Są już po kilku akcjach na mieście. Pierwsze spotkanie zaowocowało przywróceniem do porządku elewacji dawnego sklepu „SCS” przy ul. Bałuki.
– Pozbyliśmy się wielkich, kilkunastometrowych połaci plakatów oraz usunęliśmy grube warstwy kleju z szyb oraz elewacji. Uwolniliśmy także od plakatów roletę na budynku po drugiej stronie ulicy. Musieliśmy rozłożyć działania na dwa spotkania, ponieważ ilość pracy trochę nas przerosła – przyznaje Paweł Załęski.
Potem skrzyknęli się i wyczyścili skrzynki, latarnie, ściany i elewacje w okolicach ulicy Tkackiej.
– Była to jedna z małych dwuosobowych akcji. Inny dwuosobowy zespół zajął się kilka dni temu muralem Floriana Krygiera. Pozbyli się chwastów, które zaczynały go powoli zasłaniać – dodaje nasz rozmówca.
„Z premedytacją są produkowane w taki sposób”
Ostatnia ich akcja miała miejsce na Placu Adamowicza. W ubiegłą sobotę usuwali naklejki oraz napisy z kwietników.
– Niestety, napisy nas pokonały. Użycie silniejszych środków mogło doprowadzić do zniszczenia farby na kwietnikach, a tego chcieliśmy kategorycznie uniknąć. Udało nam się jednak uwolnić dwa kwietniki od naklejek, których liczba spokojnie przekraczała setkę – relacjonuje Paweł Załęski.
Jak jednak przyznaje, naklejki również okazały się sporym wyzwaniem. Społecznicy nie spotkali się wcześniej z „taką odpornością na usuwanie”.
– Dowiedzieliśmy się, że z premedytacją są produkowane w taki sposób, aby ich usunięcie było jak najtrudniejsze. Wstępnie mamy już dogadane profesjonalne szkolenie, jak z tym efektywnie walczyć – dodaje.
Akcja usuwania naklejek z kwietników na Placu Adamowicza/mat. Pawła Załęskiego
„Wielokrotnie słyszeliśmy, że wrócą wieczorem i obkleją to, co wyczyściliśmy”
Co więcej, podczas sobotniej akcji dołączył do nich radny Przemysław Słowik i uczestnicy marszu równości.
– Świetne było to, że radny skrobał te naklejki razem z nami i wspólnie doprowadziliśmy do porządku jeden z kwietników. Spontanicznie dołączyła do nas również młodzież wracająca z marszu równości i wspólnie z nami usuwała naklejki. Bardzo sympatyczni młodzi ludzie. Sporo osób z zaciekawieniem zagajała z pytaniami, co robimy i co to za inicjatywa. Niektórzy myśleli, że wykonujemy prace społeczne, więc ewidentnie musimy się wyposażyć w oficjalne koszulki lub kamizelki – śmieje się Paweł Załęski.
Niestety, mieszkańcy zaangażowani w akcję spotkali się również z wieloma negatywnymi reakcjami ze strony młodzieży zgromadzonej na placu.
– Wielokrotnie słyszeliśmy, że wrócą wieczorem i obkleją to, co wyczyściliśmy. Nie brakowało krzyków i lamentu chłopców, że zrywami ich naklejki. Sporo osób pochwalało naszą pracę, lecz wychodzili z twierdzeniem, że to nic nie da, bo i tak zaraz ktoś to zniszczy – dodaje.
„Przede wszystkim zależy nam na dbaniu o nasze wspaniałe miasto”
Wszystkie akcje zostały wykonane pod szyldem Szczecińskiej Inicjatywy Estetyki Miejskiej (SIEMa).
– Jesteśmy grupą Szczecinian, która ma już dość wizualnego chaosu. Obecnie zajmujemy się głównie plakatami, naklejkami i przestrzenią pomazaną markerami. W przyszłości chcemy zająć się usuwaniem graffiti i ewentualnym odmalowywaniem zaniedbanych i szpetnych elewacji. Często to jedyny sposób, aby przywrócić blask bardzo pomazanemu miejscu. Oczywiście w porozumieniu z zarządcami nieruchomości – podkreśla Paweł Załęski.
Pomysł na założenie stowarzyszenia zaczerpnęli z przykładu wrocławskiej GUMy (Grupa Upiększania Miasta). Szczecińska grupa liczy obecnie 8 osób – najstarszy członek ma 37 lat, najmłodszy – 20.
– Podobne inicjatywy z powodzeniem działają w wielu polskich miasta. Przede wszystkim zależy nam na dbaniu o nasze wspaniałe miasto. Zarówno poprzez prace własną, jak również nagłośnienie tej inicjatywy. Chcemy pokazać mieszkańcom, że można wziąć w swoje ręce odpowiedzialność za wygląd okolicy.
„Nie spodziewaliśmy się, jak ciężka i czasochłonna jest to praca”
Jednocześnie Paweł Załęski nie chce, aby działania grupy były odbierane jako wyręczanie miasta w jego obowiązkach.
– Początkowo nie spodziewaliśmy się, jak ciężka i czasochłonna jest to praca. Chcemy pomagać, inspirować mieszkańców oraz nagłaśniać problemy związane z estetyką miasta. Nie tylko jego reprezentacyjnych części, ale także miejsc mniej uczęszczanych, jak na przykład osiedla na obrzeżach Szczecina.
Jak słyszymy, społecznicy mają już ustalony sposób odbioru odpadów przez służby miejskie. Po uzbrojeniu w wiedzę i dodatkowy sprzęt, społecznicy dokończą prace na Placu Adamowicza. W planach mają również prace wokół dworca PKP Szczecin Główny.
– Nasza ekipa ma mnóstwo pomysłów, a Szczecin niestety dużo do zaoferowania pod tym względem – przyznaje nasz rozmówca.
Komentarze