Na spacer śladami kobiet w Szczecinie wybraliśmy się z przewodnikiem miejskim Przemkiem Głową.

 

Księżniczki w małżeństwie

Gdzie jest najstarszy wizerunek kobiety w Szczecinie? – pytam przewodnika Przemka Głowę, a on mnie kieruje do rzeźby św. Ottona, patrona Pomorza Zachodniego, którą mijamy na ścianie Wieży Dzwonów, przechodząc przez mały dziedziniec Zamku. Figura jest przedwojenną kopią posągu (oryginał znajduje się w Muzeum Narodowym) wykonanego do kościoła zamkowego na zamówienie Barnima III w latach 60. XIV wieku. – Przypuszcza się, że ta para siedząca w dystyngowanych pozach na froncie konsoli rzeźby to fundator kościoła św. Ottona i jego małżonka Agnieszka. Jej postać to najstarszy wizerunek kobiety w Szczecinie – odpowiada Przemek Głowa.

Z małego zamkowego dziedzińca poleca wyjść wprost na ulicę Grodzką i podejść do budynku, w którym mieściła się filia Akademii Muzycznej. Portal drzwi wejściowych wieńczy tu Wenus, której towarzyszą dwa amorki (jeden z łukiem), ale też piesek i gołąb. Historyczka sztuki Janina Kochanowska zestaw takich atrybutów wiąże ze szczęśliwą miłością małżeńską, wskazując podobne przedstawienia na XVII-wiecznych drukach gratulacyjnych z okazji ślubów. Najprawdopodobniej zespół Wenus powstał więc w XVI w., dla uczczenia książęcych nowożeńców na szczecińskim Zamku.

– Mógł być dedykowany dla księżnej Erdmuty, żony Jana Fryderyka, który zasiadł na stolicy szczecińskiej w 1569 roku i wkrótce przystąpił do przebudowy i modernizacji Zamku – mówi Przemek Głowa. – Naga Wenus to najstarszy akt kobiecy w przestrzeni publicznej Szczecina.

Caryce i cesarzowa

Tak się toczyła historia Szczecina, że najbardziej znaną na świecie szczecinianką jest przyszła caryca Rosji Katarzyna (urodzona w Szczecinie w 1729 r.), która żelazną ręką dokona rozbiorów Polski. Była córka księcia von Anhalt-Zerbst, komendanta budującej się szczecińskiej twierdzy, mieszkała w Szczecinie do 14. roku życia. W pamiętnikach wspominała, że zajmowała trzy pokoje obok kościoła zamkowego, a dzwonnica przylegała do jej sypialni. Lubiła swoją francuską guwernantkę pannę Cardel, która zaszczepia uczennicy zamiłowanie do literatury.

– Pamiętamy, że Szczecin to kolebka dwóch caryc (po Katarzynie Wielkiej ze Szczecina pochodziła też jej synowa Maria Fiodorowna), ale zapominamy, że przed nimi Pomorze zrodziło jeszcze jedną cesarzową – Elżbietę Pomorzankę, która w XIV wieku sięgnęła po tytuł, zostając żoną cesarza rzymskiego Karola IV – opowiada przewodnik.

Na jej wybór na żonę wpływ miało, że jej dziadkiem był sam Kazimierz Wielki. Ślub odbył się w Krakowie w 1363 roku, kronikarze sławili urodę i siłę fizyczną cesarzowej.

Przemek Głowa chce jeszcze uzupełnić: – Między paniami ze Średniowiecza, a carycą Katarzyną jest jeszcze jedna wielka kobieta i władczyni, bardzo ważna dla Szczecina, która się w nim nie urodziła, ale przecież w XVII wieku była jego władczynią – Krystyna Wazówna, królowa Szwecji. Przede wszystkim przyczyniła się do pokoju westfalskiego, kończącego wojnę 30-letnią, która niszczyła Pomorze – docenia Przemek Głowa. – Utrzyma w Szczecinie szkołę (Gimnazjum Karolińskie). Nakaże wybranie ksiąg po książętach, które co prawda trafią do Szwecji, ale dzięki temu przetrwają wiele nawałnic dziejowych. Wreszcie to ona po 17 latach od śmierci pochowa godnie ostatniego Gryfitę – Bogusława XIV.

Czarownice

Pomorska szlachcianka Sydonia von Borck może była z natury kłótliwa i zjednywała sobie wrogów, ale też walczyła o swoje prawa do rodzinnego majątku, procesując się z bratem i złorzecząc męskiemu rodowi. Do masowej wyobraźni przeszła jako czarownica, która rzuciła klątwę na Gryfitów. W klasztorze w Marianowie skutecznie leczyła ziołami, a inne siostry podejrzewały ją o konszachty z szatanem. Wystraszony książę Franciszek wytacza 80-letniej kobiecie proces. Poddawana torturom Sydonia przyznaje się „do winy”. Dwa lata temu minęło 400 lat od jej skazania na śmierć i stracenia w Szczecinie, ale legenda, która żyje do dziś, uczyniła ją nieśmiertelną.

