Zalewanie działek na Górkach Ustowskich nie jest nową sprawą. Takie zdarzenia miały miejsce regularnie w roku 2025. Miasto zapowiadało zmiany, ale niestety poza udrożnieniem przepustu nie wydarzyło się nic, co poprawiłoby sytuację działkowców. Dzisiaj kolejny raz teren ogrodów został zalany, w najgłębszych miejscach wody było ponad metr. Wielu mieszkańców poniosła wielkie straty.
- Woda zaczęła wzbierać w 20 minut i wylewać się z koryta. Mamy przepusty, założono kraty, ale co z tego, jak nadal mamy problem i wszystko przypływa z kolejowych działek, nikt krat nie czyści i mamy wielki problem. Dzisiejsza sytuacja mnie załamała – mówi gospodarz działek.
- Wody mamy po pas, czasem po kolana, wszystko zniszczone, jest gorzej niż rok temu. Mamy tutaj absolutnie punkt newralgiczny. Niewielki deszcz, kraty zapchane i problem. Za rzadko służby dbają by np. czyścić kratę czy zadbać o pogłębienie koryta rzeki. Mamy tutaj wąskie gardło – przyznaje nasz rozmówca. – Zniszczenia są ogromne. Trampoliny, baseny, kocyki z zabawkami, wody w altanach też jest za kostki, wszystko zniszczone. Widziałem łzy właścicieli działek, którzy kupili je ostatnio – dodaje gospodarz.
Na miejscu szybko zjawili się radni Prawa i Sprawiedliwości Julia Szałabawka i Marek Duklanowski. Nie było radnych Koalicji Obywatelskiej, choć w tym okręgu partia ma aż cztery mandaty.
- Nie możemy dopuszczać do sytuacji, że rok do roku mieszkańcy i działkowcy tracą swój dobytek. Trzeba te inwestycje poprowadzić wreszcie kompleksowo – mówi Julia Szałabawka.
Radna dodaje również, że problem śmieci jest poważny.
- Trawa jest koszona, gałęzie przycinane, wszystko zostaje na skarpie, a potem płynie Bukową. Niech miasto podejdzie do tego tematu wreszcie poważnie – dodaje radna PiS.
- Wszystko zostało doraźnie i tymczasowo, a miasto ma dobry humor. Fuszerka i niedokończona praca jeżeli skarpy nie są ustabilizowane – dodał Marek Duklanowski. – Jest jezioro, są straty, niepoważna sytuacja – dodał.
Żal działkowiczów skierowany był głównie w stronę miasta, ale należy uczciwie przyznać, że Mirosław Pieczykolan, dyrektor Wydziału Zarządzania Kryzysowego i Ochrony Ludności, pojawił się na miejscu już kilkanaście minut po pojawieniu się wody na Górkach Ustowskich. By udrożnić przepust pracowała także aktywnie Straż Pożarna.
W opinii dyrektora przepust jest zbyt mały, ale drożny. Problemem bywa jednak zachowanie mieszkańców, którzy wyrzucają śmieci na skarpy i do akwenów. Przepust zatkała nie tylko zieleń, ale i butelki, stare ubrania, a nawet... futryna drzwiowa. Woda już opada. W poniedziałek podliczane będą straty, a miasto zapowiada dalsze działanie interwencyjne, gdy zajdzie potrzeba.
Komentarze