Marcin złożył około 250 CV. Gosia, choć posiada wyższe wykształcenie psychologiczne, często odbijała się od drzwi potencjalnych pracodawców. Podobnie jak Renata, która jest niezwykle otwarta i pełna zaangażowania. Skąd te problemy? „Myślę, że to nieuzasadniony lęk pracodawców” - ocenia lider zespołu Paweł Zamojć z Karkonoskiego Sejmiku Osób Niepełnosprawnych i Fundacji Szklane Domy. To tutaj poznaliśmy naszych rozmówców.

Gosia z wykształcenia jest psychologiem. Do tej pory nie udało jej się znaleźć pracy w zawodzie, a jak tłumaczy - nie chce otwierać własnego gabinetu bez zdobycia większego doświadczenia.

„W podjęciu pracy nie chodzi mi o pieniądze”

- Próbowałam znaleźć pracę na własną rękę, ale było ciężko. Gdy byłam na studiach i szukałam praktyk dla siebie, to w pewnym momencie pomyślałam, że poszukam szkoły integracyjnej, bo na pewno będzie dostosowana dla osób niepełnosprawnych. Okazało się, że wcale tak nie jest, a moja logika nie jest logiką powszechnie obowiązującą. Owszem, był podjazd do głównego wejścia, ale w środku wszędzie były schody - opowiada.

Nasza rozmówczyni jest wcześniakiem. Urodziła się z dziecięcym porażeniem mózgowym.

- Jestem teraz w takim stanie dzięki rehabilitacji. Poruszam się o kulach, ale mimo wszystko jestem dość sprawna i radzę sobie na co dzień. Choć muszę przyznać, że cały czas w Szczecinie mamy dużo budynków, które nie są dostosowane do osób z niepełnosprawnościami. Nawet jeśli mamy podjazd do wejścia, to bariery wychodzą w środku - mówi.

Na co dzień interesuje się filmem, lubi również chodzić na koncerty. Wyjścia na miasto wiążą się z pewnymi ograniczeniami, ale nie zniechęca to naszej bohaterki. Jak podkreśla, zależy jej na byciu częścią grupy. Stąd intensywne poszukiwania pracy.

- Świadczenia z ZUS-u pozwalają mi wyżyć, ale w podjęciu pracy nie chodzi mi o pieniądze. Tylko o bycie pośród ludzi, poczucie bycia potrzebną, zauważaną - mówi. - Raz byłam na stażu w jednej ze szkół. Udało się i byłam tam od października do czerwca. Tyle tylko, że dyrektorowi nie opłacało się mnie trzymać i gdy staż dobiegł końca, moja praca również. To była umowa zlecenie.

Po 6 latach została zwolniona z dnia na dzień

Pani Renata przez ostatnie 6 lat pracowała w internacie jednej ze szkół dla osób z niepełnosprawnościami. Jak opowiada, z czasem kręgosłup zaczął dawać się jej we znaki, co poskutkowało skierowaniem do sanatorium.

- Dyrektor zwolnił mnie dzień przed. Trudno, niech mu tam będzie lekko w tej szkole. Szkoda, ponieważ byłam przyzwyczajona do tego miejsca, dzieci również były do mnie przyzwyczajone. Nie mogłam się jednak załamywać, musiałam szukać nowej pracy. Trzeba się przecież jakoś utrzymać, płacić rachunki, opłacić czynsz. Miesięcznie zarabiałam prawie 5 tysięcy złotych i raptownie zostałam bez nich - opowiada.

Z wykształcenia jest handlowcem, a na koncie ma już 19 lat pracy.

- Gdybym poszła do szkoły policyjnej, to mogłabym już być na emeryturze - śmieje się. - Bardzo chciałam zostać policjantką, ale mama nie chciała mnie puścić. Stąd szkoła handlowa.

Marcin ma na swoim koncie prawie 250 złożonych CV

Marcin przyjechał do Szczecina z drugiego końca Polski - województwa lubelskiego. Przyjechał nie tylko za miłością - jak opowiada, jego rodzinna miejscowość ma nie tylko lasy, ale i „wysokie bezrobocie”.

- Do tej pory mam na swoim koncie około 250 złożonych CV. Rozmów kwalifikacyjnych było około 30, ale gdy potencjalni pracodawcy dowiadywali się o mojej niepełnosprawności, po prostu kończyli rozmowy - mówi.

W wieku 4 lat przeszedł wirusowe zapalenie opon mózgowych i rdzenia kręgowego. Przez 3 tygodnie był w śpiączce. Przestał chodzić, ruszać rękoma, mówić.