Przemek Głowa upomina się też o pamięć dla wcześniejszych kobiet ofiar: – Protokoły z wielkiego procesu inkwizycyjnego prowadzonego w XIV w. przeciw waldensom (ruch chrześcijański zainicjowany przez Piotra Valdo występujący przeciw władzy i bogactwu Kościoła), który odbywał się na zamku w Szczecinie, przybliżają nam postacie z imienia i nazwiska. Jest wśród nich kilkadziesiąt niepokornych kobiet, które przełamywały stereotypy.

Szczecin jest kobietą

– Mnie inspirują spojrzenia, którzy szeroko traktują historię, dlatego przed naszym spotkaniem zacząłem się zastanawiać, jakie cechy wspólne mają szczecinianki – mówi Przemek Głowa. – Kobiety związane z tym miastem, to osoby, które wychodziły z drugiego planu, bo takim miejscem jest Szczecin. Ale ten drugi plan powodował, że one były dużo bardziej zdeterminowane. Były też większymi realistkami.

Dalej: – Szczecinianki to kobiety w drodze. Myślę tu też o paniach z mojej rodziny, mojej prababci, babci, mamie. Mama mieszkała od lat 60. do 2019 roku, cały świat zwiedziła, a Szczecin był dla niej portem, z którego wyruszała.

– Szczecinianki to też kobiety, które zwłaszcza poprzez kulturę, czerpały swoją siłę. Nie unikają brutalności, ale zawsze pokazują, że jest coś takiego jak kultura, która ma za zadanie dawać harmonię w świecie, w którym jest ból i nieszczęście. Dziś też je tak widzę: Annę Augustynowicz, Ingę Iwasiów, Brygidę Helbig, Helenę Raszkę, Ninę Rydzewską… Nawet aktorki ze Szczecina Dita Parlo i Agata Kulesza, najbardziej znane są z ról takich właśnie kobiet. Patrz filmy „Atlanta” czy „Ida”.

– Nie wspominałbym Krystyny Wazówny, gdybym nie wiedział ile dokumentów dla Szczecina podpisała – dodaje Przemek Głowa. – Ile ja bym nie wiedział o Szczecinie, gdyby nie tutejsze badaczki, historyczki, archiwistki: Ewa Gwiazdowska, Bogdana Kozińska, Agnieszka Borysowska… Pokazują tych, którzy nieśli kulturę i też niosą kulturę, żebyśmy mogli rozumieć lepiej, gdzie jesteśmy.

Matka Ziemia

Na Cmentarzu Centralnym stoi kopia rzeźby Matki Ziemi ekspresjonisty Ernsta Barlacha, którego twórczość naziści zakwalifikowali do sztuki zdegenerowanej, na początku lat 20. stworzył dzieło dla upamiętnienia miejsca spoczynku szczecińskiej rodziny kupieckiej Biesel, zajmującej się m.in. importem drewna.

Rzeźba nagrobna, która powstaje, w trudnym dla artysty czasie, kiedy jego matka, chora na depresję, popełniła samobójstwo, przedstawia siedzącą starszą kobietę z dłońmi pod fałdami przykrywającego je materiału opadającego ku ziemi. W ogrodzie śmierci mi przywodzi skojarzenie z Pietą – Mi przywołuje na myśl kobiety sprzedające śledzie – ikonograficzny wizerunek szczecinianek – dodaje Przemek Głowa. – Żony rybaków pojawiały się na wielu rysunkach Mosta.

Wdowy

Kiedy ostatni męski przedstawiciel Gryfitów – Bogusław XIV, zmarł w Szczecinie w 1637 roku pisano, że Pomorze, było księżną, a jest teraz „jak wdowa”. Dlatego może najodpowiedniejszym do ostatniego rozdziału spaceru szlakiem szczecinianek będzie wdowi klejnot – krzyżyk księżnej Erdmuty, wykonany dla niej po śmierci męża Jana Fryderyka, zmarłego w 1600 (małżeństwo było niezgodne i bezpotomne).

Kilkanaście lat temu wypatrzony w prestiżowym antykwariacie paryskim precjozo uzupełniło kolekcję klejnotów książąt Pomorza Zachodniego w Muzeum Narodowym w Szczecinie.

Na belce poziomej ma dwa diamenty na zakończeniu ramion krzyża, na belce pionowej – dwa rubiny. Smukłą postać Jezusa pokryto białą emalią, ale włosy i opaskę na biodrach pozostawiono w złocie. Krzyżyk zdobi też podwieszona u dołu perła. – Perły przypisuje się wdowom. Taka jest historia, że szczecinianki często nimi zostawały – mówi Przemek Głowa.

Biżuterię Erdmuty w 1862 r. wydobyto z sarkofagu księżnej w krypcie szczecińskiego Zamku, oprócz krzyżyka znaleziono tam też jej złote bransolety zbudowane z ogniw w kształcie serduszek.