Na pierwszy rzut oka powieść „Tobiasz i wielki liść” może wydawać się książką o króliku. Choć Tobiasz jest – obok głównej bohaterki – jej kluczową postacią, nie oznacza to, że Inga Iwasiów postanowiła zostać autorką literatury dziecięcej.
– Nasze związki ze zwierzętami stały się na tyle istotne, są tak ważną częścią życia, że opowiadamy o nich – mówi pisarka.
Tobiasz w rzeczywistości został adoptowany przez pisarkę. Na długo przed premierą książki często pojawiał się w mediach społecznościowych autorki.
– Najpierw przejął mój pokój, bibliotekę. To wszystko jest opisane. Choć powiedzmy od razu, że to nie jest dziennik pobytu Tobiasza w moim mieszkaniu. To jest powieść – zaznacza Iwasiów.
„Dużo dałam swojej bohaterce”
Czytelnicy znający pisarkę i jej publiczną działalność mogą szybko zacząć zadawać sobie pytanie, ile w głównej bohaterce książki, przygarniającej Tobiasza, jest Ingi Iwasiów.
– Jest sporo. Kto mnie zna i kto zna też mój wizerunek publiczny, ten z mediów społecznościowych czy z mojej działalności w Szczecinie, czy z uniwersytetu, ten się domyśli, że ja dużo dałam swojej bohaterce – przyznaje.
Iwasiów w „Tobiaszu i wielkim liściu” gra z własną biografią i miesza prawdę z literackim zmyśleniem.
– Pewnie niektórzy uznają, że to jest tak zwana autofikcja, czyli opowiadanie o sobie z elementami fabularnymi. Ale z drugiej strony oczywiście mylę tu tropy i daję dużo zmyśleń – mówi.
Tobiasz w powieści nie występuje jedynie w roli maskotki. Jego obecność pozwala opowiadać życie wewnętrzne narratorki, a jednocześnie – daje okazję Indze Iwasiów do pokazania własnego stylu literackiego i wypowiedzenia się na istotne obyczajowo tematy.
– Literatura daje taką możliwość innej relacji z Tobiaszem, innej relacji ze światem i innych możliwości wewnętrznych, zewnętrznych, życiowych – dodaje pisarka.
„Z królikiem nie można nic na siłę”
Iwasiów ma obecnie dwa króliki, oba adoptowane z fundacji. Jej zainteresowanie tymi zwierzętami zaczęło się od królika mieszkającego u jej rodziny na Florydzie.
– Poczułam, że coś jest w tych królikach takiego, co mnie do nich przyciąga bardziej niż do innych zwierząt (...): połączenie tajemnicy, delikatności i stanowczości – opowiada.
– Standardowo niewiele wiemy o tych zwierzętach. Pamiętamy z dzieciństwa, że to jest jakieś klatkowe zwierzątko lub co gorsza – kulinarne. A dzisiaj zupełnie inaczej podchodzi się tak jak zresztą do wszystkich zwierząt domowych, czyli zwraca się uwagę na ich potrzeby – mówi.
Pisarka stopniowo zgłębiała swoją wiedzę na temat królików. Kontakt z nimi wymaga przede wszystkim cierpliwości.
– Z królikiem nie można nic na siłę. Trzeba się dowiedzieć, jakie są jego potrzeby. Trzeba się w niego wsłuchać – mówi Iwasiów.
I dodaje:
– Jednym słowem królik, wbrew temu, co sądzimy, jest raczej zwierzęciem pasującym do wieku dojrzałego niż dziecięcego.
„Od wielkiego liścia sałaty też można zacząć rozwiązywanie spraw”
Tytułowy królik pozwala spojrzeć na różne sprawy z nieco innej perspektywy. Pierwsze reakcje na książkę pokazują, że także humor jest jednym z jej istotnych elementów.
– Wszystkie reakcje, którymi się spotykam, to jest najpierw uśmiech. Później są pytania. Książka jest odbierana jako taka, która poprawia humor, ale mówi też przy okazji o ważnych sprawach – mówi Iwasiów.
Jest to w dużej mierze zasługa kunsztu pisarskiego. Proza Iwasiów w „Tobiaszu i wielkim liściu” jest jak zwykle gęsta, ale ma się wrażenie, że królik nadał jej dodatkowego dynamizmu. Autorka sięga po duże pokłady (auto?)ironii, błyskotliwie przygląda się światu i jednocześnie – poprzez zwierzęcą perspektywę – zyskuje dodatkową parę oczu do obserwacji rzeczywistości.
Jak to podsumować i powiedzieć, o czym jest ta książka? Tego nie da się zrobić w jeden prosty sposób. Najlepszym rozwiązaniem jest po prostu ją przeczytać.
Komentarze