- Musiałem wszystkiego nauczyć się od nowa. Dodajmy do tego skrzywienie kręgosłupa i delikatne zaprzestanie wzrostu niektórych kończyn. Wszystko to jednak pikuś. Choroba odcisnęła piętno na moim mózgu. Niektóre umiejętności mam bardziej przytępione, na niektóre rzeczy muszę poświęcić więcej czasu, jak na przykład na poznawanie nowych rzeczy, naukę czy adaptację - opowiada.

Zniechęcenia potencjalnych pracodawców doprowadziły do sytuacji, w której przez pierwsze 3 miesiące nowej pracy ukrywał informację o niepełnosprawności. Jego pracodawca dowiedział się o tym przy okazji przedłużenia umowy, do której ostatecznie nie doszło. Powód - ten sam, co wcześniej.

- Na dobrą sprawę tego rodzaju niepełnosprawność nie wpływa na komfort jazdy przyszłego pracodawcy, ale rezygnują, gdy tylko zobaczą adnotację. To wystarczający straszak.

„Uciekł mi tramwaj i godzinę czekałam na następny”

- Pracodawcy zatrudniający osoby z niepełnosprawnościami na umowę o pracę mogą, po spełnieniu określonych warunków, korzystać z dofinansowania do wynagrodzenia pracownika ze środków PFRON. To rozwiązanie, o którym wielu pracodawców wciąż nie wie lub z którego obawia się korzystać. Dofinansowanie może wynieść aż 90 procent kosztów wynagrodzenia pracownika - tłumaczy Paweł Zamojć z Karkonoskiego Sejmiku Osób Niepełnosprawnych

Choć nazwa organizacji brzmi dość egzotycznie, to od maja tego roku funkcjonuje w Szczecinie. I to tutaj wsparcie znaleźli nasi bohaterowie.

Gosia jest obecnie na stażu w Wojewódzkim Zespole do Spraw Orzekania o Niepełnosprawności.

- Wszyscy mówimy sobie na „Ty”, każdy z pracowników jest bardzo pomocny i panuje po prostu serdeczna atmosfera. Bardzo mi się tutaj podoba. A jeszcze ostatnio wprowadzili mi tramwaje niskopodłogowe na trasie, więc mam lepszy dojazd. Co prawda raz na godzinę, ale zawsze coś - uśmiecha się.

Mowa o linii nr 6, na której od września raz na godzinę jeździ częściowo niskopodłogowy Moderus Beta. Zdaniem Gosi, to jednak nadal kropla w morzu potrzeb.

- Tutaj już nawet nie chodzi o mnie. Wie Pani, ile tutaj mieszka starszych osób, albo rodziców z wózkami dziecięcymi? Ostatnio nie zdążyłam na tramwaj, uciekł mi po prostu. Uznałam, że będę czekać godzinę na następny, ponieważ za taksówkę musiałabym zapłacić kilkadziesiąt złotych - mówi.

Pracuje tam, gdzie mieszkała caryca Katarzyna

Pani Renata straciła pracę po 6 latach. Informację o Karkonoskim Sejmiku Osób z Niepełnosprawnościami przekazała jej koleżanka.

- Pani Dominika pomogła mi napisać CV, list motywacyjny. Wysyłałyśmy wiele aplikacji, ale odzewu nie było. Przy okazji jednego ze spotkań usłyszałyśmy, że jeden z panów dostał pracę przy sprzątaniu. Zadzwoniłyśmy do tej firmy z pytaniem, czy może szukają kogoś na recepcję. To miejsce chyba na mnie czekało - śmieje się.

Pani Renata dostała pracę na recepcji Akademii Sztuki w Szczecinie. Obecnie jest na 3-miesięcznym okresie próbnym.

- To w tym budynku mieszkała caryca Katarzyna. Czasami, gdy słyszę w nocy dziwne dźwięki, to jestem przerażona. Ale trzeba się przyzwyczaić - śmieje się.

„Paweł był jedną z pierwszych osób, które wreszcie przemówiły mi do rozumu”

Marcin jest na stażu w agencji pracy. Z jednej strony już wie, że to nie jest praca dla niego, ale nie poddaje się. Co ważne, sam znalazł sobie nową pracę, którą rozpocznie już w listopadzie. Jak podkreśla, nie udałoby się to bez wsparcia Pawła z KSON.

- Mamy na koncie dziesiątki godzin rozmów i szczerze? Od momentu przyjazdu do Szczecina, to najbardziej merytoryczne rozmowy. Paweł był jedną z pierwszych osób, które wreszcie przemówiły mi do rozumu. Wytłumaczyły, że to nie ze mną jest coś nie tak. A przecież myślę tak od ponad 20 lat. Moje środowisko również dawało mi o tym znać dość skutecznie. Że za dużo czuję, za dużo myślę, za mało robię - mówi.

