąsiednie działki.
Dlatego mieszkańcy chcą, aby objął je nowy, powołany przez miasto zespół przyrodniczo-krajobrazowy. Jeśli nie można zrobić tego na działce Uniwersytetu Szczecińskiego, to proponują taką ochronę przynajmniej na okolicznych terenach należących do gminy.
- Jako radni na pewno nie zostawimy tego tematu. Myślę, że większości z nas zależy na ochronie tego terenu. Musimy tylko usiąść, porozmawiać i pomyśleć, co możemy zrobić – zapewniał radny Duklanowski.
W poniedziałek okaże się, czy takie rozmowy trzeba będzie prowadzić z Uniwersytetem Szczecińskim, czy już z deweloperem. Chętny na 10-hektarową działkę przy ul. Wkrzańskiej będzie musiał zapłacić co najmniej 46 mln zł.
Komentarze