Krzysztof Krawczyk śpiewający k-pop, hollywoodzki film o ucieczce z zakonu, turecka telenowela o początkach tapicerstwa – takie rzeczy mogły wydarzyć się jedynie podczas impro jamu, który połączył impro i stand-up. „Dawno się tak nie śmiałyśmy”, podkreślają zadowolone uczestniczki.

Choć przesąd mówi o pechowym piątku trzynastego, to grupa improwizacyjna Pozostali udowodniła, że i tego dnia można się fantastycznie bawić – o czym świadczyły gromkie śmiechy widowni. Za nami trzeci impro jam. Tym razem na jednej scenie Domu Kultury Słowianin zagościli improwizatorzy i stand-uperzy. Ta mieszanka kreatywności zaskoczyła samych artystów. 

– Wszystko sobie wyobrażaliśmy, a i tak wydarzyło się zupełnie co innego. Chcieliśmy skonfrontować dwa żywioły. I chociaż próbowaliśmy sobie to rozpisać na różne możliwe scenariusze, to wiedzieliśmy, że nie wiemy, czego się do końca spodziewać – przyznają Adam, Kasia i Mateusz, którzy tworzą grupę Pozostali.

Inspiracje z monologów z twistem od publiczności 

W impro jamie pod hasłem „Pozostali i Tytani Stand-upu” wzięli udział Damian „Viking” Usewicz, Arkadiusz Pan Pawłowski i Wróżbita Wileusz. Komicy przyzwyczajeni do występów solowych, dobrze sprawdzili się w pracy zespołowej. 

Wieczór rozpoczął się nietypowo, bo od... stand-upu Kasi. Opowiedziała w nim o nieskuteczności aplikacji randkowej, która doprowadziła do nieudanego spotkania. To jednak dało już pierwsze inspiracje do kolejnych gier improwizowanych.

– Na początku było trochę strasznie, potem już super, chcę częściej – przyznaje improwizatorka.

Wydarzenie podzielono na kilka segmentów, a każdy inspirowany był fragmentami monologów stand-uperów, choć widzowie dokładali także swoje propozycje. Co więcej, sami stand-uperzy brali również czynny udział w grach impro, dając się poznać widzom z jeszcze innej strony. 

Na publiczność czekały różne krótkie gry improwizacyjne, m.in. „tylko pytania”, w ramach której uczestnicy rozmawiają ze sobą, używając jedynie pytań, czy „lista przebojów”, gdzie na podstawie sugestii stylów muzycznych od widzów powstaje jedyna w swoim rodzaju składanka. Tym razem padło na piosenki o wadzie wymowy w stylu reggae, k-popu i heavy metalu. Dodatkowym smaczkiem było to, że każdy z utworów miał być wykonany przez innego artystę. Trzeba oddać, że Arkadiusz Pan Pawłowski poradził sobie z tym zadaniem fenomenalnie, wcielając się w poszczególne postaci: Shaggy'ego, Krzysztofa Krawczyka i papieża Jana Pawła II. 

Furorę wśród publiczności zrobiła gra „turecka telenowela”, w ramach której improwizatorzy ogrywali scenkę, używając przy tym niezrozumiałego języka, a tłumaczeniem zajmowali się stand-uperzy. A w grze „hollywoodzki reżyser” to właśnie Viking, Arek i Wileusz wiedli prym, momentami nawet nie dając dojść do słowa Pozostałym, ale właśnie dzięki temu panujący na scenie chaos był jeszcze zabawniejszy. 

Nie zabrakło też bisu – tutaj rządziły shorty z porównaniami „mój partner/partnerka jest jak...” oraz „lepiejki”, gdzie do sugestii publiczności trzeba stworzyć krótką rymowankę. Tutaj również w moim odczuciu to Arek Pawłowski czuł się najlepiej i najczęściej rzucał swoimi propozycjami. 

Pozytywne zaskoczenie

Jednym z celów impro jamów jest pokazanie impro w nieco innej odsłonie, ale tym razem chodziło także o pokazanie różnych form komedii. Idea była prosta: zachęcić fanów jednego formatu do drugiego. Wydaje się, że misja została wykonana.

– Dla mnie impro to za każdym razem niesamowity pokaz kreatywności, umysłu, który szybko pracuje. Zazdroszczę ludziom, że mają taką umiejętność szybkiego myślenia i bycia zabawnym – komentuje pani Natalia. – Wcześniej byłam raz na stand-upie, ale to totalnie nie moje klimaty. Dzisiaj bardzo pozytywnie się zaskoczyłam Arkiem Pawłowskim – zaznacza.

Fani impro potwierdzają, że takie wydarzenia są niezwykle ciekawe i na długo pozostają w pamięci.

– Bardzo mi się podobało, chociaż nie ukrywam, że nic nie przebije impro z Łoną – dodaje pani Ewelina. – Dzisiejszemu wieczorowi nie można nic zarzucić, ale tamten z Łoną był ponad skalę. Trudno opowiedzieć o impro słowami. Tam dzieje się tyle rzeczy, które przerastają naszą wyobraźnię. Trzeba po prostu przyjść i to poczuć.

– To nasze pierwsze spotkanie z impro i ze stand-upem i jesteśmy mile zaskoczone. Każdy z artystów zrobił na nas pozytywne wrażenie. Dawno się tak nie śmiałyśmy – przyznają panie Marta i Dorota. – Zostało ogłoszone, że w październiku będzie kolejna odsłona i naszą pierwszą reakcją było: idziemy!

„Powinno być więcej takich wydarzeń”

Artyści również zapisują wieczór do udanych. Jak przyznaje Damian Viking Usewicz, żeby go namówić do udziału w impro, wystarczyło 40 sekund.

– Dla mnie to zabawa, lubię, kiedy można poodwalać głupie rzeczy – mówi Viking. – Myślę, że powinno być więcej takich interdyscyplinarnych wydarzeń, bo teraz to SZPAK jest takim miejscem, a potem bardzo długo nic. A takie miejsca jak Słowianin z pewnością by takie inicjatywy wsparły.

Zadowoleni są także improwizatorzy z Pozostałych.

– Trzeba zwrócić uwagę na to, jak wszyscy cudownie wzięli się w sztukę impro, w mówienie „tak i”. Dzięki temu mogły powstać tak fajne zjawiska. Improwizuje się dużo trudniej, bo się nie znamy, ale przez to jest tak ciekawie. Łatwe jest nudne – uważa Adam.

– Miałam wrażenie, że oni byli bardziej aktywni niż my, co było fantastyczne. Byli wspaniali – podsumowuje Kasia.

– Wspieramy i kochamy pana Łukasza i jego partnerkę – dodaje Mateusz. Jak to bywa przy stand-upach, osoby w pierwszych rzędach mogą być wciągnięte do rozmowy, służyć za przykład. Tak było i tego wieczoru, kiedy pytano pana Łukasza o to, ile trwa jego związek czy jego zawód. – Mamy nadzieję, że nie nabawił się traumy po naszym dzisiejszym spotkaniu i jeszcze do nas wróci.

Jak zapewniają Pozostali, to nie ostatnie spotkanie stand-upu i impro. 

– Na pewno nie możemy tego tak zostawić. Nie stawiamy kropki – obiecuje Adam.