W ich biurze nie ma nawet pół schodka

Obecnie szczeciński oddział Karkonoskiego Sejmiku Osób z Niepełnosprawnościami ma pod swoją opieką około 70 osób. Jak to się stało, że w maju otworzyli biuro w stolicy Pomorza Zachodniego?

- Organizacja rozwija się dość dynamicznie i ostatnio znalazła się w większości dużych miast. Poznaniu, Wrocławiu, Warszawie, Trójmieście i naszym Szczecinie - mówi Paweł Zamojć.

Z wykształcenia jest psychologiem. Po studiach zaczął szukać pracy i tak trafił na ogłoszenie KSON.

- Zobaczyłem, że szukają trenerów pracy. Uznałem, że to bardzo ciekawy obszar. Oddzwonili do mnie, spotkałem się raz, drugi, a później zacząłem być odpowiedzialny za budowanie szczecińskiego oddziału i wybór biura - mówi, gdy rozmawiamy w jednym z pokojów w biurowcu Pomeranus. - Nie ma tutaj nawet pół schodka - zwraca uwagę.

Czego obawiają się pracodawcy? „Sam chciałbym to wiedzieć”

Z jednej strony trenerzy pracy KSON dają swoim podopiecznym wsparcie psychologiczne, ale z drugiej - pomagają w znalezieniu staży, za które płaci fundacja, organizują różne warsztaty, a także pomagają w znalezieniu docelowego zatrudnienia.

- Naszym celem jest przede wszystkim doprowadzenie do realnej i możliwie trwałej aktywizacji zawodowej. Zaczynamy od poznania danej osoby – jej doświadczenia, możliwości, oczekiwań i barier. Następnie wspólnie tworzymy indywidualny plan działania. Kolejnym etapem może być poradnictwo zawodowe, rozwijanie kompetencji, szkolenie czy staż. Finalnie zależy nam jednak na tym, żeby uczestnik był jak najlepiej przygotowany do podjęcia i utrzymania zatrudnienia - tłumaczy Paweł Zamojć.

Jak słyszymy, coraz więcej pracodawców jest otwartych na zatrudnienia osób z niepełnosprawnościami. Czego obawiają się ci, którzy tego nie robią?

- Sam chciałbym to wiedzieć. Myślę, że to nieuzasadniony lęk. Problem polega na tym, że pracodawca czasem najpierw widzi orzeczenie, a dopiero później człowieka i jego kompetencje. My chcemy tę kolejność odwrócić. Najpierw sprawdźmy, co dana osoba potrafi, jakie ma doświadczenie i czy może wykonywać obowiązki na konkretnym stanowisku. Niepełnosprawność nie powinna automatycznie przekreślać kandydata. Dlatego jednym z naszych celów jest również edukowanie pracodawców i przełamywanie stereotypów - podkreśla.

Chcą pomagać w budowaniu pewności siebie osób z niepełnosprawnościami

Szczeciński zespół składa się z psychologów oraz doświadczonych doradców zawodowych.- Bardzo cenię tę pracę, ponieważ daje mi poczucie realnego wpływu na życie osób, które wspieram. Szczególnie ważne jest dla mnie to, że nie ogranicza się ona wyłącznie do rozmowy. Mam konkretne narzędzia i możliwości, dzięki którym faktycznie mogę przyczyniać się do poprawy sytuacji beneficjentów - mówi Dominika Jackiewicz.

Agnieszka Wasikowska najbardziej ceni możliwość wspierania osób z niepełnosprawnościami w przełamywaniu ich własnych barier, które często utrudniają im wejście lub powrót na rynek pracy.

- Ważne jest dla mnie indywidualne podejście – każda osoba ma inne możliwości, potrzeby i trudności. Ogromną satysfakcję daje mi towarzyszenie uczestnikom projektów w pokonywaniu barier, nabieraniu większej pewności siebie i stopniowym zwiększaniu samodzielności zawodowej.

Z kolei Beacie Meduneckiej największą radość sprawia obserwowanie, kiedy osoba, z którą współpracuje, zaczyna ponownie wierzyć w siebie.

- Kiedy odkrywa swoje możliwości i przekonuje się, że również może realizować się zawodowo. Często jest to proces małych kroków, ale każdy z nich ma ogromne znaczenie. Widok osoby, która z czasem nabiera pewności siebie, rozwija swoje kompetencje i zaczyna samodzielnie myśleć o swojej przyszłości zawodowej, jest dla mnie największą wartością tej pracy - mówi.

Według Danych Głównego Urzędu Statystycznego, 22688 mieszkańców Szczecina posiada orzeczenia o niepełnosprawności (dane na 2024 rok).

[1/2]
[2/2]